poniedziałek, 26 listopada 2012

Rozdział 9.

- Duff nie!! Kurwa nie ruszaj sie!! - wydarł sie Hudson
- Slash jeśli ty jej nie uratujesz to ja to zrobie!! krzyknął i zaczą biec w strone krawędzi dachu.

******
- Slash!!! Ona zginie jeśli jej nie uratujesz!! Ona musi żyć!!! Jest tu za wiele osób, które ją kochają!!!
- Duff!! Nie pieprz, uchlałeś się, masz omamy, chcesz skoczyć z dachu idioto!! 
próbował mu przmówić do rozumu Slash, jednak to nie skutkowało. A ja stałam tam przerażona, jak głupia i nie wiedziałam kompletnie co robić... Duff zaczął biec w kierunku krawędzi dachu. Byłam przerażona. Krzyczałam do niego ale sprawa sie jeszcze pogorszyła. Slash wyciągnął z kurtki pół pełną butelkę Jacka i rzucił nią mocno w Duffa. Teraz krzyczałam na Slasha, ale po chwili zrozumiałam. Butelka trafiła McKagana w głowę ten się zachwiał i przewrócił tuż przy krawędzi dachu. Pobiegłam szybko do drabinki przy ścianie domu, wspięłam się sprawnie i popędziłam po dachu do Duffa. 
- Slash dzwoń po karetkę!!! Szybko!!! - Slash wykonał moje polecenie. Ja w tym czasie zdjęłam koszulkę i przyłożyłam do krwawiącej rany na czole. Do okoła niego leżały odłamki szkła. Siedziałam tak nad nim i płakałam. Próbowałam zatamować krwawienie. Usłyszałam sygnał karetki. Lekarze z trudem zdjęli chłopaka z dachu. Położyli go na noszach i zanieśli do karetki. 
- Niestety obrazenie jest zbyt powazne musimy działać szybko! - powiedział lekarz i zaczął zadawać pytania - Imie, Nazwisko, wiek?
- Duff McKagan, 20 lat. - powiedział szybko Slash, a lekarz notował szybko wszystko w pośpiechu. Lekarze podłączali mu kroplówki i robili nad nim rzeczy których nie ogarniałam.
- Alkochol, narkotyki, substancje odużające?? Przyjmuje stałe leki? uczulony?? 
- Alkohol, nie przyjmuje leków nie jest uczulony.- lekarze zamknęli tylnie drzwi karetki
- Jedziemy do szpitala północnego. - powiedział lekarz który z nami rozmawiał usiadł obok kierowcy i ruszyli szybko na sygnale.
- Slash! Gdzie jest Izzy? Trzeba go znaleźć, powiedzieć mu... Adler jest na mieście, Rudy i Em wyjechali.
- Amy, ide po motor, Izzy nic nie zrozumie jest pewnie naćpany... - Slash po minucie wyszedł z motorem z garażu, oddał mi swoją kurtkę ponieważ byłam w samym staniku.Wsiedlismy na niego i Slash ruszył szybko. Podczas drogi strasznie się bałam. Właściwie to nie wiem czego. kocham jeździć na motorze, ale strach o duffa, pośpiech i nerwowa atmosfera wszystko pozmieniały. Dojechaliśmy na miejsce po 20 minutach. Wbiegliśmy do szpitala, spytaliśmy w recepcje o duffa, recepcjonistka wskazała nam miejsce gdzie mamy czekać. Duff musiał przejść operacje. 
- Sauli, co teraz z nim będzie? - spytałam wtulając się w hudsona i płacząc po cichu.
- Co ma być to będzie, ale napewno będzie dobrze. - powiedział i przytulił mnie.
Lekarz wyszedł z sali operacyjnej. Podbiegłam do niego spytałam co z Duffem. 
- Pacjent jest w stanie stabilnym, w narkozie. Operacja przebiegła bez komplikacji. Podczas zabiegu musieliśmy usunąć odłamki szkła i zatamować silne krwawienie.Utracił wiele krwi co mocno osłabiło jego organizm. Pacjent ma założone szwy i pozostanie w szpitalu na obserwacji przez 4 dni. Zakazane jest spożywanie alkoholu przez 2 tygodnie - Slash wytrzeszczył oczy na te słowa i pokręcił głową.
- Dziękuje panu bardzo - powiedziałam uprzejmie
- Będziecie mogli wejść do kolegi za godzinę. Będzie w sali numer 8 na 3 piętrze.
- Dziękuję jeszcze raz - powiedziałam, a lekarz uśmiechnął się i poszedł. 
- Slash co teraz robimy? - spytałam. 
- Pojedziemy do domu i wrócimy za godzinę. - powiedział, objął mnie ramieniem i wyszliśmy. Dojechaliśmy do domu. Nadal trwała impreza. Zbliżala sie północ. z trudem wygoniliśmy wszystkich z domu. Nie mogliśmy znaleźć Izziego, za to do domu przyszedł Steven z jakąś dziewczyną. Domyśliłam się że to Claire. Kiedy zobaczyli ten syf mocno się zdziwili
- Hej to jest Claire - powiedział a ona się uśmiechnęła potem przedstwaił nas jej - a to Slash i Amy.
- Hej - przywitaliśmy się, szybko wyjaśniliśmy co się stało. 
- Za godzinę pojedziemy do niego, Steven jeśli nie chcesz to mu wytłumaczymy, on na pewno zrozumie - powiedziałam
- Prosze cie! Amy! to mój przyjaciel musze tam być.
- Steven... ja może już pójde.. - zaczęła Claire niepewnie. Mówiła z jakimś francuskim akcentem. Popcorn przerwał jej w środku zdania
- Claire, zostań, może po prostu pojedziesz ze mną.. - zaproponował niepewnie. Dziewczyna uśmiechnęła się tylko i przytaknęła głową. 
- Dobra. My zaczniemy ogarniać salon i kuchnie, a wy idźcie spakowac jakieś rzeczy dla Duffa. Amy wiesz, który to jego pokój. - przytaknęłam.
- Chodź Claire- powiedziałam sympatycznie, a przynajmniej sie starałam, a ta uśmiechnęła się i poszła za mną. Weszłyśmy do pokoju Duffa. Istne piekło wszystko porozpierdalane. Claire zrobiła wielkie oczy.
- Nie przejmuj się. Znajdź jakąś torbę. - dziewczyna zaczeła szukać - Jak tam ze Stevenem? - spytałam. Chciałam rozpocząć jakąś rozmowę, bo dziewczyna wydawała się sympatyczna ale cicha.
- No wiesz, spotkaliśmy się dziś dopiero trzeci raz, ale wydaje mi sie że zanosi sie na dłuższy związek. Naprawde go kocham.... - powiedziała niepewnie. właściwie to nie pora na takie ploteczki ale chciała podtrzymać rozmowę. Tym bardziej jeśli ułoży jej się ze Stevenem chce się z nią dobrze dogadywać. Uśmiechnęłam się do niej serdecznie. - A ty jak długo jesteś ze Slashem?
- No...  właściwie to od kiedy się poznaliśmy w piątek, to jesteśmy w siebie zapatrzeni, i wszystko nam się dobrze układa. Darze go niesamowicie mocnym uczuciem. Teraz chce abym z nimi zamieszkała - uśmiechnęłam się, pakując znalezione ubrani do torby.
- No to życze wam wszystkiego dobrego - powiedziała. chyba sie już rozluźniła
- Nawzajem. Choć teraz do mnie, chyba powinnam się przebrać. - wzięłam torbe i poszłyśmy do mnie. Ze szpary między futryną drzwi a ścianą przy podłodze wyjęłam kluczyk i otworzylam drzwi
- A oto sposób jak mieć "porządek" w sypialni- powiedziałam. Claire usiadła na łóżku ja wzięłam ubrania i poszłam do łazienki związałam włosy w kucyk. Na policzkach mialam zaschnięte stróżki łez. Przemyłam twarz. I zrobiłam szybko mój standardowy makijaż. Weszłam do pokoju. Claire próbowała związać gługie ciemne włosy w kok. Kiedy mnie zobaczyła wzychneła rozpaczliwie. Ja sie uśmiechnąłam podeszłam do niej i zrobiłam jej wysokiego koka. 
- Dzięki Amy - powiedziała, przejrzała się w lusterku w łazience. wróciła do pokoju i powiedziała z bananem na twarzy - wygląda zajebiście. - zaśmiałam się wzięłam torbe i zeszłyśmy na dół.Chłopcy poustawiali meble i poodsuwali na bok śmieci- to sie nazywa porządek. Teraz siedzieli przed telewizorem i palili papierosy.
                                                                                                         
Ten rozdział może troche nudny i krótki, ale i tak mam nadzieje że się spodoba :D


niedziela, 25 listopada 2012

Rozdział 8.

Obudziłam się o 12 rano. Slash już nie spał. Gładził mnie po policzku i patrzyła na mnie czuło.
- Dzień dobry - pocałowałam go.
- Jak ci sie spało?- spytał z uśmiechem na twarzy
- Dobrze, a jakby miało być inaczej?? - spytałam
- No wiesz Axl i Em szaleli troche dłużej niż my  - uśmiechnął się, ja również wybuchnęłam śmiechem.
- Kocham cie Saulie - cmoknęłam go w policzek, odwróciłam się na plecy, przeciągnęłam i spowrotem odwróciłam się tak by być twarzą w twarz z moim ukochanym.
- Masz ochote na wycieczke? - spytał nagle.
- Nooo... jeśli z tobą to mam ochotę - powiedziałam i się uśmiechnęłam. 
Zaczeliśmy sie powoli ubierać, poszłam do łazienki nałożyłam lekki makijaż. Wyszliśmy z pokoju. Jednocześnie z pokoju obok wyszedł Axl i Em spojrzeliśmy sie po sobie i wszyscy sie zaczeliśmy smiać.  Zeszliśmy na dół.W salonie siedzieli duff popcorn i izzy.
- Kurwa we własnym domu sie wyspać nie można, bo się drą jakby pornola kręcili - powiedział zaspany duff
- No i jak tam dziewczyny, niezłych ogierów mamy, co? - powiedział Adler i puścił do nas oczko. Chłopcy sie zaśmiali a my poczerwieniałyśmy.
- Mamy dziś jakieś plany?? - spytał Izzy
- My jedziemy do moich rodziców - powiedziała Em, Axl nie był tym zachwycony. - Moja mama twierdzi że koniecznie musi poznac mojego skarba. Zostaniemy tam do jutra, wrócimy po południu. - wyjaśniła Emma, a Axl mocno sie skrzywił
- Ja sie umówiłem na mieście, więc zaraz wychodze i wróce późno. - powiedział zadowolony Adler. Wszyscy na niego spojrrzeliśmy zdzieni.
- Z kim? -spytałam
- Ma na imie Claire. - powiedział dumny
- No to powodzenia stary - powiedział Slash - my jedziemy na wycieczke wiec nie wiem o której wrócimy.
- No to Izzy, Duff, bądźcie grzeczni bla bla bla jakoś tak to rodzice mówią do dzieci kiedy te zostają same w domu nie?- powiedział Axl i spojrzał pytająco na Em
- Tak kochanie był byś wspaniałym ojcem - powiedziała śmiejąc sie. Axl pocałował ją namiętnie
- Wątpisz we mnie? -spytał
- Absolutnie.
- Dobra my wychodzimy. - powiedział Hudson. i tak sie stało wyszliśmy przed dom. Slash mnie zaskoczył. Wyciągnął z garażu motor, podał mi kask, założyłam go. Wsiadłam pewnie na pojazd. Uwielbiałam jexdzić na motorze. Przytuliłam się to niego, oparłam się głową o jego ramię, a on ruszył. Jechaliśmy pół godziny, jechaliśmy obrzeżami miasta. Zaczeliśmy podjeżdżać pod górę. Wreszcie sie zatrzymał, zgasił silnik zdjęliśmy kaski wziął mnie niespodziewanie na barana i szedł tak z równie wielkim jak mój zacieszem na ryju. Zorientowałam się wreszcie, że jesteśmy na najsłynniejszym wzgórzu Hollywood!!! Boże jaki widok!!!
- Podoba ci sie?? -spytał niepewnie
- Boże, Slash to jest niesamowite!! Kocham cie!! rzuciłam się na niego z pocałunkami. - on każdy odwzajemnił z równie wielkim zaangażowaniem. usiedliśmy na skałce. Slash z kurtki wyjął Jacka Danielsa i mi podał. W czasie gdy on podpalał 2 papierosy na raz ja piłam łapczywie Jacka.
- Amy, mamy dużo czasu... poza tym w takim tempie to mi nic nie zostawisz... - powiedział urażony Slash
- Ty i tak prowadzisz - pocałowałam go w policzek
- No wiesz 1 butelka by wcale mi nie zaszkodziła... - powiedział kiedy zdał sobie sprawe z tego że przyjechalismy tu na motorze, więc musimy tak też wrócić... 
- Dobra, Amy, na razie ci wystarczy! - zabrał mi butelke, z połową zawartości i podał mi papierosa. Leżeliśmy tak wtuleni w siebie rozmawialiśmy, o różnych konkretnych rzeczach, o przyszłości, o ich zespole, o nas, jak i o niczym... czas nam szybko zleciał. Siedzieliśmy tu już 3 godziny. Nawet nie poczułam jak to szybko zeszło. Była 16:00. Postanowiliśmy powoli wracać. Slash postanowił pójść drogą na "dalekie skróty" wziął mnie za ręke i zaczeliśmy zbiegać ze wzgórza. Slashowi wypadła butelka.
- Slash, głupku, zmarnowałeś Jacka! - powiedziałam zdyszana. On w odpowiedzi tylko mnie pocałował. 
- Dobra, a teraz gdzie zostawiliśmy motor??? 
- Slash! Nie żartuj! - powiedziałam nieco przestraszona
- Dobra, dobra, damy rade.... - powiedział niepewnie.
Szliśmy wzdłuż wzgórza trzymając się za ręce, chyba z godzine, wreszcie doszliśmy do drogi, i kilka metrów dalej, na balkonie widokowym stał motor. Ucieszyliśmy się. Podeszliśmy, założyliśmy kaski i wyruszyliśmy w podróż powrotną. Ściemniało się i robiło się coraz chłodniej. Przytuliłam mocniej Slasha i zobaczyłam jak w bocznym lusterku się do mnie uśmiecha. odwzajemniłam mu uśmiech i wtuliłam się w niego jeszcze bardziej.
- Kocham cie powiedziałam mu tuż przy uchu aby usłyszał. 
Slash zatrzymał się na poboczu. jeszcze nie zjechaliśmy ze wzgórz,a widok na zmierzające ku nocy miasto był niesamowity. Zdziwiłam się że się zatrzymał, ale zeszłam razem z nim z motoru. Podszedł do mnie, objął mnie w tali, spojrzał mi głęboko w oczy. Boże jakie on miał śliczne brązowe oczy! 
- Amy, Kocham cię, jesteś najważniejszą osobą w moim życiu! Nie chce cie stracić. Chce być przy tobie w każdej chwili mego życia. Chce abyśmy się wspierali w trudnych momentach. Żebyśmy byli przy sobie zawsze kiedy będziemy się potrzebować. - te słowa wyszły prosto z jego serca. w jego oczach widziałam szczerość. to co powiedział był niesamowite. zatkało mnie. nie wiedziałam że chłopaka stać na takie słowa. W odpowiedzi pocałowałam go namiętnie. 
- Też cie kocham slash! - powiedziałam i wtuliłam się w jego tors.
- Amy? - powiedział niepewnie. Oderwałam się i spojrzałam na niego pytająco.
- Czy chciałabyś zamieszkać ze mną?? - spytał niepewnie
- Slash! Mówisz na poważnie?? - zapytałam, bo nie wiedziałam czy mówi to całkiem na poważnie czy sie ze mnie nabija.
- No tak, wiem że znamy sie zaledwie 5 dni, ale pierwszy raz sie naprawde zakochałem. Jak na razie dobrze nam się układa. Nie łatwo mi o tym mówić, Amy. Naprawdę kocham cię i zależy mi na tobie, a jeśli nie czujesz tego samego to mi to powiedz, prosze. - powiedział zmieszany i niepewny. Boże jak ja sie ciesze ze odwzajemnia moje uczucie:
- Slash głupku, to nic że znamy sie tylko 5 dni. Kocham Cie. Chce z tobą mieszkać. Jeśli nam nie wyjdzie to sie przeprowadze do ojca i znikne z twojego życia. - powiedziałam pewnie. nie wiedziałam jak zareaguje, więc czekałam niecierpliwie na jego reakcje.
- Myśle że oboje zasługujemy na szczerość, więc jeśli coś sie między nami zacznie psuć to bądźmy wobec siebie szczerzy. kocham cie Amy - powiedział uradowany. potem mnie zaskoczył - KOCHAM CIE AMY - wydarł sie na cały regulator w strone miasta.
- Cicho debilu - powiedziałam i pocałowałam go namiętnie. Wsiedliśmy na motor i pojechaliśmy do domu. Kiedy podjechalismy pod dom, szybko sie zorientowaliśmy że chłopcy zrobili impreze. Wszystko spoko gdzyby nie to że nagle ktoś sie zaczął nad nami wydzierać z dachu:
- O tak kurwa! To są widoki! A teraz kurwa śpiewmy! Albo kurwa nie! Skocze na główke i pobije rekord w pływaniu kraulem! O kurwa ta woda jest zielona i pływa w niej motor! O kurwa Slash ratuj Amy! Ona zaraz utonie! - Krzyczał jak opętany Duff. Totalnie spity. Popatrzylismy ze Slashem po sobie przerażeni!
- Duff nie!! Kurwa nie ruszaj sie!! - wydarł sie Hudson
- Slash jeśli ty jej nie uratujesz to ja to zrobie!! krzyknął i zaczą biec w strone krawędzi dachu.
                                                                                                            



Rozdział 7.

- Ubierajcie sie za 15 minut wychodzimy. - podsumował Axl
Poszlismy ze Slashem do sypialni. Założyłam długie,szare spodnie, moje ukochane czarne szpilki z ćwiekami i  czarny prześwitujący luźny top na ramiączkach. Do tego zrobiłam makijaż nieco mocniejszy niż zwykle, ale bez przesady. Moje falowane, wycieniowane, średniej długości, ciemne włosy związałam w wysoki kucyk. Kiedy wyszłam z łazienki Slash zagwizdał. Leżał rozwalony na łóżku. Pokazał mi palcem żebym się obróciła, zrobiłam to, ale odrazu potem podeszlam do jego szafy. Wyciągnęłam mu CZarne skórzane spodnie i biały T-shirt z Jackiem Danielsem. Do tego uparł się że założy kowbojki. Wyszliśmy z pokoju. Slash obejmował mnie w talii. Kiedy weszłam do salonu byłam zadowolona z tego że zmusiłam Sauliego do przebrania się bo chłopcy wyglądali naprawde dobrze. Keidy mnie zobaczyli zagwizdali. 
- Saul nie spieprz tego rozumiesz - wydarł się Duff. uśmiechnęłam się, bo domyślałam się że podoba im sie jak wyglądam.
- Dobra po pierwsze, kto to jest a po drugie kiedy idziemy? - spytała jakaś dziewczyna, której wcześniej nie zauważyłam. spojrzałam na nią zdziwiona. Miała na sobie ciemne jeansy, czarne szpilki, top podobny do mojego tylko że czerwony. Dobrze podkreślone oczy i czerwone usta, i ciemne falowane rozpuszczone włosy, dodawały jej urody. Chłopcy spojrzeli po sobie, atmosfera zrobiła się napięta, niewiadomo dlaczego...
- To jest Amy, dziewczyna Slasha, a Emma, dziewczyna Axla - przedstawił nas sobie Duff, Uśmiechnęłam się, dziewczyna odwzajemniła uśmiech.
- Hej, miło cię poznać, fajnie ze będzie tu zaglądać jakaś dziewczyna oprócz mnie.
- Hej. - Przytuliłyśmy się. Wyszliśmy z domu w 7 i skierowaliśmy się ku centrum. Po drodze gadałam z Emmą. Całkiem fajna. Polubiłyśmy się. Myśle że sie spokojnie dogadamy, no i będe miała tu jakąś znajomą, nie licząc chłopaków.Weszliśmy do jakiegoś klubu. Usiedliśmy przy dużym stoliku. Kelner podszedł i spytał czy to co zwykle.
- Tak plus jeszcze 2 butelki Jacka i 2 szklanki dla naszych dam - powiedział Slash przytulając mnie i całując namiętnie. Axl i Em zaczeli robić to samo. Izzy nas przeprosił i zniknął gdzieś w tłumie. Adler i Duff czuli sie nie swojo na ale co zrobisz... Kiedy przyszło nasze zamówienie byłam w szoku. 5 butelek Jacka, 2 czystej, 2 nightraina i 3 butelki piwa, no i 2 szklanki. Slash chyba wie że dziewczyny też mogą pić prosto z gwinta... Izzy dołączył do stolika chwytając za piwo. Duff od razu chwycił za wódke, Adler za Jacka. Slash podpalił i podał mi papierosa. a w drugą ręke wziął Danielsa. Piliśmy z jednej butelki. Przez cały wieczór piliśmy, paliliśmy, śmialiśmy sie z byle czego, kelner donosił nam alkohol. Około 4 nad ranem, wyprosili nas z klubu bo chcieli zamykać. Szliśmy mocno wstawieni. Zeszło nam się 2 razy dłużej niż w tamtą stronę. Nie pamiętam co robiliśmy jak doszliśmy do domu.
Następnego dnia obudziłam się ze strasznym bolem głowy. Do tego nie mogłam ruszać nogami. Leżał na nich zwinięty w kłębe Hudson. Zdziwiłam sie jeszcze bardziej kiedy skapnęłam sie że leżymy w wannie.... Napełnionej wodą....... Goli.
- Kurwa! - krzyknęłam. Ale Slash sie nawet nie ruszył. Wywlokłam się spod Sauliego. Wzięłam ręcznik wytarłam się przeszłam do pokoju ubrałam się, i poszłam do kuchni. Tam na stole leżał Steven, a na nim leżał Duff przytulając się do butelki wódki. Obudziłam ich, a oni zjebali sie obydwoje ze stołu. 
- Kurwa Amy co ty odpierdalasz ?!! -wydarł się duff
- Macie jakieś tabletki na kaca?? - spytałam 
- To do Izziego - powiedział popcorn - pójde z tobą - podniósł się z trudnością. Duff nie ruszał się tylko poszedł dalej spać. Ruszylismy w strone sypialni Izziego. O dziwo tam był. Leżał na łóżku i grał na gitarze. Czy on wogóle wczoraj z nami pił....
- Hej - przywitaliśmy sie z nim. on tylko kiwną głową. - Masz coś na kaca. - popatrzył na nas.
- Coś sie znajdzie. - wstał podszedł do szafy i wyciągnął ze spodni 2 woreczki z proszkiem. uśmiechnęłam się na ten widok. Izzy też sie wyszczerzył kiedy zobaczył że mam uśmiech na twarzy. Popcorn wziął towar. 
- Dzięki. - powiedziałam krótko
- Dzieki stary. - powiedział i wyszliśmy
Usiedliśmy w salonie przy małym stoliku. wysypaliśmy swoje działki i wciągneliśmy wszystko za jednym razem. Porcje były małe, a narkotyk sam w sobie słaby. Ale głowa przestała boleć. Troche mnie zmuliło. Byłam niewyspana więc poszłam do sypialni Slasha i położyłam się do łóżka. Szybko usnęłam. Obudziła mnie Emma.
- Hej Amy. Jest 15 więc wystarczy tego spania. Słuchaj ja mam zamiar iść dziś do centrum handlowego idziesz ze mną? 
- Jasne. A kiedy?
- No za 30 minut wychodzimy, co ty na to?
- Ok. - powiedziałam. Emma wyszła. Ja wstałam, przbrałam się w shorty i zwykły top, do tego trampki, zmyłam mocny wczorajszy makijaż i zrobiłam standardowy delikatny. 15.30 byłam w salonie gotowa Emma siedziała sama w fotelu i dopalała papierosa.
- Wychodzimy? 
- Jasne. - Wyszłyśmy i ruszyłyśmy na piechote ku centrum. Zaczynałam powoli ogarniać to miasto. 
- Boże... !! Pamiętasz coś z wczoraj??? - zaczełam rozmowe
- No wiesz... Byliśmy w klubie - zaczeła
- No to pamiętam
- No i piliśmy dość dużo i szybko
- No to sie domyśliłam
- No i wróciliśmy do domu ok.5
- Nooo a potem...
- Chcieliście sie ze Slashem ruchać na stole w kuchni, ale Izzy mu wytłumaczył że to nie sypialnia, ona jako jedyny sie chyba tak nie zchlał
- Achaaa... Boże!! Ejj a jakieś jeszcze ciekawe akcje wczoraj były
- No niech pomyśle... Nie wiem czy pamiętasz, ale Duff po drodze zabrał do domu prostytutke.
- No wiesz... to Duff... nawalony Duff
- Nie no wszystko było by okej gdyby, jej sie nie próbował oświadczyć używając zamiast pierścionka. foremki do babeczek...
- Coo?!! EJ no ale chyba przmówiliście mu do rozumu...
- Nie dało się więć wypieprzyliśmy dziwke za drzwi no i popcorn sobie ubzdurał że stół w kuchni to jego śpiąca laska.... nie wiem czy ją wyruchał, ale próbował...  Potem nie pamiętam...
 -Żadnych pikantnych szczegółów na temat ciebie i Axla.... - powiedziałam uśmiechając sie lekko
- No wiesz..... poprostu.... poszliśmy prosto do sypialni.. - powiedziała
- Tak też myślałam.- Powiedziałam. Doszłyśmy do centrum handlowego. Było naprawde due. Chodziłyśmy po sklepach nieco ponad 3 godziny. Do domu wróciłyśmy taksówką. Na miejscu byłyśmy o 19:30. Chłopcy siedzieli przed telewizorem. Keidy weszłyśmy do salonu, Axl szybko przełączył kanał a wszyscy wydawali się jakby przestraszeni
- Hej - powiedziała Em i zdjeła buty
- Hej, o co chodzi? - przywiatłam się
- Heeej - powiedzieli chórem
- Wiesz... wydaje im sie że jak przełączą szybko kanał to sie nie skapniemy ze oglądają pornole... - powiedziała i puściła do mnie oczko. Chłopcy poczerwienieli
- A wy gdzie byłyście tyle czasu. - Spytał Axl, podszedł do Emmy, objął ją i pocałował czule.
- Na zakupach, nie widać.. - odpowiedziałam. w przedpokoju stały siatki z naszymi nabytkami. podeszłam do Hudsona, usiadłam na nim okrakiem, i przywitałam się z nim czule. Odwzajemnił pocałunek. Zaczął błądzić rękoma po moich plecach, pod moją koszulką.
- Ejj no znowu wam mamy tłumaczyć że łóżko jest w sypialni - powiedział Izzy
- Spierdalaj Stradlin - powiedział Saul a ja się od niego oderwałam. Usiadłam obok niego i sie przytuliłam. On mnie objął ramieniem. Siedzieliśy tak do 24.00 oglądaliśmy horrory, chłopcy zaczeli oglądać następny a my z Emmą wziełyśmy nasze zdobycze i poszłyśmy na góre. Zaczełyśmy wszystko przymierzać i oglądac dokładnie. Emma kupiła sobie czerwone szpilki, granatową obcisłą sukienkę bez ramiączek, skórzaną mini, czarną marynarkę wykończoną ćwiekami, i kilka topów. Ja sobie kupiłam spodnie w cienkie biało-czarne pionowe paski, małą czarną, czerwone baleriny, skórzane shorty, sweter i topy. Na mieście zjadłyśmy obiad, bo wiedziałyśmy że u chłopaków możemy liczyć najwyżej na alkohol. Około 2 w nocy poszłyśmy się położyć. Wykompałam się szybko. Zaraz po tym jak ja sie położyłam przyszedł do mnie Slash. Wtuliłam się w niego. Nagle zza ściany obok słyszymy że Em i Axl uprawiają dziki seks czego wynikiem są niekontrolowane krzyki zarowno Emmy jak i rudego. Zaczeliśmy się ze Slashem śmiać. Odwróciłam się w jego srtonę i zaczęliśmy się całować. Usiadłam na nim okrakiem. po chwili nie miałam na sobie topu. Przewrócił mnie sprawnie, i teraz to on siedział na mnie. Całował mnie po szyji, obojczykach, pieścił moje piersi. Zdjęłam shorty, on zdjął bokserki w których spał, rozchylił moje uda i wszedł we mnie delikatnie ale stanowczo. Jęknęłam cicho. Poruszał się szybko ale delikatnie. Podniecenie między nami rosło z minuty na minute, Nasze jęki nas nakręcały. Mówiąc nasze mam na myśli za równo krzyki moje i Slasha jak i Em i Axla. W penym momencie miałam wrażenie że robimy konkurc komu jest lepiej mi i Slashowi czy Axlowi i Em. Dochodziliśmy z 5 razy na zmiane. Było mi cudownie. Kochaliśmy się do godziny 5 rano. Wtedy zmarnowany Saulie opadł obok mnie pocałował czule, obją ramieniem i usnęliśmy.
                                                                                                                                      



Rozdział 6.

Wstałam po cichu bo mój Saulie jeszcze spał.  Była 12. Ubrałam jeansowe shorty, za dużą koszulke Slasha z logiem Led Zeppelin - którą kiedy zobaczyłam, od razu mi sie spodobała, zrobiłam lekki makijaż. Wzięłam torbę, portfel, założyłam okulary przeciwsłoneczne i wyszłam po cichu z domu. Wszyscy jeszcze spali. Na dworze był straszny upał. Poszłam na miasto w poszukiwaniu klubu, w którym zagrają Gunsi. Mieszkali w  niedaleko centrum co było plusem bo nie musiałam sie dużo nałazić. Weszłam do pierwszego lepszego klubu, który nie wyglądał jak by był stworzony dla meneli spod mostu. Kiedy weszłam podeszłam do lady, spytałam faceta w średnim wieku
- Dzień dobry, czy mogła bym rozmawiać z kierownikiem?
- To ja, a o co chodzi?
- Pewna, rozpoczynająca swoją działalność grupa rockowa, szuka miejsca gdzie mogła by zagrać koncert. - powiedziałam wprost, patrząc temu gościowi bezpośrednio w oczy.
- Sory, ale ja nie pomagam rozwijać skrzydeł, jakimś gówniarzom, którzy chcą się wybić... - powiedział oschle
- Grają naprawde dobrze - bajerowałam gościa, nie słyszałam dużo jak grają, ale musiałam kombinować - oczywiście połowa zebranej kasy idzie dla klubu...
- Ile?! -przerwał mi niespodziewanie kierownik
- Połowa - powiedziałm
- Kochanie, z takim podejściem, to możemy sie pożegnać... - powiedział chamsko. - ale możemy zorganizować małą imprezke, tylko my we dwoje, u mnie na zapleczu - zaczynał mnie bajerować
- Wal sie gnoju! - krzyknełam i splunęłam mu w twarz. Wyszłam szybko z meliny, i na przeciwko zobaczyłam inny klub, wyglądający znacznie lepiej niż ten. Czekając na zmiane światła, przemyślałam co powiedział nie tak, składając oferte w poprzednim klubie. Zatrzymałam się przed "Roxy". Następnie weszłam pewnym krokiem do środka. Podeszłam do baru, za którym stał chłopak mniej więcej w moim wieku
- Hej, mogłabym rozmawiać z kierownikiem- spytałam
- Co tak bezpośrednio, hę - spytał, popatrzyłam na niego znacząco
- Sory ale nie mam zabardzo czasu.. - powiedziałam
- Spoko. Szefiee, ktoś do ciebie - wydarł się na zaplecze. Do baru podszedł facet w średnim wieku, ale nie tak obskurny jak z tamtego baru.
- Dzień dobry, pani w jakiej sprawie, jeśli chodzi o prace to możemy przyjąć panią odrazu - powiedział z uśmiechem na twarzy
- Właściwie to ja mam do zaoferowania pewną ofertę - powiedziałam niepewnie.
- No więc słucham, usiądźmy moze - powiedział przyjaźnie i przeszliśmy do stolika pod ścianął.
- Prosze mnie od razu nie spławiać. Będe szczera. Zna pan Guns N Roses?? - spytałam, nie wiedziałam czy ta gierka mi sie uda, ale spróbować zawsze można.
- Nie kojarze - poweidzał zamyślony
- Jak to - otworzyłam szeroko oczy - Guns N Roses to grupa rockowa. - facet sie troche zdziwił, al nie zniechęcił.
- Więc o co tak konkretnie chodzi?
- Byłam już w wielu klubach, i wiele z nich jest zainteresowane, tym aby mogli zagrać w danym klubie, ale mnie nie satysfakcjonują niektóre warunki które stawiają. Kiedy zobaczyłam Roxy pomyślałam sobie odrazu. Tak to sie może udać - powiedziałam zastanawiając się czy facet to kupi
- Czyli pani chciała by aby Guns n Roses zagrało u mnie w klubie- spytał
- Tak, dokładnie o to mi chodzi
- Więc może łatwiej będzie nam sie dogadać jak przejdziemy na T, jestem John - powiedział wystawiając dłoń w moją stronę
- Amy - uścisnęłam jego dłoń i się uśmiechnęłam, TAK!! kupił to!!
- Więc jaką stawkę byś postawiła za wejściówke?
- Może 10 $
- Tak myśle że to dobra stawka, z tego co wiem to w tych okolicach nie są tak znani, bo nie mówi się u mnie o nich wogóle, więc nie jest za drogo, a dużo osób będzie chciało wejść, zobaczyć kto to.
- Okej, czyli 10 $ za wejście
- A ile procent byś chcaiła wziąć?
- Może po 50% - powiedziałm, wiedziałam że będe musiała obniżyć stawke po doświadczeniu z poprzedniego klubu
- Hmmm, niekoniecznie proponuję, żebyście wzięli 30% ja też musze mieć gwarancję...  - powiedział. zastanowiłam się. w sumie to jak na początkującą grupe to dobra stawka...
- 35% - podniosłam troche stawke
- Dam ci 40% jeśli w wieczór ich koncertu pomożesz Adamowi za barem - zaproponował
- Okej. - powiedziałam pewnie, no bo co w tym trudnego... już pomagałam w barze u ojca, mojego byłego chłopaka w NY....
- Czyli 10$ wejście, z tego wychodzi że od jednej wejściówki bierzesz 4 $ czyli 40 % , plus w wieczór koncertu pracujesz za barem razem z Adamem. Plakaty załatwimy w cenie my. Teraz termin. - powiedział.
- Dziś mamy...
- 5 listopada, wtorek
-Tak, więc może 16 listopada o 20? - zaproponowałam
- Okej, 16 listopada, godzina 20, 40 %, wejściówki 10 $, plakaty, pomoc za barem - zanotował John.
- Dostaniemy jakąś garderobe czy mamy sie przygotować pod tym względem w domu?  
- Mhmmm, choć zobaczysz czy to sie nadaje. - przeszliśmy przez drzwi między barem a podestem, który jak się domyśliłam służy za scene. Na końcu korytarza były drzwi.
- Wejdziecie tylnymi drzwiami. A!! I 15 listopada możecie rano przyjść zrobić próbe!! Wejdziecie tymi drzwiami a tu jeśli wam to odpowiada będzei garderoba - otworzył drzwi. Pomieszczenie było duże stało tam 7 biurek po ścianą.
- Super! Przyniesie sie lusterka w piątek i styka.
- Czyli 15 przychodzicie na 10 na próbe. wchodzicie tylnymi drzwiami. rozstawiacie rzeczy w "garderobie" macie 4 godziny na próbe. Potem spieprzacie bo otwieram. No że chyba chcecie zostać jako klienci.
- Dobra . Teraz musze spadać John. Dzięki. Miło się z tobą robi interesy.
- To mi miło Amy. Tylko nei zapomnijcie o tym
- No coś ty - odprowadził mnie do głównej sali. Wychodząc jeszzce raz sie pożegnałam - Na razie John, hej Adam, do zobaczenia.
- Pa.... -zawiesił sie bo nie wiedział jak  mam na imie
- Amy - pomogłam mu
- Amy - dokończył.
Wyszłam na gorące ulice LA była już 14. Postanowiłam wrócić do domu. Kiedy weszłam, myślałam że nikogo nie ma, ale keidy weszłam do salonu od razu sie zorientowałam że zrobili próbe. Postanowiłam zajrzeć do nich do garażu. Otworzyłam drzwi. Faktycznie to był garaż. Stała tam perkusja Adlera, wzmacniacze, i inne sprzęty których nie ogarniałam. Motor Slasha, jakieś kartony, śmieci i puste butelki po alkoholach. Jak mnie zobaczyli od razu przestali grać. Adler rzucił pałeczki i podbiegł do mnie przytulił mnie
- Jak dobrz że nic ci nie jest - powiedział odrywając się ode mnie
- A poza tym wszyscy zdrowi - popatrzyła po ich twarzach. Slash do mnie podszedł i pocałował mnie.
- No wiesz, martwiliśmy się o ciebie... - objął mnie w tali
- Robiąc próbe... ?- spytałam bo coś im nie wierzyłam
- No wiesz my tak odreagowujemy - tłumaczył Duff - musieliśmy to przemyśleć grając, rozumiesz - powiedział z uśmiechem
- Dobra, dobra już sie nie tłumaczcie...
- No właśnie lepiej powiedz gdzie ty byłaś - powiedział Axl - z iloma już zdradziłaś naszego biednego Sauliego - powiedział z ironią w głosie i cwaniackim uśmiechem na twarzy
- Załatwiłam wam koncert idioci!!!- Zaczeli sie wydzierać rzucili sie na mnie. zaczeli mnie obściskiwać, chciałam ich nabrać więc z kaminnym wyrazem twarzy odepchnęłam ich i powiedziałm
- SOry to miał być żart, nie wiedziałm że tak wam na tym zależy...
- Kurwa!!! Ale  wiesz że i tak to masz załatwić - powiedział Axl a i nni posmutnieli
- Dobra barany!! Macie ten koncert załatwiony!! Ale was łatwo nabrać!!!
Slash mnie podniósł i zaczął namiętnie całować
- Jesteś niesamowita wiesz - odwzajemniłam się pocałunkiem
- No potwierdzam - powiedział Izzy
- Dokładnie - dodatkowo potwierdził Stradlin
- Zajebiście  - spuentował Duff z uśmiechem na twarzy
- Nie wierze że ci sie udało to załatwić tak szybko - jedyny nie zadowolony - podaj szczegóły
- 16 listopada, godzina 20, gracie w Roxy. 15 o 10 rano macie próbe. Przysługuje wam garderoba. próbe kończycie o 14 najpóźniej. Ja wam dobieram ciuchy i nie ma że boli.
- No dobra przekonałaś mnie!! Idziemy to oblać!! - powiedział Axl, tą drugą część zdania z jeszcze większym uśmiechem na twarzy
                                                                                                                      
Macie tu ROXY w L.A. :D


piątek, 23 listopada 2012

Rozdział 5.

Na początku chciałam przeprosić że ostatnio nie dodałam żadnego odcinka(jeżeli w ogóle ktoś to czyta), ale nadrobie to w weekend. A tu macie taki króciutki na dobranoc, no ale zawsze jest ;D
 ***************************************************
Krzyknęłam i odskoczyłam.Slash wybuchł śmiechem i powiedział tylko 
- Oj Lora, Lora.... ile razy ci mówiłem że masz być grzeczne, hę?? - wziął węża a ja patrzyłam na to z obrzydzeniem. Pocałował Lore wsadził ją do plastikowego pudełka i zamknął pokrwą.
- Tak lepiej - powiedziałam i pocałowałam czule Saula. On odwzajemnił pocałunek. Całowaliśmy sie coraz namiętniej. Podniecenie między nami rosło z chwili na chwile. Slash błądził rękami po moich plecach, rozpiął i zdjął mi stanik. Nie pozostałam mu dłużna, to samo zrobiłam z jego koszulką. Potem zabraliśmy się za spodnie. Położył mnie na łóżku, nie przestając mnie całować. Wszedł we mnie bez uprzedzenia. Jęknęłam, a on stłumiał  wydawane przeze mnie dźwięki pocałunkami. Doszliśmy w ty samym momencie. Kudłacz opadł na łóżko obok mnie i pocałował czule. 
- Kocham cię Saul. - powiedziałam patrząc mu prosto w oczy.
- Też cie kocham Amy. - pocałował mnie czule i delikatnie. Wtuliłam się w jego tors. Pocałował mnie we włosy. Reszte dnia spędziliśmy w sypialni. Oprócz seksu, graliśmy na gitarach, pieprzylismy sie, Saul próbował mnie przekonać do Lory, pieprzyliśmy się, piliśmy Jacka, pieprzyliśmy sie, graliśmy w jakieś idiotyczne gry w karty no i seksu jednak było najwięcej. Ale było zajebiście. Wieczorem wyszliśmy z sypialni trzymając się za ręce. Kiedy weszliśmy do kuchni wszyscy mieli wielki zaciesz na twarzy. Stradlin powiedział tylko:
- Nimfomani....
- Dobra, spierdalaj, lepszy to ty nie jesteś.. - powiedział slash żartobliwie. 
- Amy!!! Dlaczego jesteś ubrana ?! - wydarł się Axl. Wszyscy sie dziwnie na niego spojrzeli, a ja sobie przypomniałam obietnice, którą mu złożyłam, że będe chodzić w samym staniku przez cały dzień.
- Kurwa, Axl, błagam, nie każ mi robić w zamian nic głupiego... - powiedziałam przerażona tym co może wymyślić Axl.
- Kurwa o co chodzi?! - spytał zdenerwowany Slash
- Nic, nic - pocałowałam go w policzek.
- No jednak o coś! Axl oświecicie może nas wreszcie.?! - zaproponował Adler.
- Nie kurwa! Amy! W zamian.... - zaczął się zastanawiać - w zamian zorganizujesz nam klub w którym zagramy koncert i pozałatwiasz wsystkie formalności. - kurwa, to nie może być trudne.
- Uhuhuh... - powiedzieli inni chórem
- No błagam was co to za problem?? - powiedziałam spokojnie
- No okej to zrób tak żebyśmy zagrali za 2 tygodnie... - dodał Duff
- No problemo ! - powiedziałam, no naprawde Axl mógł się bardziej wysilić. Zostawiliśmy ten temat, prznieśliśmy się z piwem i popcornem (takim do jedzenia) do saloniku, na małym telewizorze Duff puścił jakiś horror. Duff, Axl i Steven siedzieli na sofie i piszczeli jak małe dziewczynki. Stradlin gdzieś zniknął, a my ze Slashem wymienieliśmy się śliną siedząc pod ścianą. Postanowiliśmy się przenieść do sypialni. Byliśmy mocno nakręceni na siebie. Odpuściliśmy sobie pierdoloną gre wstępną. Kiedy tylko weszliśmy do sypialni, Saul przekręcił kluczyk, szybko się rozebraliśmy, Slash agresywnie rzucił mnie na łóżko, mocno mnie całował napierając na moje usta. starałm się równie mocno angażować. Wszedł we mnie bez uprzedzenia, krzyknęłam gardłowo. Slash poruszał się szybko. Doszliśmy w tym samym momencie. Opadł zmęczony obok mnie, pocałował mnie namiętnie, wtuliłam się w jego tors i usnęliśmy.
                                                                                                                            
GUNSOWYCH SNÓW!!!





wtorek, 20 listopada 2012

Rozdział 4.

Szłam wąskim korytarzem, zastanawiając się które drzwi mogą należać do Axla. Dotarłam do ostatnich, były poobrywane z farby i pęknięte na dole przez 1/3 ich wysokości. Spróbowałam je otworzyć,bo byłam w 90% pewna że to tu Axl ma pokój, ale były zamknięte. Postanowiłam grzecznie zapukać, kiedy nikt sie nie odzywał, zaczełam mocniej walić pięścią. W końcu Axl wydarł się wkurwiony:
- Spierdalaj huju jebany!!!! To nie moja wina, że spieprzyłeś próbę...  Mogłeś pilnować co gramy a nie kurwa teraz będzie po całym domu chodził biedny Duff, trzeba było nie przychodzić na próbe z butelką wódki i sie skupić przez chwile.... no ale tak na prawde, biedny Duff wcale nie chciał nic zrobić, no bo tak naprawde to Axl wszystko spieprzył! Jak zwykle wszystko na mnie skurwiele zwalacie... - Axl sie dosłownie wyżywał, nie wiedząc tak na prawde że to ja stoje za drzwiami więc postanowiłam przerwać mu, jego monolog:
- Axl pojebańcu! To ja! Amy! Otwieraj! - wydarłam się przez drzwi i walnełam pięścią w drzwi jeszcze raz. Chwila milczenia i w końcu je otworzył, spojrzał na mnie pytająco, mierzył mnie od góry do dołu, chwycił za ręke i wciągnął do pokoju, po czym zamknął go na klucz. Jego pokój, wyglądał normalnie. Normalnie, jak na ten dom. Potłuczone butelki bo Danielsie, piwie, Nightrainie, porozrzucane puste puszki, mnustwo śmieci, ubrania walające się po podłodze i malutki przenośny telewizor, w którym właśnie leciał jakiś pornol. Spojrzałam na to dziwnie.
- No błagam cie.... Nie mów że dziwi cie to że oglądam pornole... - powiedział wywracając oczami i spoglądając na moje piersi, bo nadal byłam w samym biustonoszu. Przyzwyczaiłam się troche do tego od rana... Walizke miałam w sypialni Slasha, gdzie grasowała bestia więc nie ma opcji ze tam wejdę. Wiec wyluzowałam się, na pewno widzieli już wiele lasek chodzących normalnie bez staników po domu.
- Taak... Obraziłeś sie na cały świat i zamknąłeś się tu po to żeby oglądać pornole? - spytałam szczerze
- Nie. Znaczy możliwe że po to też, ale to przez to że Duff spierdolił próbę. - powiedział siadając na łóżku - Siadaj.... Gdziekolwiek... Tylko tak nade mną nie stój - powiedział.
- Axl. Nie mógłbyś poprosu tam wrócić i dokończylibyście próbe. - spytałam wprost.
- Amy, nie, nie mógłbym tam wrócić, abyśmy dokończyli próbę, dopóki Duff, nie naprawi tego co spieprzył. -  Boże, a może to twoja wina?? - spytałam niepewnie, ale z pretensjonalnym pogłosem,
- Skarbie, jeszcze wiele sie musisz o nas dowiedzieć.... Gdzyby Duff nie przychodził z butelką wódki na próby, i gdzyby sie skupiał na tym co gramy to wszystko by było ok. - Teraz moją uwagę przykół fortepian stojący za szafą w rogu pokoju. Podeszłam powoli, otworzyłam klapę, i jako że uczyłam się przez 5 lat gry na klawiszach bo byłam zmuszana przez rodziców, to usiadłam i zaczelam coś brzdękać. Axl usiadł koło mnie, ja opuściłam ręce z klawiszów, a on zaczął grać. Kompletnie nie spodziewałam się po nim tego że gra na fortepianie, i to tak pięknie. 
- Axl! Coraz bardziej mnie zaskakujesz.... - uśmiechnął się dumnie
- Ale podoba się?? -spytał patrząc na mnie
- To co przed chwilą zagrałeś??? Geniusz!! Sam napisałeś?
- Znaczy jeszcze nie jet dopracowana, ale zostały mi już szczegóły... Nazywa się "November Rain"... - ciągną dalej - Chciałem to dziś z chłopakami przećwiczyć, ale oczywiście Duff musiał wszystko spieprzyć! Jak zwykle zresztą!! Zawsze przychodzi ujebany w cztery dupy i zazwyczaj nie ogarnia co sie dzieje... - znowu sie wkurzył, a myślałam że juz mu przeszło...
- Zagraj jeszcze raz, prosze - spojrzałam na niego i zrobiłam słodką minkę
- Dobra ale ty śpiewasz. - powiedział uśmiechając sie, z myślą że zrezygnuje, ale nie! co jak co, ale śpiewać lubiłam, nie jestem pewna czy wychodzi mi to najlepiej, ale to lubie, a to najwżniejsze...
- Dobra dawaj słowa! - powiedziałam, a on sie mocno zdziwił, ale podał mi kartkę ze słowami nabazgranymi ołówkiem... Zaczął grać, powiedział kiedy wchodze i zaczełam spiewać:

When I look into your eyes
I can see a love restrained
But darling when I hold you
Don't you know I feel the same

Cause nothin' lasts forever
And we both know hearts can change
And it's hard to hold a candle
In the cold November rain

We've been through this such a long time
Just tryin' to kill the pain

But lovers always come and lovers always go
And no one's really sure who's lettin' go today
Walking away

If we could take the time to lay it on the line
I could rest my head
just knowin' that you were mine
All mine
So if you want to love me
then darlin' don't refrain
I'll just end up walkin'
in the cold November rain

Do you need some time.. on your own
Do you need some time.. all alone
Everybody needs some time.. on their own
Don't you know you need some time.. all alone 


- Masz zajebisty głos mała! - powiedział z dumą
- A ty świetnie grasz, piszesz i komponujesz! No i jeszcze zajebiście śpiewasz! Słyszałam - powiedziałam wszystko co prawdziwe, chociaż w moich ustach nie brzmiało to już pewnie jako wielki komplement, ale i tak się uśmiechnął.
- Dobra ja nie będe dziś zły na Duffa, jeśli zostaniesz bez koszulki do końca dnia... - powiedział z uśmiechem cwaniaka na twarzy
- Okey. - powiedziałam niepewnie bo na 100% był w tym jakis haczyk... - To co teraz robimy?
- Nie wiem... - odpowiedział wzruszając ramionami. Nagle zza drzwi rozległ się krzyk Slasha:
-Po pierwsze, skończyła mi się kasa, więc mógł byś mi dać..? Idę po prowiant - powiedział Slashm miejąc na myśli, alkochol i papierosy - a po drugie mam nadzieje że Amy jeszcze żyje, przy Twoich zdolnościach... - powiedział, a ja się uśmiechnęłam....
- No cóż Slash, powiem ci to wprost... Trzeba będzie zutylizować zwłoki Amy... niech to sie odbędzie bez zbędnych ceremonii.... 
 - Axl huju! Otwieraj te drzwi popierdoleńcu! - chyba sie wkurwił... Axl, znudzony lekko tą gierką otworzył drzwi, a Slash zajrzał i jak mnie zobaczył odetchnął z ulgą.Podeszłam do niego przytuliłam się i pocałowałam w policzek
- Mój ty wybawco... Axl chciał mnie zgwałcić... Choć spierdalamy z tąd... Po co ci kasa skoro masz mnie... - puściłam do niego zalotnie oczko, a Slash nie wiedząc czy mówie na poważnie czy też nie, wziął mnie za ręke i poszliśmy do jego sypailni.... Położył się na łóżku, zapalając papierosa, a ja otworzyłam jedną z walizek, która wcześniej była już rozpięta, a z niej wypęzła bestia.
                                                                                                                                     
Mam nadzieje że nie jest to jakiś najgorszy rozdział, króciutki ale jest.! A to najważniejsze no i mam nadzieje że sie wam spodoba, ale nigdy nic nie wiadomo :D


poniedziałek, 19 listopada 2012

Rozdział 3.

Obudził mnie huk. Szybko sie podniosłam z wielki bólem głowy, zakrywając się pościelą, kompletnie nie świadoma gdzie jestem. Rozejrzałam się po pokoju w którym się znajdowałam, i przypomniałam sobie wczorajszą noc. Zaczełam się rozglądać za Slashem. Leżał na podłodze goły. Kompletnie nie wiedział co sie dzieje.
- Zwaliłaś mnie z łóżka, Amy! - zaczął się ze mną droczyć z uśmiechem na twarzy. Na co ja w odpowiedzi powiedziałam:
- Dzień doby. - nachyliłam się, i pocałowałam go namiętnie. Spodobało mu się to, bo wgramolił się z powrotem na łóżko. Zaczął jeździć swoimi dłońmi po mojej tali, całując mnie w tym czasie namiętnie. Nagle drzwi się otworzyły i trzasnęły o ściane. A ja szybko znowu zasłoniłam się pościelą.
- Wygląda na to że noc sie udała. Amy, nie musisz się zakrywać już nie raz widziałem takie cudeńka.Tylko tak na przyszłość, troche ciszej, nie musimy wszyscy wiedzieć jak wam dobrze! - powiedział rozradowany Axl stojąc w drzwiach.
- Spierdalaj Axl!!!- krzyknełam
- Hudson, przyzwyczaj swoją dupe, do tego jeśli ma z nami zostać... - powiedział rudzielec z uśmiechem cwaniaka na twarzy, po czym wyszedł nie zamykając za sobą drzwi. Słyszeliśmy że sie wraca, ale to był popcorn z wielkim buszem na głowie.
- Musisz opuścić Amy, bo Axlowi dopisuje humor, więc zrobimy próbe! - krzyknął, puszczając do mnie oczko i zamykajć nam drzwi. Zaczełam się zastanawiać czy naprawde byliśmy aż tak głośno czy tylko się z nami droczą.
- Slash..? - spytałam niepewnie
- Tak? - powiedział szybko
- Czy to był zwykły seks, czy to cos dla ciebie znaczyło? - spytałam zmieszana, bo kompletnie nie wiedziałam co mam o tym myśleć.
- A jak chcesz aby było...?
- Sama nie wiem - powiedziałam bo nie raz mi sie zdarzyły takie sytuacje że chłopak mówił -> po prostu o tym zapomnij... ale kontynuowałam - ale za to wiem że.... Slash.... zależy mi na Tobie. - wydusiłam z siebie szybko, bo nie umiałam mówić otwarcie o uczuciach. Pocałował mnie szybko, ale namiętnie.
- Amy, kocham cie. Zostaniesz oficjalnie moją dziewczyną? - spytał niepewnie i spojrzał mi w oczy. Uchwyciłam jego podbródek w dłonie i pocałowałam go, potem powiedziałam radośnie:
- Oczywiście że tak - i znów go pocałowałam. - ale teraz chyba pownienneś iść na próbe...
- No tak! -krzyknął szybko wstał, ubrał się w rekordowym jak dla mnie tępie i wybiegł z sypialni. Ja wstałam powoli i zaczełam szukać poszczególnych części mojego ubrania. Znalażłam majtki, spodnie, buty i biustonosz. Zaczełam sie rozglądać po pokoju w poszukiwania stanika, przy okazji oglądałam gitary Slasha, no i oczywiście nawet głupi by sie domyślił, że to on jest w zespole gitarzystą prowadzącym. Nagle zza jednej z gitar wysunął się strasznie wielki wąż krzyknęłam i wybiegłam z jego sypialni bez bluzki trzaskając za sobą drzwiami. Od razu przybiegł do mnie Duff z butelką wódki i papierosem.
- Co sie stało?! - spytał przestraszony
- Tam jest wielki wąż! Boże! U was w domu jest wąż! U Slasha w sypialni jest wąż! - darłam się jak opętana.
- Aaaa - odetchnął Duff. Zmierzył mnie wzrokiem i powiedział - Fajnie dziś wyglądasz.
- Duff, tam jest wąż! Czemu jesteś taki spokojny?! - krzyczałam na niego z niedowierzaniem.
- Wyluzuj dziewczyno. Nie od dziś wiadomo, że nasz Soul choduje węże... Przyzwyczajaj się do tej myśli, bo to miłość jego życia... - powiedział i przechodząć obok mnie, walnął mnie w tyłek i idąc dalej przed siebie dodał:
- Ale na prawde fajnie wyglądasz. Powinnaś się tak ubierać codziennie, ewentualnie możesz sobie odpuścić jeszcze spodnie... biustonosz... no i majtki też możesz sobie w sumie odpuścić - odwrócił się stając w jakiś drzwiach, a ja mu pokazałam fucka. Uśmiechnął się i przeszedł dalej i zamknął drzwi. Stałam jak głupia i nie wiedziałam co robić. Pomyślałam że skoro mają próbe, to tak szybko nie wyjdą. Słyszałam jak jeden z nich gra na bębnach, następnie dołączyły się gitary, a potem Axl z tego co się domyśliłam zaczyna śpiewać swoim niesamowicie pięknym głosem. Byłam zdziwiona, bo jakoś nie mogłam sobie wcześniej go wyobrazić, wydającego z siebie takie niesamowite dźwięki. Ja w tym czasie siedziałam w kuchni jeśli można to było tak nazwać, i dopijałam zawartość znalezionej butelki wódki i paląc papierosa. Nagle usłyszałam kłótnie i Axl wyszedł wściekły z garażu jak się domyśliłam, bo gdzie w tym domku mogłyby się odbywać próby... Spojrzał na mnie, zatrzymał się wzrokiem na moich piersiach, przelotnie się uśmiechną i przeszedł wściekły dalej, mrucząc coś pod nosem. Zaraz po nim wyszedł Duff. Podszedł do mnie zabrał mi butelke z wódką i przeszedł dalej zdenerwowany. Zaraz za nim wyszedł popcorn z pałeczkami (więc to on grał na bębnach) i powiedział smutnym głosem:
- Zawsze to się tak kończy... Koniec próby, bo Axlowi sie coś nie spodobało.... - i usiadł koło mnie przy stole.  Izzy i Slash wyszli razem. Izzy wyciągną z kurtki woreczek z białym proszkiem usiadł koło Stevena i zaczął wciągać. A Slash poszedł do mnie zabrał mi papierosa zaciągnął się i pocałował mnie namiętnie. Odwzajemniłam pocałunek podnosząc się z krzesła. Slash podniósł mnie tak abym obejmowała go nogami wokół pasa i usiadł na krześle. Zaczął błądzić rękoma po moich plecach. Kompletnie nie zwróciliśmy uwagi na Stradlina i Adlera.
- Fajnie że wam się dobrze układa, ale z takimi scenami to przenieście się do sypialni. - powiedział spokojnie Izzy, a popcorn sie uśmiechał podpalając papierosa. Slash się do mnie uśmiechną i pocałował mnie, a ja sobie przypomniałam co zobaczyłam w jego sypialni.
- Slash - powiedziałam poważnie - musimy o czymś porozmawiać. - Slash zdziwiony powiedział tylko:
-Tak??
- W twojej spypialni grasuje dzika bestia. -powiedziałam z wielkimi oczami
- Kochanie, takie komplementy to zostaw na później, kiedy będziemy już sami. - powiedział uśmiechając się cwaniacko. A ja na niego spojrzałam poważnie
- Slash, nie mówie o tobie, głupku.! Mówie o jakimś wężu który pełza sobie w twojej sypialni...
- Aaaa, pewnie mówisz o Lorze... Kochana, musisz się pogodzić z faktem że to Lora jest miłością mojego życia... - powiedział śmiertelnie poważnie
- No fajnie, a mógł byś ją chociaż trzymać w jakimś terrarium czy coś...? - spytałam, nie zważając kompletnie na to że powiedział że bardziej kocha węza niż mnie....
- Kochanie, dla ciebie wszystko, ale najpierw musimy zarobić na to pieprzone terrarium! - powiedział wesoły - Dlatego też, może chcesz pogadać z Axlem, abyśmy mogli dokończyć próbę...?? I może powiesz mi gdzie masz koszulke? Chociaż tak też wyglądasz zajebiście!
- Koszulka jest z miłością twojego życia w twojej sypialni, i dobrze, pogadam z tym popierdoleńcem, ale musisz mi się odwdzięczyć, wy wszyscy musicie...
- Ale kurwa jak???
- Nie wiem wymyśl coś  - powiedziałam i przesłałam mu buziaka zmierzając w poszukiwaniu sypialni Axla.
                                                                                                                                             
 taki nie za długi ten odcinek, ale strasznie mnie paluchy świerzbiły żęby coś napisać  czytajcie i komentujcie :DI dołączam wam link do piosenki na którą ostatnimi czasy strasznie lubie... Oczywiście lubie wszystkie, ale ta jakoś najbardziej mi ostatnio siedzi w głowie. no a teraz życze wam Gunsowych Snów!!!

http://www.youtube.com/watch?v=E9VhD4SccSE



Rozdział 2.

Ułożyłam sie wygodnie w fotelu, tak abym była odwrócona w strone chłopaków. Samolot wystartował. Przyglądałam się uważnie Izziemu, zauważył to. Kiedy wciągną połowe działki, oderwał się od stolika.
- Ktoś chce? - spytał patrząc nam po twarzach. - Axl? - a więc tak sie nazywał rudy, ale Axl odmówił- Może ty masz ochote laleczko, tak właściwie jak masz na imie?
- Amy, i nie dzięki.
- Nie to nie - mruknął pod nosem i wrócił do swojego zajęcia.
- Właściwie to w jakim celu lecicie do L.A.? - skierowałam to pytanie do całej piątki
- Właściwie to lecimy do domu - odpowiedział popcorn
- O - zdziwiłam się
- To jeśli moge spytać w jakim celu byliście N.Y?
- W sumie, to... tak jakby... na wycieczce - odpowiedział Duff, tajemniczo sie uśmiechając
-  Tak jakby?
- No bo to była wycieczka do takiego jednego klubu... - powiedział Slash lekko sie uśmiechając - nasz kumpel ma taki ekskluzywny klub w N.Y. no i poprostu wiedzieliśmy że nas wprowadzi więc wybraliśmu sie tam na 3 dni...
- Spoko - odpowiedziałam uśmiechając się lekko
- A co ciebie sprowadza do L.A.? - spytał Slash
- Ja tak jakby sie przeprowadzam... - odpowiedziałam zakłopotana, bo nie wiedziałam jak mam to ująć
- Tak jakby? Sama?  - spytał Duff
- No mieszkałam w Chicago, potem moi rodzice sie rozwiedli, ja wyjechałam z mamą do N.Y., a tata do L.A. no i nie dogaduje sie z matką, więc sie przeprowadzam do ojca. - odpowiedzialam
- Aha - podsumował Slash
- No także ten, czym sie zajmujecie -spytałam zmieszana
- No jak to czym? Nie znasz nas kotku? - spytał Axl, a ja próbowałam skojarzyć szybko ich twarze, ale nie przypominali mi nikogo - To my, wspaniałe, jedyne w swoim rodzaju - Guns N' Roses -wydarł sie rudy
Nic mi to nie mówiło a chyba powinno...
- Nie kojarze - odpowiedziałam smutna
- No w sumie to nic dziwnego, ale jeszcze usłyszysz o naszym legendarnym zespole rockowym - odpowiedział Slash
Uśmiechnełam sie do niego. To wiele wyjaśniało, że o nic o nich nie słyszałam, no bo przecierz kocham rocka...
- Izzy? -spytałam niepewnie bo nie byłam pewna czy dobrze zapamiętałam jego imie, ale odwrócił sie w moją strone, więc sie uspokoiłam - masz coś na stanie?
Spojrzał na mnie niepewnie ale wyciągną woreczek i mi go podał bez słowa. Wszyscy mi sie przyglądali uwarznie, a ja szybko i z wprawą wciągnęłam całą działkę, nie był to już mój pierwszy raz...
- Uuuu -krzyknęli chorem
- Koleżanka wprawiona jak widze - powiedział i spojrzał na mnie z szeroko otwartymi oczami Slash
Uśmiechnęłam sie i wyciągnęłam z torby piersiówke. Tak wiem że to może dziwne u dziewczyny w wieku 19, no dobra 18 lat...
- Nie przesadzasz? - spytał zdziwiony Steven
- Ale że z czym? - spytałam głupio
- Dobra, dobra to sie przynajmniej podziel! - krzykną Duff i wskoczył do Slasha na kolana.
- No to Duff sobie znalazł partnerke do picia - spuentował Popcorn i przesiadł sie na jego miejsce.
- Spierdalaj - krzykną Slash i zwalił go z kolan. Blondasek usiadł na miejscu popcorna i wziął dużego łyka, potem podał Slashowi, który zrobił to samo, kiedy piersiówka doszła do mnie, wypiłam do końca to co w niej zostało. W tym samym momencie podeszła do nas stewardessa.
- Prosze to schować, albo będe musiała to pani zabrać. - powiedziała oburzona
- Dobra, dobra, i tak nic już nie zostało - powiedziałam i schowałam piersiówke. Stewardessa odeszła z oburzoną miną. Potem szybko odleciałam i przespałam reszte lotu. Slash mnie obudził
- Wstawaj jesteśmy na miejscu! - krzyknął z radością.
- Oh, już zebrałam swoje manatki, i wyszliśmy wszyscy razem. Szliśmy przez lotnisko. Ludzie sie na nas dziwnie gapili, ale nie przeszkadzało  mi to. Moze tak sie gapili dlatego, że Axl sie wydzierał na cały głos:
- You know where you are?!!!! You are in the jungle, baby!!!! - Szliśmy i sie śmialiśmy, Slash cały czas obok mnie, ale podobało mi sie to.  Pomógł mi z walizkami i razem wyszliśmy przed lotnisko.
- No to chyba sie już nie zobaczymy. - powiedział smutny Slash, ja tez sobie zdałam z tego sprawe, i sie zesmuciłam. - Kiedy ojciec po ciebie przyjedzie?
- Właściwie to powinien już być - spojrzałam na zegarek w telefonie, była 12:30, - A wy na kogo czekacie?
- Na limuzyne złotko - powiedział Axl. Wykręciłam numer do ojca, odebrał  po pierwszym sygnale.
- No co tam kochanie?
- Gdzie jesteś??! - spytałam pretensjonalnym tonem
- Na wyjeździe służbowym, wracam  za tydzień, a co? - spytał zdziwiony
- No w sumie to sie nie dziwie że nie pamiętasz naszej rozmowy, bo byłeś dość mocno wstawiony!!! Więc ci to grzecznie powtórze. Przeprowadzam sie do ciebie...
- O to super kiedy? Mama sie zgodziła? - spytał uradowany, bo nie zrozumiał chyba dokładnie wszystkiego
- Stoje na lotnisku w L.A. i czekam na ciebie, a ty jesteś na wyjeździe... zajebiście  - krzyknęłam do słuchawki. Chłopcy sie zaczeli śmiać.
 - Kotku idź to jakiegoś hotelu ja ci opłace noclegi. -powiedział lekko zmartwiony
- Pierdol sie! - krzyknełam i rozłączyłam sie
 - Co sie śmiejecie?! -spytałam wkurwiona
- Z tego co zrozumiałem, zostałaś bez domu mała. - powiedział Axl
- Oh, no trudno będziemy cie musieli zabrać ze sobą - powiedział z ironią w głosie Slash i mnie przytulił - czyli sie tak szybko nie rozejdziemy, fajnie - odwzajemniłam uścisk. potem to samo zrobił popcorn i duff. Nie zauważyłam że podjechała czarna, dość obskurna limuzyna, i że Axl i Izzy sie już do niej wpakowali. Nie chciałam iść do hotelu w kompletnie nie znanym mi mieście, więc postanowiłam że jeśli nie spodoba mi sie z gunsami to w ostateczności pójde do jakiegoś hotelu. Pierwszy wsiadł Steven, za nim Duff, Slash przepuścił mnie w drzwiach i wsiadł ostatni, za mną. W środku pojazd wyglądał całkiem przyzwoicie. Po drodze sączyliśmy tanie wino - Nightraina . Kiedy dojechaliśmy, wszyscy byliśmy troche wstawieni. Weszliśmy do ich domu. Spodziewłam się czegoś bardziej... WOW... po podróży limuzyną, no ale cóż, dom to dom.... Nie był duży, ale za to śmieci było mnóstwo.
- Więc sprawa wyglada tak, kotku - zaczął Axl - jak zdążyłaś się zorientować, dużo miejsca to tu nie ma. Każdy z nas ma swoją sypialnie, ale nie mamy więcej niż 5 pokoi więc wybierasz, z którym z nas śpisz. - po wypowiedzeniu tych słów, był pewny że mnie zaliczy, i na jego twarzy pojawił się uśmiech cwaniaczka.
- Dobra to ide ze Slashem - powiedziałam, zatoczyłam sie i podeszłam do niego biorąc go pod ręke. Na trzeźwo bym sie nie zgodziła aby spać z którym kolwiek z nich, ale wszyscy byliśmy uchlani w cztery dupy. Axlowi troche mina zrzędła.
- Zapraszam do mojego królestwa kochana - powiedział z dumą i zaczeliśmy sie wszyscy rozchodzić. W jego pokoju było mnóstwo gitar. wziełam jedną i zaczełam coś brzdękać.
- A więc grasz... ? -spytał głupio
- Troche, od roku  - odpowiedziałam
- Ale uważaj kochanie, charlotte jest delikatna - powiedział zabierając mi gitare i podając mi Jacka Danielsa. wysączyłam ponad połowe butelki.
- Nie podzielisz sie? - spytał urażony Slash
- Oh, sorki - powiedziałam i podałam mu butelke. Szybko wypił do końca zawartość i rzucił butelke gdzieś w kąt. Zbliżył się do mnie, odgarnęłam mu loki z twarzy i w tedy zobaczyłam jakie piękne ma oczy. Były  ciemne. On też odgarnął mi włosy z twarzy. Nasze usta sie spotkały. Na początku pocałował mnie nie pewnie. Nie wiedział na ile moze sobie pozwolić, ale następne pocałunki były coraz gorętsze. Chwycił mnie za uda podniósł i przycisnął do ściany. Całował moją szyje. Szybko zdjęłam bluzkę i odwzajemniłam pocałunki. W czasie gdy zaczełam rozpinać mu koszule, zdjął mi biustonosz. Przeniósł mnie na łóżko, położył mnie, i usiadł na mnie okrakiem. zaczął całować moją szyję, obojczyki i schodził coraz niżej. kiedy dotarł do spodni, zdją mi je szybko razem z majtkami, i to samo zrobił ze sobą. Rozchyliłam nogi. Wrócił do mojej twarzy i zaczą mnie całować przygryzając moją dolną wargę. Potem wszedł we mnie. Raz posuwał mnie szybciej, raz wolniej. Było mi dobrze, jemu raczej też. Kiedy oboje doszliśmy. Wyszedł ze mnie i pocałował mnie namiętnie w usta kładąc sie obok mnie. Przekręciłam się na bok aby widzieć jego twarz. I w tej chwili pomyślałam kompletnie jak nie ja:
- Boże nie moge go stracić! Ja go kocham!- Pocałowałam go jeszcze raz i usnęliśmy
                                                                                                                                            
No to jest następny odcinek. Wiem że nie jest to cudo, i za długi też raczej nie jest ale i tak mam nadziej że sie spodoba. Komentujcie ;)

Rozdział 1.

- Mamo mam dość, rozumiesz?!!! -krzyczałam do matki - Cały czas każesz mi siedzieć przy książkach, a dobrze wiesz że umiem już wszystko co mi na jutro jest potrzebne!!! (choć tak naprawde niczego sie nie nauczyłam, i nic nie umiem) Nigdy nie zapytasz czy nie chciała bym z tobą obejrzeć jakiegoś filmu, nie zaproponujesz mi wspólnego wyjścia na zakupy, tylko szkoła, szkoła i jeszcze raz szkoła!!!
- Jak ty sie w ogóle  do mnie odzywasz!!! Szacunku troche dla własnej matki!!! Dostajesz kieszonkowe w wysokości 200 $., co powinno ci wystarczyć na twoje zachcianki, zakupy czy co tam chcesz! A szkoła to podstawa!! bez tego daleko nie zajdziesz!!!
- Mamo mam ukończone 18 lat!! moge robić co chce!
- Nie dopóki mieszkasz w moim domu!!
- Nienawidzę cie!! Rozumiesz!! Mam cie dość!! Chce sie przeprowadzić do ojca do Los Angeles!!
-  Prosze, juz Ci zaraz wykręce do niego numer, to z nim o tym porozmawiasz!!
Wziełam słuchawke bo dobrze znałam do niego numer... I zamknęłam sie w pokoju. Dzwoniłam do niego z każdym problem, bo tak naprawde tylko on mnie rozumiał... Strasznie go kocham za to że nie czepia sie złych ocen, mojego zachowania, czy choćby tego że pale od 16 roku życia, nie tylko papierosy... Tu w Nowym Jorku, nie mam przyjaciółki, traktują mnie jak nie z tej epoki... Może to przez to że mam taki a nie inny styl, który i tak strasznie u siebie lubie, może to przez to że słucham rocka, metalu itp... Mieszkamy tu z mamą od kiedy sie rozwiodła z ojcem 2 lata temu... szczerze to nie podoba mi sie tu... Gdybym miała napisać biografie nie znalazło by sie w niej nic ciekawego... W skrócie brzmiała by pewnie tak : Do 16 roku życia żyło nam sie wspaniale w Chicago, potem rodzice sie rozwiedli, tata wyjechał do L.A. a ja z mamą do N.Y. gdzie totalnie nie mogłam sie wpasować w otoczenie i straciłam z nią dobry kontakt, dlatego chce uciec do ojca i zacząć wszystko od nowa!!!
Po trzech sygnałach tata odebrał telefon totalnie nawalony z czego mi sie chciało śmiać
- Tak - powiedział przeciągając długo A
- Hej tato, to ja , słuchaj mam dobre wieści jutro sie do ciebie przeprowadzam, więc dziś nic już nie pal, nie pij i ogarnij dom, bo nadchodze!! - powiedziałam roazradowana, z nadzieją że trafiło do niego to co powiedziałam
-Tak, dobrze kochanie! - powiedział, ale nie byłam pewna czy wszytsko zrozumiał
-Sluchaj uwarznie, na miejscu będe o 12 więc mnie odbierz z lotniska.
-Dobra kotku będe czekał, tylko nie zabieraj ze sobą psa - powiedział a ja wybuchnełam śmiechem bo nie mam i nigdy nie miałam psa i sie z nim szybko pożegnałam
Kupiłam przez internet bilet, na który wydałam wszystkie pieniądze odłożone na karcie, wydrukowałam go i zaczełam sie pakować... Zabrałam prawie wszystkie ubrania, buty i torby, dopakowalam kosmetyczki i biżuterie, moje płyty i 2 książki do podręcznej torby. O książkach do szkoły nawet nie pomyślałam, tata pewnie mnie nie zapisze do żadnej szkoły jeśli nie będe chciała... za to go właśnie kocham. Była 2 w nocy kiedy zamknęłam walizki. Mama już dawno spała. Napisałam jej kartke:
Mamo,
Strasznie cie kocham, ale nie wytrzymuje presji którą na mnie wywierasz, praktycznie wogóle sie nie rozumiemy i nie dogadujemy sie dobrze...  W Nowym Jorku nie czuje sie dobrze, więc wyjeżdżam do L.A. do ojca, aby zacząć wszystko od nowa. Bilet kupiłam sobie sama, więc nie miej pretensji do taty, który o tym nie wiedział... będziemy w kontakcie
Amy
Zamówiłam taksówke na godzine 3 w nocy bo od mojego, przepraszam już nie od mojego, od domu mojej matki jechało sie na lotnisko godzine... taksówka była punktualnie, ale ja wyszłam z walizkami przed domem wcześniej, dotarliśmy w 50 minut do lotniska, zapłaciłam z pieniędzy które miałam schowane w puszcze pod łóżkiem na tak zwaną czarną godzine i zostało mi jeszcze 200$ więc całkiem nie źle... Na lotnisku wszystkie procedury odbyły się bez problemów... Kiedy weszłam na pokład samolotu zdziwiłam się że takim maleństwem dolecimy do L.A.. Był na prawde mały. było w nim 5 rzędów po 6 miejsc w każdym, z tym że po środku był korytarz więc w każdym rzeędzie po jednej stronie były 3 miejsca.... Zastanawiałam sie czy uda mi sie siedzieć samej...
Znalazłam swoje miejsce. Siedziałam od okna w ostatnim rzędzie. zapełniona była może 1/3 samolotu. Nagle na pokład wparowała 5 głośnych chłopaków. Myślałam sobie tylko nie siadajcie obok mnie... chciałam odpocząć i przespać cały lot. Ale oczywiście jak zwykle los mi nie sprzyjał i doszli do ostatniego rzędu.
- Witaj piękna, jesteś pewna że tu siedzisz - spytał z uśmiechem na twarzy rudzielec.
- Tak, a co? - spytałam troche wkurzona, że nie odpoczne, bo byłam pewna że usiądą obok mnie
- No popatrz, masz tą przyjemność siedzieć obok nas. Jestem Duff. - odpowiedział wysoki blondyn
- No to ja od okna - powiedział rudy i usiadł przy przeciwnym oknie w tym samym rzędzie, obok niego szatyn który wyglądał na  mocno naćpanego, zaraz obok Duff, obok mnie usiadł niesamowicie przystojny chłopak z burzą loków na głowie i papierosem w ręce:
- Hej, jestem Slash - przywitał się miło, a obok niego usiadł wesoły blondasek, który także sie przedstawił:
- A ja jestem Popcorn, znaczy Steven - powiedział z bananem na twarzy
- Hej - odpowiedziałam mu z równie dużym uśmiechem, i pomyślałam że nie będzie to najgorszy lot.
Zaraz jak chłopcy usiedli, stewardessa podeszła do naszego rzędu i rozdała poduszki, zaczynając od prawej strony , podając je kolejno mi, Slashowi i Stevenowi, a potem odwróciła się i rozdała chłopakom po lewej stronie, kolejno od okna wiewiórze, temu naćpanemu i Duffowi. Stewardessa odchodząc nie zauważyła, że Slash właśnie dopalał papierosa, a następnie zgasił go w poduszce, którą dostał. Nieco mnie to zdziwiło, ale wywołało to na mojej twarzy uśmiech.
- No fajnie ale jakoś nie zamierzam spać - powiedział ten naćpany wyciągając woreczek z białym proszkiem
- Izzy wyluzuj lot sie dopiero zaczyna, na wszystko znajdziesz czas- powiedział Duff.
                                                                                                                          
Tak więc to jest pierwszy rozdział komentujcie   ;D





niedziela, 18 listopada 2012

Tak na powitanie :)

Hej wszystkim!!
Zaczynam pisać tego bloga, bo czytałam wiele innych blogów o Gunsach i mnie natchnęło... No a ponieważ kocham rocka, a w szczególności Guns N' Roses , to jak pewnie się domyśliliście to blog będzie głównie o Guns N' Roses !!! Dla nie wtajemniczonych (nie chce was odsyłać do wujka google) Guns N' Roses to grupa grająca rocka i jego odmiany, która powstała w roku 1985 w L.A. z dwóch innych boys bandów - L.A.Guns i Hollywood Rose, i z pomieszania nazw tych zespołów wyszło wspaniałe, jedyne w swoim rodzaju GUNS N' ROSES!!! Ich pierwotny skład (bo tylko ten uznaje za wspaniały) to Axl W. Rose (wokal), Slash - wł.Saul Hudson (gitara prowadząca), Izzy Stradlin (gitara rytmiczna), Duff McKagan (gitara basowa) i  Steven Adler "popcorn" (perkusja). Więc, czytajcie i piszcie co o tym myślicie!!! No a jeśli ktoś nie znosi gunsów to błagam, niech nawet tego nie czyta i nie komentuje!!! Już wcześniej sie z czymś takim spotkałam.... Bede sie starała dodawać nowe odcinki co najmniej co tydzień ale wiecie jak to bywa... SZKOŁA SZKOŁA SZKOŁA :C niestety....