- Slash jeśli ty jej nie uratujesz to ja to zrobie!! krzyknął i zaczą biec w strone krawędzi dachu.
******
- Slash!!! Ona zginie jeśli jej nie uratujesz!! Ona musi żyć!!! Jest tu za wiele osób, które ją kochają!!!
- Duff!! Nie pieprz, uchlałeś się, masz omamy, chcesz skoczyć z dachu idioto!!
próbował mu przmówić do rozumu Slash, jednak to nie skutkowało. A ja stałam tam przerażona, jak głupia i nie wiedziałam kompletnie co robić... Duff zaczął biec w kierunku krawędzi dachu. Byłam przerażona. Krzyczałam do niego ale sprawa sie jeszcze pogorszyła. Slash wyciągnął z kurtki pół pełną butelkę Jacka i rzucił nią mocno w Duffa. Teraz krzyczałam na Slasha, ale po chwili zrozumiałam. Butelka trafiła McKagana w głowę ten się zachwiał i przewrócił tuż przy krawędzi dachu. Pobiegłam szybko do drabinki przy ścianie domu, wspięłam się sprawnie i popędziłam po dachu do Duffa.
- Slash dzwoń po karetkę!!! Szybko!!! - Slash wykonał moje polecenie. Ja w tym czasie zdjęłam koszulkę i przyłożyłam do krwawiącej rany na czole. Do okoła niego leżały odłamki szkła. Siedziałam tak nad nim i płakałam. Próbowałam zatamować krwawienie. Usłyszałam sygnał karetki. Lekarze z trudem zdjęli chłopaka z dachu. Położyli go na noszach i zanieśli do karetki.
- Niestety obrazenie jest zbyt powazne musimy działać szybko! - powiedział lekarz i zaczął zadawać pytania - Imie, Nazwisko, wiek?
- Duff McKagan, 20 lat. - powiedział szybko Slash, a lekarz notował szybko wszystko w pośpiechu. Lekarze podłączali mu kroplówki i robili nad nim rzeczy których nie ogarniałam.
- Alkochol, narkotyki, substancje odużające?? Przyjmuje stałe leki? uczulony??
- Alkohol, nie przyjmuje leków nie jest uczulony.- lekarze zamknęli tylnie drzwi karetki
- Jedziemy do szpitala północnego. - powiedział lekarz który z nami rozmawiał usiadł obok kierowcy i ruszyli szybko na sygnale.
- Slash! Gdzie jest Izzy? Trzeba go znaleźć, powiedzieć mu... Adler jest na mieście, Rudy i Em wyjechali.
- Amy, ide po motor, Izzy nic nie zrozumie jest pewnie naćpany... - Slash po minucie wyszedł z motorem z garażu, oddał mi swoją kurtkę ponieważ byłam w samym staniku.Wsiedlismy na niego i Slash ruszył szybko. Podczas drogi strasznie się bałam. Właściwie to nie wiem czego. kocham jeździć na motorze, ale strach o duffa, pośpiech i nerwowa atmosfera wszystko pozmieniały. Dojechaliśmy na miejsce po 20 minutach. Wbiegliśmy do szpitala, spytaliśmy w recepcje o duffa, recepcjonistka wskazała nam miejsce gdzie mamy czekać. Duff musiał przejść operacje.
- Sauli, co teraz z nim będzie? - spytałam wtulając się w hudsona i płacząc po cichu.
- Co ma być to będzie, ale napewno będzie dobrze. - powiedział i przytulił mnie.
Lekarz wyszedł z sali operacyjnej. Podbiegłam do niego spytałam co z Duffem.
- Pacjent jest w stanie stabilnym, w narkozie. Operacja przebiegła bez komplikacji. Podczas zabiegu musieliśmy usunąć odłamki szkła i zatamować silne krwawienie.Utracił wiele krwi co mocno osłabiło jego organizm. Pacjent ma założone szwy i pozostanie w szpitalu na obserwacji przez 4 dni. Zakazane jest spożywanie alkoholu przez 2 tygodnie - Slash wytrzeszczył oczy na te słowa i pokręcił głową.
- Dziękuje panu bardzo - powiedziałam uprzejmie
- Będziecie mogli wejść do kolegi za godzinę. Będzie w sali numer 8 na 3 piętrze.
- Dziękuję jeszcze raz - powiedziałam, a lekarz uśmiechnął się i poszedł.
- Slash co teraz robimy? - spytałam.
- Pojedziemy do domu i wrócimy za godzinę. - powiedział, objął mnie ramieniem i wyszliśmy. Dojechaliśmy do domu. Nadal trwała impreza. Zbliżala sie północ. z trudem wygoniliśmy wszystkich z domu. Nie mogliśmy znaleźć Izziego, za to do domu przyszedł Steven z jakąś dziewczyną. Domyśliłam się że to Claire. Kiedy zobaczyli ten syf mocno się zdziwili
- Hej to jest Claire - powiedział a ona się uśmiechnęła potem przedstwaił nas jej - a to Slash i Amy.
- Hej - przywitaliśmy się, szybko wyjaśniliśmy co się stało.
- Za godzinę pojedziemy do niego, Steven jeśli nie chcesz to mu wytłumaczymy, on na pewno zrozumie - powiedziałam
- Prosze cie! Amy! to mój przyjaciel musze tam być.
- Steven... ja może już pójde.. - zaczęła Claire niepewnie. Mówiła z jakimś francuskim akcentem. Popcorn przerwał jej w środku zdania
- Claire, zostań, może po prostu pojedziesz ze mną.. - zaproponował niepewnie. Dziewczyna uśmiechnęła się tylko i przytaknęła głową.
- Dobra. My zaczniemy ogarniać salon i kuchnie, a wy idźcie spakowac jakieś rzeczy dla Duffa. Amy wiesz, który to jego pokój. - przytaknęłam.
- Chodź Claire- powiedziałam sympatycznie, a przynajmniej sie starałam, a ta uśmiechnęła się i poszła za mną. Weszłyśmy do pokoju Duffa. Istne piekło wszystko porozpierdalane. Claire zrobiła wielkie oczy.
- Nie przejmuj się. Znajdź jakąś torbę. - dziewczyna zaczeła szukać - Jak tam ze Stevenem? - spytałam. Chciałam rozpocząć jakąś rozmowę, bo dziewczyna wydawała się sympatyczna ale cicha.
- No wiesz, spotkaliśmy się dziś dopiero trzeci raz, ale wydaje mi sie że zanosi sie na dłuższy związek. Naprawde go kocham.... - powiedziała niepewnie. właściwie to nie pora na takie ploteczki ale chciała podtrzymać rozmowę. Tym bardziej jeśli ułoży jej się ze Stevenem chce się z nią dobrze dogadywać. Uśmiechnęłam się do niej serdecznie. - A ty jak długo jesteś ze Slashem?
- No... właściwie to od kiedy się poznaliśmy w piątek, to jesteśmy w siebie zapatrzeni, i wszystko nam się dobrze układa. Darze go niesamowicie mocnym uczuciem. Teraz chce abym z nimi zamieszkała - uśmiechnęłam się, pakując znalezione ubrani do torby.
- No to życze wam wszystkiego dobrego - powiedziała. chyba sie już rozluźniła
- Nawzajem. Choć teraz do mnie, chyba powinnam się przebrać. - wzięłam torbe i poszłyśmy do mnie. Ze szpary między futryną drzwi a ścianą przy podłodze wyjęłam kluczyk i otworzylam drzwi
- A oto sposób jak mieć "porządek" w sypialni- powiedziałam. Claire usiadła na łóżku ja wzięłam ubrania i poszłam do łazienki związałam włosy w kucyk. Na policzkach mialam zaschnięte stróżki łez. Przemyłam twarz. I zrobiłam szybko mój standardowy makijaż. Weszłam do pokoju. Claire próbowała związać gługie ciemne włosy w kok. Kiedy mnie zobaczyła wzychneła rozpaczliwie. Ja sie uśmiechnąłam podeszłam do niej i zrobiłam jej wysokiego koka.
- Dzięki Amy - powiedziała, przejrzała się w lusterku w łazience. wróciła do pokoju i powiedziała z bananem na twarzy - wygląda zajebiście. - zaśmiałam się wzięłam torbe i zeszłyśmy na dół.Chłopcy poustawiali meble i poodsuwali na bok śmieci- to sie nazywa porządek. Teraz siedzieli przed telewizorem i palili papierosy.
Ten rozdział może troche nudny i krótki, ale i tak mam nadzieje że się spodoba :D









