- Cześć Amy - mówi krótko i przytula mnie serdecznie. Odwzajemniam uścisk. Stoimy tak przez chwile, do moich oczy napływają łzy.
- Hej tato - tą przerywa Will.
- Część synu - uścisk dłoni. Tata wpuszcza nas do mieszkania. Stoimy w szerokim holu.
- Wchodźcie, wchodźcie, nie zdejmujcie butów, napijecie sie czegos? - prowadzi nas do dalszej części mieszkania. Wchodzimy do przestronnego salonu połączonego z dużą kuchnią. Siadamy przy stole.
- Nie dzięki
- A mi daj cole - mówi brat i siada obok mnie. Uśmiecha sie pokrzepiająco. Już po chwili dołącza do nas ojciec z napojami.
- Więc... Jak sobie radziłaś przez ten czas kiedy mnie nie było? - spoglądam na Willa
- Ja... myśle że dobrze... zamieszkałam z Willem i sobie jakoś radzimy.
- No to dobrze. A jak wogóle sie znaleźliście? Bo z tego co mówiłeś to zerwał się wam kontakt... - patrze na Willa.
- Więc... ja byłem... w centrum handlowym z Alice. - zaczyna powoli i daje mi dyskretny znak że mam kontynuować
- A ja poszłam tam po tym jak mi powiedziałeś że będziesz za tydzień...
- Była bardzo zdołowana...
- I sie spotkaliśmy.
- To dobrze. Musimy ustalić kwestię mieszkania...
- No Amy będzie mieszkać dalej ze mną.
- Nie Will.
- Jak to nie?! - krzycze zdenerwowana
- Amy. Pójdziesz do szkoły. Skończysz ją i będziesz mogła sie przeprowadzić do osobnego mieszkania.
- Jak to do szkoły!? Tato co ty chrzanisz!?
- Amy spokojnie... - uspokaja mnie brat
- Jesteś moją córką i to ja o tobie decyduje. Pójdziesz do tej szkoły i będziesz mieszkać ze mną.
- Tato co ty chrzanisz?! Jakiej szkoły?! Nie będe chodzić do szkoły! Nie będe z tobą mieszkać!
- Amy blagam cie nie kłóć sie ze mną. Do końca tygodnia sie masz wprowadzić. A potem wybierzemy jakąś szkołe. Więc masz jeszcze kilka dni wolności.
- Tato ! A Will ?! - w moich oczach gromadzą sie łzy. Przecież mój ojciec nigdy taki nie był. - A Will ?! On nie chodzi do szkoły ! Mieszka sam ! Ze swoją dziewczyną ! Dlaczego ja mam mieć gorzej ?! Jesteśmy dokładnie w tym samym wieku! - wydzieram sie na niego. Will siedzi z opuszczoną głową.
- Dobrze, ale Will sam sie utrzymuje. Udowodnił że jest na tyle dorosły że mosze sam zamieszkać i chodzi do pracy.
- A co ze szkołą?!
- On wybrał prace.
- To ja też moge iść do pracy, sama mieszkać i nie chodzić do szkoły !!!
- Nie Amy ty nie możesz.
- A to niby dlaczego?
- Bo ja tak mówie!
- Nie jestem już Twoją małą córeczką!
- Rozmawiałem z matką i obiecałem że sie tobą zajme! Więc to robie ! Nie dyskutuj ! Masz czas do końca tygodnia!
- Will wychodzimy! - podnosze sie i ruszam w strone wyjścia. Will wstaje od stołu i idzie bez słowa za mną. Wychodzimy bez pożegnania, ojciec nawet sie nie podniósł, nie powiedział słowa. Wychodzimy przed budynek wsiadamy do samochodu i ruszamy w droge powrotną. Will bez słowa podaje mi chusteczki. Kiedy dojechalismy już sie uspokoiłam. Patrze na zegar w samochodzie. Jest 16.02. - akurat zdązymy sie wyszykować.
- Amy..
- Nic nie mów ! - mówie podniesionym głosem, wysiadam z samochodu i ruszam w kierunku domu. Jestem wściekła że nie bronił mnie u ojca. Wchodze do domu.
- Amy! Jak dobrze że już jesteś! Myślałam że w końcu nie przyjdziesz! - na wejściu atakuje mnie Emma.
- Hej - móie smutno - Jest już Claire?
- Tak przed chwilą wróciła. A gdzie Will?
- Na zewnątrz. Zaraz przyjdzie.
- Amy? Co sie dzieje?
- Nic.
- Amy ?!
- Później porozmawiamy dobrze?
- Trzymam cie za slowo!
- Gdzie chłopcy?
- Na górze, każdy u siebie. Plan jest taki że każdemu dajemy to co ma założyć, bierzemy swoje rzeczy, kosmetyki i idziemy sie razem we czwórkę szykować do głównej łazienki.
- Okej. To za 15 minut ?
- Okej powiem dziewczynom.
- Dzieki - mówie i ide na góre. Wchodze do sypialni. Saul siedzi na łóżku w bokserkach z ręcznikiem na głowie i papierosem w ustach. Ten widok poprawił mi widok. Kiedy weszłam podniósł sie i ruszył w moją stronę. Łapie go za podbródek, wyciagam z ust papierosa i całuje delikatnie.
- Gdzie byłaś?
- U ojca... Saul nie chce o tym teraz rozmawiać dobrze... poprostu nie pytaj - całuje go jeszcze raz tym razem namiętniej. Odrywamy się od siebie.
- Dobrze skarbie. Ale i tak kiedys będziesz mi musiała opowiedzieć...
- Nie teraz... Za niecałą godzine wychodzimy. - podchodze do szafy i wyciągam ubrania dla Saula. On uważnie mnie obserwuje. - Kochanie, załóż to a ja ide z dziewczynami sie szykować do łazienki. Spotykamy sie na dole. - podaje mu ubrania i papierosa, wypalonego przeze mnie do prawie do końca.
- To nowe ?
- Tak - uśmiecham sie do niego i wyciągam z szafy sukienke i buty. Biore z łazienki kosmetyki i wychodze z pokoju oglądając sie za chłopakiem. Wchodze do łazienki. Dziewczyny już są.
- To co przebieramy sie? - pytam. Każda z nas automatycznie rozbiera sie i wskakuje w swoją sukienkę. Każdej z nas towarzyszy wielki uśmiech na twarzy.
- Zasuniesz? - pomagam Alice. My mamy takie same sukienki.
- Wy też macie takie samie kiecki! - Emma i Claire mają bordowe dopasowane sukeinki do pół uda.
- Śliczne są - chwali je Alice
- Wasze też! - mówi z uśmiechem Claire. Każda z nas podchodzi do lustra i zaczyna sie malować. Robie mocne kreski, usta maluje krwisto czerwona szminką, rzęsy muskam tuszem. Spryskuje sie perfumami. Poprawiam moje pofalowane włosy i odchodze od lustra. Zakładam szpilki.
- Ja jestem gotowa. - mówie z uśmiechem do dziewczyn. One też odkładają kosmetyki i zakładają swoje buty.
- Kurwa powiem wam że wygladamy zajebiście - mówi Emma
- Jak zwykle zresztą ! - dodaje Claire. Każda z nas ma dobry humor. Nawet ja. Staram sie cieszyć czasem wolności który mi został. Wiem że coś wymyśle i nie będe mieszkać z ojcem! Nie wiem czemu wogóle on coś takiego wymyślił. Moje chwilowe rozmyślania przerwała Alice:
- Amy? Idziesz? - Dziewczyny juz wyszły.
- Tak, jasne. - wychodze za nią. Powoli wszystkie schodzimy na dół. Chłopcy stoją naprzeciwko zejścia. Wszyscy wyglądają nieziemsko przystojnie. Nie ma jednak co ukrywać że to Saul jest głównym obiektem moich obserwowań. On przygląda mi sie z równie wielką fascynacją i zadziornym uśmieszkiem na twarzy. Każda z nas podchodzi do swojego mężczyzny. Ja ujmuje podbródek mulata w dłonie i delikatnie muskam jego usta. On chce zachłanniejszego pocałunku, odsuwam się jednak i z uśmiechem mówie:
- Szminka kochanie - Przelotny pocałunek łapie go pod ramię i wszyscy wychodzimy z domu.
Tak wiem... Totalnie wyszłam z wprawy, rozdział krótki, nudny i długo trzeba było czekać... Musze sie zmobilizować do roboty! Tak strasznie chce pisać, ale nie wyrabiam ze szkołą i mam ograniczony dostęp do internetu. Licze jednak na jakieś komentarze! To mobilizuje ! Błagam komentujcie !!!


