poniedziałek, 18 lutego 2013

Rozdział 26.

Ojciec otworzył drzwi a ja przełknęłam głośno śline. Uśmiecha sie do mnie serdecznie.
- Cześć Amy - mówi krótko i przytula mnie serdecznie. Odwzajemniam uścisk. Stoimy tak przez chwile, do moich oczy napływają łzy.
- Hej tato - tą przerywa Will.
- Część synu - uścisk dłoni. Tata wpuszcza nas do mieszkania. Stoimy w szerokim holu.
- Wchodźcie, wchodźcie, nie zdejmujcie butów, napijecie sie czegos? - prowadzi nas do dalszej części mieszkania. Wchodzimy do przestronnego salonu połączonego z dużą kuchnią. Siadamy przy stole.
- Nie dzięki
- A mi daj cole - mówi brat i siada obok mnie. Uśmiecha sie pokrzepiająco. Już po chwili dołącza do nas ojciec z napojami.
- Więc... Jak sobie radziłaś przez ten czas kiedy mnie nie było? - spoglądam na Willa
- Ja... myśle że dobrze... zamieszkałam z Willem i sobie jakoś radzimy.
- No to dobrze. A jak wogóle sie znaleźliście? Bo z tego co mówiłeś to zerwał się wam kontakt... - patrze na Willa.
- Więc... ja byłem... w centrum handlowym z Alice. - zaczyna powoli i daje mi dyskretny znak że mam kontynuować
- A ja poszłam tam po tym jak mi powiedziałeś że będziesz za tydzień...
- Była bardzo zdołowana...
- I sie spotkaliśmy.
- To dobrze. Musimy ustalić kwestię mieszkania...
- No Amy będzie mieszkać dalej ze mną.
- Nie Will.
- Jak to nie?! - krzycze zdenerwowana
- Amy. Pójdziesz do szkoły. Skończysz ją i będziesz mogła sie przeprowadzić do osobnego mieszkania.
- Jak to do szkoły!? Tato co ty chrzanisz!?
- Amy spokojnie... - uspokaja mnie brat
- Jesteś moją córką i to ja o tobie decyduje. Pójdziesz do tej szkoły i będziesz mieszkać ze mną.
- Tato co ty chrzanisz?! Jakiej szkoły?! Nie będe chodzić do szkoły! Nie będe z tobą mieszkać!
- Amy blagam cie nie kłóć sie ze mną. Do końca tygodnia sie masz wprowadzić. A potem wybierzemy jakąś szkołe. Więc masz jeszcze kilka dni wolności.
- Tato ! A Will ?!  - w moich oczach gromadzą sie łzy. Przecież mój ojciec nigdy taki nie był. - A Will ?! On nie chodzi do szkoły ! Mieszka sam ! Ze swoją dziewczyną ! Dlaczego ja mam mieć gorzej ?! Jesteśmy dokładnie w tym samym wieku! - wydzieram sie na niego. Will siedzi z opuszczoną głową.
- Dobrze, ale Will sam sie utrzymuje. Udowodnił że jest na tyle dorosły że mosze sam zamieszkać i chodzi do pracy.
- A co ze szkołą?!
- On wybrał prace.
- To ja też moge iść do pracy, sama mieszkać i nie chodzić do szkoły !!!
- Nie Amy ty nie możesz.
- A to niby dlaczego?
- Bo ja tak mówie!
- Nie jestem już Twoją małą córeczką!
- Rozmawiałem z matką i obiecałem że sie tobą zajme! Więc to robie ! Nie dyskutuj ! Masz czas do końca tygodnia!
- Will wychodzimy! - podnosze sie i ruszam w strone wyjścia. Will wstaje od stołu i idzie bez słowa za mną. Wychodzimy bez pożegnania, ojciec nawet sie nie podniósł, nie powiedział słowa. Wychodzimy przed budynek wsiadamy do samochodu i ruszamy w droge powrotną. Will bez słowa podaje mi chusteczki. Kiedy dojechalismy już sie uspokoiłam. Patrze na zegar w samochodzie. Jest 16.02. - akurat zdązymy sie wyszykować.
- Amy..
- Nic nie mów ! - mówie podniesionym głosem, wysiadam z samochodu i ruszam w kierunku domu. Jestem wściekła że nie bronił mnie u ojca. Wchodze do domu.
- Amy! Jak dobrze że już jesteś! Myślałam że w końcu nie przyjdziesz! - na wejściu atakuje mnie Emma.
- Hej - móie smutno - Jest już Claire?
- Tak przed chwilą wróciła. A gdzie Will?
- Na zewnątrz. Zaraz przyjdzie.
- Amy? Co sie dzieje?
- Nic.
- Amy ?!
- Później porozmawiamy dobrze?
- Trzymam cie za slowo!
- Gdzie chłopcy?
- Na górze, każdy u siebie. Plan jest taki że każdemu dajemy to co ma założyć, bierzemy swoje rzeczy, kosmetyki i idziemy sie razem we czwórkę szykować do głównej łazienki.
- Okej. To za 15 minut ?
- Okej powiem dziewczynom.
- Dzieki - mówie i ide na góre. Wchodze do sypialni. Saul siedzi na łóżku w bokserkach z ręcznikiem na głowie i papierosem w ustach. Ten widok poprawił mi widok. Kiedy weszłam podniósł sie i ruszył w moją stronę. Łapie go za podbródek, wyciagam z ust papierosa i całuje delikatnie.
- Gdzie byłaś?
- U ojca... Saul nie chce o tym teraz rozmawiać dobrze... poprostu nie pytaj - całuje go jeszcze raz tym razem namiętniej. Odrywamy się od siebie.
- Dobrze skarbie. Ale i tak kiedys będziesz mi musiała opowiedzieć...
- Nie teraz... Za niecałą godzine wychodzimy. - podchodze do szafy i wyciągam ubrania dla Saula. On uważnie mnie obserwuje. - Kochanie, załóż to a ja ide z dziewczynami sie szykować do łazienki. Spotykamy sie na dole. - podaje mu ubrania i papierosa, wypalonego przeze mnie do prawie do końca.
- To nowe ?
- Tak - uśmiecham sie do niego i wyciągam z szafy sukienke i buty. Biore z łazienki kosmetyki i wychodze z pokoju oglądając sie za chłopakiem. Wchodze do łazienki. Dziewczyny już są.
- To co przebieramy sie? - pytam. Każda z nas automatycznie rozbiera sie i wskakuje w swoją sukienkę. Każdej z nas towarzyszy wielki uśmiech na twarzy.
- Zasuniesz? - pomagam Alice. My mamy takie same sukienki.
- Wy też macie takie samie kiecki! - Emma i Claire mają bordowe dopasowane sukeinki do pół uda.
- Śliczne są - chwali je Alice
- Wasze też! - mówi z uśmiechem Claire. Każda z nas podchodzi do lustra i zaczyna sie malować. Robie mocne kreski, usta maluje krwisto czerwona szminką, rzęsy muskam tuszem. Spryskuje sie perfumami. Poprawiam moje pofalowane włosy i odchodze od lustra. Zakładam szpilki.
- Ja jestem gotowa. - mówie z uśmiechem do dziewczyn. One też odkładają kosmetyki i zakładają swoje buty.
- Kurwa powiem wam że wygladamy zajebiście - mówi Emma
- Jak zwykle zresztą ! - dodaje Claire. Każda z nas ma dobry humor. Nawet ja. Staram sie cieszyć czasem wolności który mi został. Wiem że coś wymyśle i nie będe mieszkać z ojcem! Nie wiem czemu wogóle on coś takiego wymyślił. Moje chwilowe rozmyślania przerwała Alice:
- Amy? Idziesz? - Dziewczyny juz wyszły.
- Tak, jasne. - wychodze za nią. Powoli wszystkie schodzimy na dół. Chłopcy stoją naprzeciwko zejścia. Wszyscy wyglądają nieziemsko przystojnie. Nie ma jednak co ukrywać że to Saul jest głównym obiektem moich obserwowań. On przygląda mi sie z równie wielką fascynacją i zadziornym uśmieszkiem na twarzy. Każda z nas podchodzi do swojego mężczyzny. Ja ujmuje podbródek mulata w dłonie i delikatnie muskam jego usta. On chce zachłanniejszego pocałunku, odsuwam się jednak i z uśmiechem mówie:
- Szminka kochanie - Przelotny pocałunek łapie go pod ramię i wszyscy wychodzimy z domu.

                                                                                  

Tak wiem... Totalnie wyszłam z wprawy, rozdział krótki, nudny i długo trzeba było czekać... Musze sie zmobilizować do roboty! Tak strasznie chce pisać, ale nie wyrabiam ze szkołą i mam ograniczony dostęp do internetu. Licze jednak na jakieś komentarze! To mobilizuje ! Błagam komentujcie !!!

czwartek, 7 lutego 2013

Rozdział 25.

- Dobra! Zjedliście ?! To na próbe bo za 4 godziny wychodzimy ! - rozkazała Emma i zaczęła zbierać talerze. Pożegnałam się z kudłaczem soczystym buziakiem i puściłam go do garażu.
- Will? Możemy pogadać?
- Jasne.
- Ej dziewczyny dacie rade same to posprzątać?
- No pewnie!
- To chodź Will. - Wyszliśmy na taras i usiedliśmy na schodach.
- Chcesz? - proponuje mu czerwonego Marlboro.
- Ta, chętnie. - bierze papierosa i odpala go, ja robie to samo. - Właściwie to od kiedy ty palisz??
- Własciwie to od około 2 lat. A ty? Zawsze byłeś przeciwnikiem ! Mówiłeś że nigdy tego świństwa nie weźmiesz do ust!
- Ludzie sie zmieniają... Też od około 2 lat. Zacząłem po przeprowadzce.
- Kurwa!
- Co jest?
- Dziś ojciec wraca...
- Skąd?
- Na jakimś wyjeździe był służbowym...
- No a masz jakiś problem z tym że wraca?
- Kurwa pewnie będzie chciał żebym z nim mieszkała...
- Spokojnie mnie wypuścił to i tobie pozwoli mieszkać osobno. Tylko nie mów że mieszkasz z piątką rockmanów...
- No tego to sie akurat sama domyśliłam.
- O czymś chciałaś ze mną pogadać...?
- Tia... Więc to.. dziwny temat...
- No dajesz!
- Dobra co będe pieprzyć... Chodzi o to żebyś się nie ruchał z Alice w naszej sypialni... żebyś sie wogóle z nią nie ruchał przy innych...
- Aaa.. okey... - mówi lekko zawstydzony
- Will... mam do ciebie takie troche prywatne pytanie i licze że mi szczerze odpowiesz.
- No wal!
- Czy ty wykorzystujesz Alice seksualnie?
- O to samo moge spytać Saula...
- Will! Ja z nim mieszkam. Kochamy się... A ty nie odpowiedziałeś na pytanie!
- Nie nie wykorzystuje Alice...
- Napewno?
- Tak. Kocham ją.
-To dlaczego nie chcesz z nią mieszkać... To wygląda tak jak byś był z nią tylko dla seksu.
- Ale nie jestem...
- To czemu z nią nie mieszkasz!?
- Boje sie że jak sie pokłócimy czy coś to ona zgłosi że ją gwalce czy coś w tym stylu... tym bardziej że ona nie jest pełnoletnia...
- Czyli ją wykorzystujesz?
- Nie! Po prostu sie boje...
- ...jej zaufać?
- tak...
- Przecież jesteście razem! Moim zdaniem powinieneś jej zaufać... Wydaje sie w porządku...
- Hej, nie przeszkadzam? Emma cie wołała... - o wilku mowa.
- To ja do niej pójde, a wy sobie porozmawiajcie... Will ma dla ciebie miłą niespodzianke - wkręciłam go. Może to troche nie w porządku ale skoro są ze sobą dłuższy czas... Will na mnie patrzy z oburzeniem, ja posyłam mu uśmiech i wchodze z powrotem do domu. Ide do kuchni Emma siedzi sama w kuchni.
- Co jest? Wołałaś mnie.
- Alice mnie wkurza... nie zostawiaj mnie z nią samej. Błagam!
- Spoko, a coś nie tak?
- Wszystko wporządku... Po prostu jej nie polubiłam...
- Dobra nie wnikam... Kurwa nie wiem czy dobrze zrobiłam...
- Z czym?
- Wkręciłam Willa żeby zaproponował Alice wspólne mieszkanie... i on teraz już nie ma sie jak wykręcić.
- Jak to?
- No poprostu... nie wnikaj...
- Kurwa.. Powiem ci że w takim razie nie za dobrze... ja na twoim miejscu nie mieszała bym się w ich prywatne sprawy...
- No wiem, ale...
- Ale?
- Nie wiem, nie mam usprawiedliwienia... Nie wiem czemu to zrob... - kurwa znowu... ! Zatykam usta ręką i biegnę do toalety. Ledwo zdążyłam dobiec do muszli i zwróciłam całe śniadanie... Zaraz za mną przybiegła Emma.
- Wyjdź - mówie między kolejnym pawiem. Nie chce żeby mnie widziała w takim stanie.
- Amy! Co sie dzieje ?! - skończyłam wymiotować. Bez słowa przepłukuje usta płynem i siadam pod ścianą. Dołącza do mnie Em.
- Amy?
- Emma... kurwa... zapisz mnie do tego twojego lekarza...
- Jasne kochanie nie ma sprawy - przytula mnie. Po policzkach mimowolnie spływa mi kilka łez. - Nie płacz skarbie będzie dobrze...
- Jasne kurwa... Tak miałam mówione przez całe zycie... i jakoś kurwa nie jest dobrze...
- Spokojnie Amy. Zobaczysz! Tym razem będzie dobrze!
- Mam nadzieje...
- Chodź do salonu... - wstajemy i idziemy na kanapę.
- Chcesz coś do picia?
- Nie dzięki. A gdzie Claire?
- Pojechała do jakiejś redakcji...
- To ona tam jeszcze pracuje... nie była tam chyba z tydzień...
- Nie wiem... ja nic nie wiem...
- Która godzina?
- 13:55. Jeszcze tylko dwie godzinki i zaczynamy sie szykować - posyła mi uśmiech niczym Steven.
- A Claire zdązy wrócić?
- Powiedziała że jedzie na chwile więc raczej tak. - do salonu wparowała mega szczęśliwa Alice z Willem.
- Hej, co jest? - spytała Emma. Will spojrzał na mnie znacząco, a ja posłałam mu przepraszające spojrzenie.
- A więc... Zamieszkam z Willem!!!
- Wow! Świetnie! - od razu wstaje i przytulam ich oboje.
- Gratulacje !! - mówi tylko Emma i patrzy raz na mnie raz na Willa. Wszyscy usiedliśmy. Włączyłam telewizje. Akurat leci jakiś koncert Stonesów. Oglądamy. Oczywiscie nie da sie przy tym siedzieć bezczynnie na kanapie. W pewnym momencie Will wyszedł z salonu zabierając swój dzwoniący telefon. Ja przyciszyłam telewizor i wszystkie usiadłyśmy. Uspokoiłyśmy się i po pięciu minutach do salonu wrócił Will.
- Co jest?
- Dzwonił ojciec. Amy...
- co?
- Powiedział że dziś rano przyleciał i chce sie z tobą zobaczyć...
- Skąd on wie że ja jestem z tobą?
- Powiedziałem mu...
- Will...
- Sory... No i za 15 minut masz u niego być... Podwioze cie.
- Kurwa jak to za 15 minut?! U niego?! A koncert ?!
- Amy pogadamy po drodze.. musimy już wychodzić...
- Dobra... Dacie sobie rade same?
- Tak jasne, jedźcie! - Zakładam buty i wychodzimy przed dom. Wsiadamy do samochodu i ruszamy.
- Will ?
- Amy ?
- Will !
- No co?
- Czemu żeś powiedział ojcu!?
- A ty czemu mnie wkręciłaś...?
- O boże... Przepraszam...
- No twoje słowo czasu nie zmieni...
- No ale mieszkacie razem?
- Tak... - mówi smutno
- Ej! Spróbuj sie tym cieszyć...
- To ty spróbuj sie cieszyć spotkaniem z ojcem!
- Powiem ci że sie ciesze!
- No to sie przestaniesz cieszyć jak zejdzie do tematu mieszkania...
- Will... powiedzmy mu że ja z tobą mieszkam...
- Jak chcesz ale jak nas nakryje to sama sie tłumaczysz...
- Okey, dzięki jesteś kochany - przytulam go
- Wiem. - uśmiecha się dumnie.
- Will... Ja chce być o 16 z powrotem w domu!
- Okey mała... Jakoś sie urwiemy.
- Powiedzmy mu że do pracy idziemy...
- Tak napewno dobrze zareaguje jak sie dowie że pracujesz ze mną w barze...
- To co mu powiemy?
- Powiemy mu że... że...
- Że?!
- Wymyśli się na miejscu...
- Ja musze z tamtąd wyjść tak żebym o 16 była w domu! Rozumiesz?! i ty mnie zawieziesz !
- Okey nie ma sprawy. Jesteśmy.
- Kurwa. Boje sie troche...
- Nie masz czego... Przecież to nasz ojciec... Wiesz jaki on jest. - hug na pocieszenie i wysiadamy. Wchodzimy do apartamentowca i wjeżdżamy na ostatnie piętro.
- Ale sie dorobił...
- No ojciec zawsze miał żyłkę do interesów a pieniądze łatwo do niego przychodzą... To tu. - Will nacisną dzwonek. O boże to już teraz spotkam sie z nim po 2 latach... Ojciec otworzył drzwi a ja przełknęłam głośno śline.
                                                                                                                        
Rozdział nudny jak cholera, ale jakoś nie mam weny... Przepraszam i obiecam sie poprawić a wy KOMENTUJCIE KOMENTUJCIE KOMENTUJCIE !!! Mimo wszystko mam nadzieje że sie podobało!

No i spóźnione życzonka dla wiewióry !!! ~ HAPPY FUCKIN B-DAY MY DARLING !!! :* <3
 

wtorek, 5 lutego 2013

Rozdział 24.

Budzą mnie promyki słońca wpadające do pokoju. Odwracam sie w strone mulata. Jeszcze śpi. Zaczynam sie bawić jego loczkami. Powoli sie przeciąga i odwraca w drugą stronę.
- Mamo jeszcze chwileczke - mówi sennym głosem. Cicho sie zaśmiałam. Wstaje z łóżka. Zakładam moje bokserki i koszulke Saula. Schodze na dół. W domu cicho jakby nie było żywej duszy. Wszyscy jeszcze śpią. Ide do kuchni. Po cichu robię jajecznice. Na tacy ustawiam 2 talerzyki, 2 szklanki z sokiem pomarańczowym i patelnie z jajecznicą. Biore wszystko i ide powoli na góre. Kłade tace na szafce nocnej i wchodze do łóżka. Przytulam sie do chłopaka i dalej bawie sie jego włosami.
- Mamo... - mówi sennie - 5 minut.
- Kochanie... Wstawaj... Zrobiłam nam śniadanie - szepcze mu do ucha. Na te słowa chłopak szybko odwraca sie i otwiera oczy.
- Dzień dobry skarbie.
- Dzień dobry. - mówie i całuje go w usta.
- To co jemy?
- Jajecznica może być?
- Oczywiście. Wszystko co ugotujesz możę być.
- Kocham cie - sięgam po tace. Siadamy wygodnie i zaczynamy jeść. - Zostawisz mi troche tej jajecznicy?
- No nie wiem. Jest taka dobra, ze zjem całą.
- Ej! Ja też jestem głodna ! - mówie oburzona i zaczynam szybko wyjadać jajecznice prosto z patelni. Teraz to już wyścig. Patelnia wyczyszczona w 3 minuty.
- No kochanie... Robisz pyszną jajecznice.
- Wiem - soczysty buziak
- Która godzina?
- hmmm - patrze na zegarek - już 12
- Chyba dopiero.
- No co ty za 5 godzin zbieramy sie na ten wasz koncert.
- No to za 5 godzin
- A próba?
- Walić próbe, przecież gramy świetnie - uśmiecham sie i całuje chłopaka. On odkłada tace i dalej mnie całuje. - Czemu sie ubrałaś kochanie?
- Bo inaczej nie mógł byś zjeść śniad... - kudłacz przerwał mi pocałunkiem. Nie przestaje mnie całować i zdejmuje mi koszulke. Siada na mnie okrakiem. Przyciągam go za podbródek i namiętnie go całuje. Kudłacz molestuje moje piersi. Ja zjeżdżam rękoma do jego męskości. Chłopak przestaje mnie całować i szybko zdejmuje mi bokserki. Wchodzi we mnie bez ostrzeżenia, a ja reaguje gardłowym okrzykiem. Wykonuje szybkie ruchy, a ja wcale nie powstrzymuje sie od okrzyków. Oboje dochodzimy prawie w tym samym momencie. Saul całuje mnie w czoło i opada obok mnie. Leżymy i oboje staramy się uspokoić oddech. Nagle drzwi gwałtownie sie otwierają.
- No kochane gołąbeczki! Koniec ruchania! Wstajemy wstajemy! Śniadanie samo sie nie zrobi! No już już! - to nasz kochany rudzielec postanowił nas "miło obudzić".
- Wypierdalaj Rose !!! - krzyczy Saul i zasłania nas kołdrą.
- Oj Saul Saul... Widze że nie umiesz długo bez seksu wytrzymać...
- Daruj sobie Axl!!! Idź stąd!!! - zaczyna mnie wkurzać. Natomiast jego wyraźnie ta sytuacja bawi. Opiera wygodnie o framugę drzwi i ciągnie dalej:
- Trzeba będzie zrobić próbe! Dziś nasz wielki dzień! Saul myśle że powinieneś skończyć z seksem chociaż na chwile i zamienić Amy na gitare...
- Rose ty rudy chuju poprostu stąd wyjdź!!!
- Oj Saul nie denerwuj sie tak - mówi spokojnie i stara sie nie śmiać
- Kurwa Axl wypierdalaj bo sama cie stąd wypierdole!!!! - wydzieram sie w końcu na całe gardło
- No wiesz Amy... Po tobie to bym sie nie spodziewał że będziesz taka nie miła... - powiedział na zakończenie i wyszedł z wielkim uśmiechem, standardowo zostawiając otwarte drzwi.
- Nosz kurwa i jeszcze to - mówi przez zaciśnięte zęby Saul pokazując na drzwi.
- Spokojnie skarbie... - całuje kudłacza. Sięgam po moje bokserki. Sprawnie i szybko sie ubieram tak aby przechodząca osoba nic nie zauważyła. Wstaje i zamykam drzwi. Saul właśnie zakłada bokserki.
- Oddasz mi koszulke kochanie? - kręce przecząco głową i uśmiecham sie do niego - Skarbie nie każ mi jej ci zabierać... - uśmiecham sie do niego i idę w strone łazienki oglądając się za chłopakiem. Zostawiam otwarte drzwi. Rozbieram się i wchodze pod prysznic. Strumień ciepłej wody omywa moje ciało. Po chwili czuje jak czyjeś ręce na tali. Odwracam sie i całuje chłopaka. To oczywiście Saul. Odpowiada na każdy pocałunek z takim samym zaangażowaniem. Przyciska mnie delikatnie do ściany, nie przestając mnie całować. Kładę mu ręce na karku i podciągam się tak aby opleść jego biodra nogami. Łapie mnie za tyłek i mocniej przyciska do ściany. W pewnym momencie powoli we mnie wchodzi. Powoli porusza się we mnie. Każdy mój jęk zagłusza namiętnymi pocałunkami.Oboje powoli dochodzimy. Puszczam kudłacza i staje przed nim. Namiętnie go całuje. Stoimy jeszcze przez chwile wtuleni w siebie Ja wychodze pierwsza owijam się ręcznikiem a drugi podaje Saulowi. Wchodze do pokoju. Staje jak wryta i upewniam się że jestem dobrze owinięta.
- No no no... mówiłem ! Skończcie sie ruchać chociaż na chwile.... - nie kto inny tylko Axl leży na łóżku.
- Co ty tu kurwa robisz?!
- Co jest koch... - Saul właśnie wszedł do pokoju - Kurwa wypierdalaj stąd Rose!!- chłopak zasłania mnie swoim ciałem.
- Nie wytrzymacie bez seksu pięciu minut... Źle z wami źle...
- Wypierdalaj stąd!!!
- Cieszcie się że wam nie przerwałem pod prysznicem
- Jeszcze czego do cholery! Rose idź już stąd...!
- Za 10 minut próba masz być na dole albo ponownie cie odwiedze...
- Jesteś straszny Axl!!!
- Amy... Takie jest życie... - powiedział na zakończenie po czym wyszedł. Saul zatrzasnął za nim drzwi.
- Czy ten skurwiel musi być wszędzie?!
- Oj daruj sobie... to jest Axl...
- No ale kurwa bez przesady! Są granice!
- Serio tak sie nim będziesz przejmować... - przelotnie go całuje i ide w strone szafy. Wyciągam shorty i czystą bieliznę i koszulke. Upewniam sie że drzwi są zamknięte i ubieram się. Saul robi to samo.
- Po chuj nam próba...
- Saul. Jesteście świetni, ale trening czyni mistrza, więc idź tam i postaraj się nie kłócić z Axlem.
- Dobrze kochanie - buziak prosto w usta, wychodzi i przymyka za sobą drzwi. Ja ide do łazienki, rozczesuje i susze włosy. Nakładam lekki makijaż i schodze do kuchni. Emma, Claire, Alice i Will siedzą w ciszy przy stole, popijając wode.
- Kacyk?- siadam obok Alice i Willa
- Oj tak...
- Jak tam nocka? - pytam patrząc na brata znacząco...
- Dzięki, dobrze...
- Pogadamy potem... - mówie do brata
- O co chodzi? - pyta Emma
- O nic - brat i dziewczyna odpowiadają szybko chórem.
- Okej... nie wnikam
- Zrobić wam coś do jedzenia?
- Ja z chęcią zjem... kolejną aspiryne...
- Dla was to samo?- kiwają twierdząco głowami. Wyciągam z szafki listek z tabletkami i przed każdym kłade po jednej, po czym każdemu dolewam wody. O dziwo ja nie mam kaca, no może nie o dziwo...
- Która godzina?
- Hmmm ... 13.
- A o której jedziemy do tego klubu gdzie grają chłopcy?
- O 18 grają.
- Co tak wcześnie?
- No nie wiem... Wyjedźmy z domu o 17
- No jak dla mnie spoko
- To o 16 zaczynamy sie szykować. Chłopcy wreszcie będą jakoś wyglądać - Emma puszcza do nas oczko
- A wcześniej to co? Kochanie, oni zawsze jakoś wyglądają - bronie ich
- Oj przecież wiem...
- To zjecie jajecznice?
- Jak zrobisz...
- Ale z was lenie...
- Jedyna nie masz kaca!
- Oj cicho! - pogłaśniam radio i szybko robie jajecznice. Rozkładam na stole talerzyki i sztućce. Kłade na stole patelnie - Smacznego!
- A ty nie jesz?
- My z Saulem zjedliśmy wcześnie. Ide po chłopaków niech oni też zjedzą. - ide do garażu. Po drodze już słysze bębny, gitary i skrzeki Axla. Wchodze do środka.
- Ej!!! Przerwa!!! Chodźcie zjeść!!! - przestają grać.
- Jeedzeeenieee!!! - Steven wybiegną z garażu
- Zbawienie!! - kolejny wybiega Duff
- Oświecicie mnie?
- Pogadaj z Axlem on ci wytłumaczy - Izzy też przeszedł do kuchni
- Axl?
- No co... dziś koncert - poszedł do kuchni. Saul podszedchodzi do mnie i całuje mnie.
- Idziemy do reszty?
- No to chodźmy...
- A powiesz mi o co chodzi?
- Z czym?
- Z Axlem.
- Jak przed każdym koncertem ciśnie nas... standardowo nie wiadomo dlaczego wyżywa sie na nas... Ale przyzwyczailiśmy się.
- Kiedyś mu przejdzie
- Oby - wchodzimy do kuchni. Wszyscy sie zajadają.
- Smakuje?
- Jesteś mistrzynią w kuchni!
- Izzy... to tylko jajecznica
- I tak jesteś geniuszem
- Moim geniuszem - zazdrosny Saul zaczyna mnie całować.
- Mówiłem że nie umiecie wytrzymać bez seksu 5 minut.
- Oj zamknij sie Axl!
                                                                                                                  
Przepraszam że nadal prawie nie dodaje, ale brak weny mi nie pomaga w pisaniu.. Serio staram sie...! Ten rozdział produkuje sie chyba już 5 wieczór... ale ważne że jest.! Mam nadzieje że sie podoba! Dodawajcie komentarze to naprawde motywuje!!!

HAPPY FUCKIN BIRTHDAY DUFFY <3 !!! 


niedziela, 20 stycznia 2013

Rozdział 23.

Po kilku minutach jazdy bez słowa Axl w końcu sie odezwał.
- Mam kilka pytań. Po pierwsze czemu jesteście mokrzy, po drugie czemu trafiliscie za kratki, po trzecie kiedy mi oddacie kasę i jak sie odwdzięczycie? - popatrzyłam na kudłacza i wybuchliśmy śmiechem. Axl popatrzył na nas znacząco więc sie uspokoilismy.- no ! Odpowiedzcie...
- No więc ... -zaczęłam - ...byliśmy na plaży - powiedziałam po chwili pewnym głosem
- I za to was zamknęli ?
- No nie.
- No to za co?
- Za odbywanie stosunków w miejscu publicznym - powiedział Slash, a ja zawstydzulam sie, za to Axl wybuchną śmiechem. Slash spojrzał na mnie i uśmiechnął sie.
- No nieładnie nieładnie - powiedział przez śmiech.
- Dobra Axl skończ !
- kiedy mi oddacie kasę ?
- W domu. Pasuje ?
- tak.
- a jak impreza ?
- zaraz po waszym telefonie wszyscy poszli bo przyjechały gliny...
- o! i nie zgarneli nikogo ?
- nie...
- jak zwykle sie wam upieklo
- no my mamy szczęście !
- o której gramy jutro ten koncert ?
- chyba o 18
- to wcześnie ...
- no ale pójdziemy trochę wcześniej...
- chwila ! - przerwalismy bo przypomnialam sobie coś istotnego - co z Duffem???
- hmmmm... Tak jakby leży gdzieś zalany...
- kurwa przecież on nie może pić !
- serio myślałas ze nie będzie pić ?!
- no nie
- no więc sie go teraz nie czepiaj
- ok - powiedziałam cicho. Dojechalismy pod dom. Weszliśmy do środka. Na podłodze walały sie śmieci. W salonie na stoliku leżała Clarie trzymająca rękę w spodniach stevena. Zrobilo mi sie niedobrze na ten widok... Pod stołem leżał na brzuchu Duff bez spodni i majtek. Saul zasłonił mi oczy
- Ejjj !!!
- no co ?!
- weź te łapy !
- no to nie patrz
- uspokoj sie saul - powiedziałam śmiejąc sie a do mnie dołączył Axl.
- Oj Saul ! nie bądź zazdrosny stary...
- Dobra rudy morda!
- Saulie zazdrośniku - powiedziałam odwróciłam się do niego i dałam mu soczystego buziaka.
- Dobra skończcie narazie...
- Kochanie może pójdziemy już na góre - szepnął mi do ucha kudłacz. Uśmiechnęłam się do niego i ruszyliśmy w strone naszej sypialni. Na schodach leżała Emma z butelką jacka w ręku. Popatrzyliśmy na nią i wybuchlismy śmiechem. Ominęliśmy ją i ruszylismy w strone naszej sypialni. Ktoś przeżywał niesamowity orgazm... Oby nie u nas w pokoju... Saul otworzył drzwi... Niestety...
- Kurwa co jest?! Kto sie pieprzy u nas w łóżku - krzyknął rozwścieczony chłopak. Para rozłączyła się i spojrzała w naszą strone. Oboje mocno nawaleni. Ledwo zachowują świadomość. Przypatrzyłam się im lepiej.
- Alice?! Will?! Kurwa... - powiedziałam po chwili
- oooo Amy... - powiedział zaciągając Will...
- Wiecie co przenieście sie do pokoju obok. - powiedziałam spokojnie. Widziałam że Saul kipi wściekłością.. Ścisnęłam jego dłoń i uśmiechnęłam sie do niego. Will wstał i okrył się kołdrą, a Alice nieświadoma tego co rozi owinęła się zaspermionym już prześcieradłem. To polepszyło Saulowi humor... nie powiem mi też chciało się śmiać. Oboje chwiejnym krokiem powoli opuścili nasz pokój. Co dalej sie z nimi działo za bardzo nas nie obchodziło także weszlismy szybko do środka i zamknęlismy za sobą drzwi.
- Pogadaj o tym z Willem okej? - powiedział stanowczo Slash a ja kiwnęłam głową z uśmiechem. Chłopak przybliżył się do mnie i zaczął mnie namiętnie całować.Oddawałam każdy pocałunek z takim samym zaangażowaniem. Szybko pozbyłam się moich ubrań. Jak nigdy. Kudłacz tak samo postąpił w swoim przypadku. Zostalismy w samej bieliźnie. Chłopak podniósł mnie, objełam go w pasie nogami. Przycisnął mnie do ściany plądrując zachłannie językiem moje podniebienie. Muskałam opuszkami palców jego wyrzeźbiony tors.schodziłam coraz niżej. W końcu chłopak przeniósł mnie na łóżko. Zaczął obcałowywać każdy milimetr mojego ciała. Kiedy doszedł do piersi, zaczął od zdjęcia biustonosza. Walczył z moimi sutkami. Przynosiło mi to przyjemność ale zaczynało mnie to nudzić. Przejęłam więc pałeczke. Teraz to ja siedziałam na nim okrakiem. Obcałowywałam jego tors i szybko schodziłam coraz niżej. Szybko pozbawiłam go bokserek, tak samo zrobiłam ze swoimi majtkami. Przejechałam opuszkami palcy po jego męskości po czym nie pamiętam w którym momencie zaczęłam go ujeżdżać. Chłopakowi to sie dośyć mocno spodobało. Prawie dochodziłam, kiedy Saul postanowił że to teraz on będzie na górze. Zdziwiło mnie to ale nie powiem że nie spodobało. Wykonywał szybkie, konkretne ruchy biodrami.
- Szy-szybciej - powiedziałam zasapana a on posłusznie wykonał moje polecenie. Doszłam. Moje jęki było słychać w całym domu, lecz zabardzo się tym nie przejmowałam... Wiłam się z rozkoszy. Saul doszedł i opadł koło mnie. Pocałował mnie namiętnie i objął ramieniem. Próbowaliśmy uspokoić oddechy. Serce waliło mi niemiłosiernie szybko. W końcu kiedy oboje się uspokoiliśmy wtuliłam się w jego tors i usnęliśmy.
                                                                                                                                          
Przepraszam że po tak długiej nie obecności dodaje tak krótki odcinek ale w tym miesiącu znowu zaczne dodawać na bierząco!!! Komentujcie!