piątek, 28 grudnia 2012

Rozdział 22.

Otwieram drzwi. Uderza w nas głośna muzyka... Niestety to nie chłopcy tak grają.
- Kurwa! Wiedziałam że tak będzie!!! - krzycze do dziewczyn. W domu jest tłum obcych ludzi.
- Mogłyśmy sie spodziewać...
- No ale obiecali!
- No błagam im wierzysz?!!
- No wierzyłam im....
- Trzeba ich znaleźć! Ciekawe czy Duff juz pił? Przecież mu niewolno!
- Dobra to niech każda szuka swojego, a może któraś przy okazji znajdzie Duffa!
- Alice, czuj sie jak u siebie!
- Dzięki - powiedziała Alice. Po tej krótkiej rozmowie sie rozdzieliłyśmy i zaczełam szukać Sauliego. Stanęłam na schodach przeciskając sie poprzednio przez tłum. Szukałam wśród tych wszystkich ludzi mojego kochanego kudłacza. Nigdzie niestety nie widziałam jego czupryny... Weszłam na góre i usłyszałam jak ktoś gra na gitarze. Od razu wiedziałam że to Saul. Weszłam po cichu do pokoju i bezszelestnie zamknęłam drzwi. Oparłam sie o nie i wsłuchiwałam sie w gre mulata. Siedział na łóżku tyłem do mnie i grał nieznane mi melodie. Ma na sobie tylko jeansy. Obok niego leżała pusta butelka po Jacku i dwie pełne no i jeszcze paczka czerwonych marlboro. Wpatrywałam się w jego mięśnie które napinały się podczas jego starannej gry. W końcu nie wytrzymałam. Podchodze do niego powoli. Siadam za nim i obejmuje go.
- Hej kochanie - wita sie ze mną
- Cześć - daje mu całusa w policzek. Chłopak odwraca sie do mnie i odkłada na bok gitare.
- Jak tam? Kupiłaś sobie coś?
- Tak... ale zobaczysz mnie w tym jutro...
- Już nie moge sie doczekać - mówi i całuje mnie namiętnie
- Wiesz że jesteśmy z dziewczynami na was złe... - staram sie zachować powage
- O co?
- Kochanie nie udawaj...
- To nie był mój pomysł!!!
- A czyj?
- Duffa...
- O boże...
- No ja byłem grzeczny...
- No nie wiem.
- Ja siedziałem sam na górze i na ciebie czekałem, od kiedy zaczęli sie schodzić ludzie - mówi w geście obronnym
- A co sie działo wcześniej?
- Kiedy?
- Przed imprezą?
- Aaaa.. no to była próba...
- No i jak?
- Powiem ci że nieźle. Tylko potem sie Duffowi znudziło i wpadł na pomysł że zrobią impreze no i sie stało...
- Ej! Chwile!!!! Przecież Duff nie może pić!!!
- Spokojnie! Ma powiedziane żę możemy zrobić impreze jeśli nie będzie pił...
- I ty w to wierzysz!!
- No nie... - powiedział smutny. pocałowałam go namiętnie.
- To co robimy dziś wieczorem? - spytał
- No nie wiem. Może narazie zejdziemy na dół... Wiesz skoro już zrobiliście impreze...
- No dobra to idziemy. - kudłacz wstał chwycił koszulke która wisiała na ramie łóżka, założył ją szybko i wyszliśmy na korytarz. Ogarnęła nas fala muzyki. Popatrzyłam na chłopaka, ten objął mnie ramieniem i weszlismy do salonu. Zaczęłam sie rozglądać za alkocholem. Slash chyba sie domyślił bo podał mi Jacka, którego wziął z pokoju (nie zauważyłam wcześniej). Wzięłam butelke i zaciągnęłam kudłacza na parkiet. Zaczęliśmy siwe kiwać w rytm muzyki wymieniając się butelką. Po jej opróżnieniu, byliśmy nieco wstawieni... No będe szczera mam słabą głowę. Skakaliśmy jak małe dzieci. Właściwie wszyscy skakali. Impreza zapowiadała się nieźle. Tańczyłam jak nigdy. Po chwili zorientowałam się że obok mnie, razem z Axlem tańczy Emma. Uśmiechnęłyśmy sie przelotnie do siebie. Przez dłuższy czas bez przerwy tańczyłam.
- Może mała przerwa?
- Dobra, napijmy sie czegoś... - zaproponowałam. Ruszyliśmy w strone kuchni. O dziwo były tam tylko 4 osoby. Ktoś siedział na prapecie i palił, a 3 osoby siedziały na stole z wódką. Slash sięgną do wyższej szafki i wyciągnał z niej Jacka. Podał mi jedną butelkę a drugą wziął sobie.
- Ciekawe gdzie jest Duff?
- Serio?! Teraz sie nim przejmujesz?
- No troche tak...
- Amy... Wszystko będzie z nim dobrze...
- No wiem.
- No to sie nie martw.... - powiedział i pocałował mnie namiętnie.
- Wyjdziemy przed dom.?
- Jasne - wyszliśmy przed dom. Było tam pusto i ciszej niż w środku. Dużo ciszej. Usiedliśmy na schodach. Wtuliłam sie w mojego mulata. Zaczeliśmy pić każdy ze swojej butelki. Nie odzywaliśmy się do siebie. W pewnym momencie kudłacz wyciągną papierosy. Odpalił jednego, zaciągnął się mocno i podał mi go. Paliliśmy na zmiane,
- Choćmy się przejść. - powiedziałam
- Teraz?
- No a co?!
- A gdzie chcesz isć?
- Na plaże?
- Mała... nie przesadzasz?
- Ojjj Saulie... Prosze cie... Jak ze mną nie pójdziesz to pójde sama...
- Ale ty męczysz...
- Ej! Nie mów że nie chcesz!
- No torche chce...
- Daleko to stąd?
- Nie.. .15 minut szybkim krokiem...
- No to idziemy! - powieidziałam szczęśliwa.
- Powiedzmy komuś co?
- No to idź powiedz a ja poczekam - powiedziałam do chłopaka. Wolałam żeby to on szukał kogoś, do kogo dotrze co sie powie... zostałam przed domem. Slash wypił juz swoją porcje i pusta butelka stała na schodach. Spojrzałam na swoją. Zostało mi juz niewiele. Dopiłam szybko i odstawiłam butelke na bok. W tym momencie Slash wyszedł przed dom.
- I co? Znalazłeś kogoś?
- Noo znalazłem Izzyiego...
- Tiaa on na pewno pamiętać będzie...
- Dobra pieprzyć to! Idziemy?!
- Idziemy. - ruszyliśmy. Szliśmy środkiem ulicy, zygzakiem, wtuleni w siebie. Było totalnie ciemno. Doszliśmy po 20 minutach. Jeszcze nigdy tu nie byłam. Plaża była pusta. Słabo oświetlona. Delikatne fale muskały piasek. Do tego rozgwieździone niebo i pełnia księżyca.
- O kurwa!
- Co?
- Zajebiście tu... - zaczęliśmy iść powoli po piasku.
- Ciesze sie ze ci sie podoba - Zdjęłam moje trampki do których sypał się piasek, Saul zrobił to samo ze swoimi. Usiedlismy 5 m od wody. Mój kudłacz objął mnie ramieniem.
- Kocham cie Amy. - popatrzylam na niego.
- Też cie kocham Saulie. - pocałowałam go delikatnie. Zaczęłam go całowac coraz namiętniej. W końcu kudłacz się położył na piasku. Usiadłam na nim okrakiem. Jego ręce błądziły pod moją koszulką. Oderwałam się od niego i zdjęłam ją szybko. Chłopak zrobił to samo ze swoją. Rozpiął mi spodnie, ja także dobrałam się do jego rozporka.  Zeszłam na chwile z niego i zdjęłam spodenki chlopak to samo zrobił ze swoimi. Teraz to on mnie przewrócił. Leżał na mnie i patrzył mi głęboko w oczy.
- Kocham cię!
- Też cie kocham Saulie - złapałam go za podbrudek i zaczęłam całować namiętnie. Przeturlałam się i to znowu ja byłam na górze. W pewnym momencie oderwałam się od chłopaka, a był już nieźle napalony. Po czym wybuchłam śmiechem.
- Co jest? - kudłacz też sie zaczał śmiać
- Nie wiem.. kocham cie! - a jednak procenty robią swoje...
- Też cie kocham. - powiedział zdezorientowany. Nagle wstałam.
- Mam pomysł! - krzyknęłam i zaczęłam biec w strone wody. Po drodze zrzuciłam stanik. Ciepłe fale muskały moja skóre.
- Amy! Co ci odpierdala!?
- Choć jest zajebiście - krzynęłam. Zdjęłam majtki i z trudem je wyrzuciłam na brzeg. Chłopak wbiegł do wody po drodze zostawiając bokserki na piasku.
- Jesteś szurnięta!
- Za to mnie kochasz!!
- No kocham! - podpłynęłam do mulata i pocałowałam go namiętnie. Ten chwycił mnie za uda. Oplotłam nimi jego biodra. Wszedł we mnie. Podniecenie między nami rosło.Kudłacz przestał ruszać biodrami, kiedy właśnie dochodziłam.
- Nie przestawaj!!! - kudłacz posłusznie czekał aż dojde. Doszłam. Oparłam czoło o jego. Chłopak mnie pocałował. Zaczął powoli wychodzić z wody. Zeszłam z niego. Chwyciliśmy swoją bieliznę i zaczęliśmy się powoli ubierać. Byliśmy juz w bieliźnie. Slash mnie objął. Przewróciliśmy się. Leżeliśmy na piasku i śmialiśmy się z niczego. W pewnym momencie ktoś nam poświecił latarką w oczy stojąc nad nami.
- Co jest kurw.. - zaczął kudłacz, ale kiedy zobaczył kto to powstrzymał się. Przestaliśmy się śmiać i wstaliśmy szybko.
- Jakiś problem, panie władzo? - spytałam starając się zachować powage.
- Nie wiem czy państwo wiedzą, żę odbywanie stosunku w miejscach publicznych jest zabronione... Do tego ten fragment plaży jest zamykany po godzinie 23, a wejść można tu o 5.rano... Państwo jak sie zdaje są po alkocholu. - starszy naburmuszony policjant mówił do nas, a my ledwo powstrzymywaliśmy się od śmiechu. Opuściliśmy głowy, wszystko co mówił było prawdą... - prosze o zabranie rzeczy i zostajecie zatrzymani na 24 godziny. No że chyba ktoś po was przyjedzie. Trzeźwy - zaznaczył.
- Jak to kurwa! - teraz Slash się nie powstrzymywał.
- Prosze o właściwy dobór słów!
- Koleś! Nigdzie nie idziemy!!
- Saul, daj spokój...
- Kurwa, gościu podglądał nas jak kurwa na jakimś pornolu, a teraz chce nas wsadzić za kratki
- Saul!! to 24 godziny!! - miałam już doczynienia z zatrzymaniem więc wiem że wykłócanie się nic nie daje... Slashe też nieraz pewnie był zatrzymany, ale on i tak woli sie kłócić...
- Prosze posłuchać dziewczyny.. i prosze za mną. - Saul wkurwiony wziął swoje ubrania, ja swoje i ruszylismy za policjantem. Wsiedlismy do wozu. Położyłam głowę na kolanach chłopaka. Zaczął gładzić moje włosy. Nie ubraliśmy sie dlatego że byliśmy cali mokrzy. No i te nasze kłaki... Bez słowa dojechalismy na miejsce. Jakis funkcjonariusz otworzył nam drzwi
- wysiadać!
- Grzeczniej, to jest kobieta - powiedział z oburzeniem mój chłopak. Jak to fajnie brzmi. Mój chłopak. No więc wysiedliśmy z samochodu. Zaprowadzili nas do wspólnej celi.
- Dla jasności odbywanie stosunków płciowych w celi jest zakazane...
- Ja pierdole...
- Prosze uwazac na słowa
- Państwo spędzą tu 24 godziny, no że chyba was ktoś odbierze. Do tego dochodzi grzywna 150 $
- No chyba cie posrało koleś
- Slash! - upomniałam go
- Możę być wyższa ta grzywna
- Moge prosić telefon.? - spytałam grzecznie a policjant podał mi do celi słuchawkę. Wybrałam numer i czekałam aż ktoś odbierze
- co?!!! - usłyszałam skrzeczliwy głos i muzyke w tle
- Axl?!!- spytałam
- tak!! Jest impreza wracajcie!!!
- jest problem!!!
- jaki ?!!!
- odbierzesz nas z komisariatu?!!!
- chyba was posrało!!! nie!!!
- no axl błagam cie!
- nie!
- błagam... z tego co slysze trzeźwy jesteś!!
- no jestem!
- no to przyjedź!! błagam cie !!!
- ja pierdole... dobra będe za 20 minut,...
- dzięki jesteś kochany...
- znowu masz u mnie dług...
- dobra przyjeżdżaj! - odparłam zdawkowo
Oddałam telefon funkcjonariuszowi. Zaczęłam się ubierać. Nie wiem czemu wcześniej nikt na to nie zwrócił nam uwagi. Kudłacz zrobił to samo co ja. Usiedliśmy na wąskim pojedyńczym łóżku. Przytuliłam się do chłopaka.
- Przepraszam Saulie....
- Za co?!
- No bo to ja chciałam iść na plaże, to ja chciałam wejść do wody i to przeze mnie teraz tu siedzimy...
- Amy, gdybym nie chciał to bym tego wszystkiego nie robił...
- Nie jesteś zły?
- Za co.. przynajmniej będzie co wspominać...
- No ale nie jesteś zły?
- no nie jestem... spokojnie... kocham cie skarbie - całuje mnie delikatnie. Policjant uderza pałką w kraty.
- spokój!!
- ja pierdole, nawet calować sie nie można....  - przesiedzieliśmy 20 minut w milczeniu. W końcu do sali wparował rudzielec. Patrzy na nas i wybucha śmiechem my wstajemy i podchodzimy do wyjścia z celi.
- Dobra ja jestem po nich.! - powiedział do policjanta.
- A pan nie jest przypadkiem pod wpływem alkocholu?
- Nie kurwa.. moge dmuchać chuchać... ale chce do domu stary więc ich wypuść!!
- Do tego dochodzi grzywna 150$
- Posrało was!!
- Rudy błagam wpłać!!! Oddam ci potem!!! - rose wygrzebał kase, funkcjonariusz nas wypuścil.
- Kurwa pojebańcu nie posiedzieliśmy sobie... Jakie to przykre... Stary kurwa fiut będzie mi mówił co mam robić?? Pierdol sie sukinsynie! - Slash wywrzeszczał policjantowi w twarz te słowa po czym wszyscy wybiegliśmy z budynku. Wpakowaliśmy się do auta i ruszyliśmy w droge powrotną.
                                                                                                                           
Mam nadzieje że sie podobało... przepraszam że tak strasznie długo czekaliście... Prosze o szczere komentarze i zapraszam na drugiego bloga tam też jest nowy rozdział.
www.myownstorywithgnr.blogspot.com





poniedziałek, 24 grudnia 2012

Życzonka!

Kochani!
Z okazji tych pieprzonych świąt Bożego Narodzenia, za którymi szczególnie nie przepadam... chce wam życzyć wszystkiego najlepszego! Duuużo zdrowia, szczęścia w miłości i nie tylko, aby wam sie spełniły nawet te najskrytsze marzenia, abyście miały takich zajebistych facetów jak Gunsi, aby wam nigdy nie zabrakło muzyki, no i kasy! I nie wiem w jakim wieku są moi czytelnicy ale chuj z tym! Każdemu życzę sylwka wyjebanego w kosmos i dużo %% :D !!! Aby przyszły rok był lepszy niż poprzedni!!! Chce wam również podziękować za to że czytacie moje wypociny i komentujecie każdy post! To wiele dla mnie znaczy! Jeszcze raz wszystkiego najlepszego!!!

P.S. Czujecie świąteczną atmosfere?? Bo ja nie szczególnie....

 

niedziela, 23 grudnia 2012

Rozdział 21.

Ruszyłyśmy w strone galeri handlowej.
- Amy, właściwie co cie natchnęło na zakupy... zawsze mi sie wydawało ze nie przepadasz za tym?
- No niby tak, ale jakoś tak mnie wzięło...
- Ostatnio chodzisz jakaś przygnębiona - zaczęła Emma
- Smutna - dodała Claire
- Zamyślona - podsumowała Alice
- Nie wiem... mam jakieś gorsze dni.
- Coś nie tak pomiędzy tobą a Saulem - spytala wprost Emma
- Nie, wszystko jak najbardziej ok.
- No to w czym problem?
- Przecież wiesz że nam mozesz powiedzieć wszystko.- zaczęłam sie zastanawiać co im powiedzieć.
- Wiecie że uciekłam z domu...?
- No tak
- No i matka została z wszystkim zupełnie sama... Tak z dnia na dzień.. Zaczęłam sie zastanawiać jak ja bym zareagowała... no i mi jakos tak smutno
- Ale chcesz wrócić do domu?
- Nie, raczej nie...
- Raczej czy napewno?
- W najbliższym czasie napewno nie.
- Powiedziała bys nam gdybyś chciał wrócić, co nie?
- Oczywiście że tak - doszłyśmy do centrum - wiecie... Właściwie to myślałam żeby kupić chłopakom jakies fajne ubrania na ten ich koncert w Roxy, no i na jutrzejszy założą to samo..
- Noo dobry pomysł!
- To jak robimy?
- No nie wiem moze każda szuka czegoś dla swojego mężczyzny i dla siebie, no i Alice pomoże mi coś znaleźć dla Izzyiego, a wy poszukajcie czegoś dla Duffa. Ok.?
- Ok. Kiedy sie spotykamy?
- Za 3 godziny tutaj?
- Ok.
Ja i Alice poszłysmy w jedna a Emma i Claire w drugą.
- Alice?
- Co?
- Czemu Will nie chce żebyście razem mieszkali.?
- Nie wiem...
- No ale mowiłaś ze z nim o tym gadałaś?
- No bo gadałam
- No i co ci powiedział.? - wchodzimy właśnie do jakiegoś sklepu i zaczynamy przeglądać ubrania.
- O boze zobacz to! Jaka piękna! - zmienia temat dziewczyna i pokazuje mi śliczną sukienkę. Czarna, bez ramiączek. Na lini nad biustem wykończona miedzianymi kwadratowymi ćwiekami. Z tyłu ma miedziany zamek.
- Ale zajebista! Pewnie nie mamy kasy na tą kiecke... - odpowiadam dziewczynie
- Idiotko popatrz na kartke nad stojakiem! - patrze przecena 50%
- O ja pierdole!
- Mamy problem...
- Jaki?
- Pojedyńcze sztuki...
- Kurwa no dobra... to bierz ją do przymierzalni, a ja poszukam tu jeszcze czegoś. - przeglądam rzeczy na wieszaku i nagle widze identyczną sukienkę biore, patrze, mój rozmiar. Ide do przymierzalni.
- Alice?
- Tak? -odzywa sie dziewczyna z ostatniej kabiny
- Mam drugą identyczną
- No to zajebiscie! - wchodze do kabiny obok i sie szybko przebieram. Wychodzimy w tym samym momencie
- Bosko!
- Genialnie! Kupujemy jak rozumiem?
- No jasne. - wchodzimy do kabin i sei szybko przebieramy spowrotem. Idziemy do kasy i płacimy.
- To teraz coś dla chłopaków?
- No przydało by sie...
- A wiesz mniej więcej co chcemy im kupić?
- No ja myślałam nad skórzanymi spodniami dla Saula, bo te ma już zniszczone...
- No a dla Izzyiego?
- Nie wiem... kurwa...
- Czarne rurki, czarna kamizelka, jakiś biały top, albo bez topu... i  potargane włosy?
- No.. dobrze to wymyślilaś! - weszłyśmy do 2 sklepów. Znalazłyśmy czego szukałyśmy. Alice kupiła rzeczy dla Stradlina, a ja dla Saula, kupiłam mu nowe kowbojki i spodnie, do tego założy swoją skórzaną kamizelke na gołą klate i będzie zajebiście! Przypadkiem spotkałyśmy sie przy fontannie przed umówionym czasem.
- Wszystko kupiłyście?
- Tak.
- A wy?
- Też
- MAcie coś dla siebie?
- Tak, no i dla chłopaków też coś mamy...
- Pokażecie?
- Nie! umówmy sie że to będzie niespodzianka!
- I to jak my sie ubieramy też!
- I jak każdy z chłopaków będzie wyglądał, tez pozostaje tajemnią! 
- Dobra - uśmiechnęłyśmy sie do siebie tajemniczo.
- Idziemy coś zjeść? Umieram z głodu... - zaproponowała Emma
- Dobra?
- To gdzie tu coś można zjeść?
- Chodźmy do tej knajpy. - weszłysmy do jakiejś restauracyjki, zamówiłyśmy dania i gadałysmy. Kiedy kelnerka przyniosła nasze zamówienia, każda zajęła się własnym talerzem. Kiedy skończyłyśmy jesć zamówiłysmy sobie jeszcze herbate. Nagle poczułam odruch wymiotny. KURWA! Znowu to samo... Zakryłam usta dłonią wstałam od stołu i pobiegłam do toalety, na szczęście była dobrze oznaczona.Dziewczyny patrzyły na mnie z przerażeniem.
- Amy! - krzyknęła za mną Emma. Ja wbiegłam do toalety, otworzyłam, pierwszą lepszą kabine i zwróciłam cały obiad.
- Amy. Co sie dzieje? - Emma jest już przy mnie w toalecie. Ja wstaje spuszczam wode i opieram sie o ściankę w kabinie.
- Co sie dzieje?
- Źle sie poczułam...
- Ale teraz już lepiej?
- Tak... tylko...
- Tylko?!
- Tylko dziś to już 2 raz...
- Co?! - powiedziała... jakby, pretensjonalnie
- To co słyszałaś...- powiedziałam oschle
- A wcześniej ci sie zdarzało?
- No przed wczoraj czy kiedyś tam sie porzygał
- Amy, przepraszam że spytam wprost... Pękła wam gumka, nie wzięłaś tabletki przed, albo po... ?
- Nie... nie jestem w ciąży... chyba... - powiedziałam i wypłukałam usta wodą.
- Amy..?
- Tak?
- Martwie sie o ciebie... - przytuliła mnie
- To miłe.
- Chcesz iśc do lekarza?
- Ale z tobą...
- Jasne, to ja cie moge umówić do mojej pani ginekolog, jest dobra...
- Jeśli możesz...
- No dobra... Co powiesz dziewczynom?
- ze coś chyba zjadłam...
- Ok. To twoja sprawa...
- No jeśli nic nie jest pewne to nie bede mówic... Poza tym nie chce być w ciązy...
- No rozumiem cie... Wracamy?
- Dobra. - wróciłyśmy dopiłyśmy herbate, zapłaciłyśmy. Wzięłyśmy wszystkie nasze torby i wyszłyśmy przed budynek. Złapałyśmy taksówke. Wyszło że musimy jechać w dwóch różnych. Ja pojechałam z Alice.
- Alice?
- Tak?
- Nie odpowiedziałaś mi do tej pory na pytani. Czemu Will nie chce z tobą mieszkać?
- Wiesz ile mam lat?
- Nie
-No więc mam 17 lat. Zaczęłam 2 klase liceum. Will ciągle ględzi o tym ze nie chce mieć problemów z glinami jeśli zgłosze że mnie gwałci czy coś w tym stylu... mam wrażenie że on mnie nie kocha... i dla tego nie chce ze mną mieszkać... No wiesz niby go rozumiem... ale jesteśmy razem już jakiś czas i mógłby mi zaufać... Jego wymówką jest to że nie jestem pełnoletnia...
- Chodzisz do szkoły?
- No jak widać to nie za często sie tam pojawiam...
- A co na to rodzice?
- Matka bierze narkotyki, wiecznie nie ogarnięta a do tego alkocholiczka, praktycznie cały czas przesiaduje u swojego kochanka, tylko czasem pokazuje sie w domu... ojciec zostawil nas jak miałam rok i go od tamtej pory nie widziałam
- Przykro mi
- No mi czasem też. - przytuliłam dziewczyne. Akurat dojechałyśmy pod dom. Wysiadłyśmy z pojazdu. Słyszymy dźwięki muzyki. Mam nadzieje ze robią próbę. Patrzymy wszystkie po sobie i wchodzimy do domu.
                                                                                                                          

Przeprazsam że krótkie dodaje, ale mama mnie zamęczy... Zrób to, zrób tamto, posprzątaj, ugotuj..jak to przed świętami... Postaram sie dodawać dluższe odcinki, ale nie wiem co z tego wyjdzie... Komentujcie!Komentujcie!Komentujcie!!! I zapraszam na drugiego bloga www.myownstorywithgnr.blogspot.com

 

sobota, 22 grudnia 2012

Rozdział 20.

Wychodzimy z łazienki i zchodzimy na dół.
- No nareszcie przyszły nasze laski - mówi Slash do Willa, który siedzi obok niego. Podchodze do kudłacza i siadam mu na kolanach.
- Co tam?
- Nic, idziemy po śniadaniu z Alice, na zakupy, i musicie sie hmmm zająć Willem - mówie do chłopaka
- Hah, my sie juz nim pożądnie zajmiemy - mówi, a Will przełyka głośno śline
- Stary, cykasz??? - pyta Izzy
- Nie!- odpowiada szybko brat
- Chodźcie do stołu, śniadanie gotowe - krzyczy Emma z kuchni. Chłopcy szybko się zerwali, (poza Willem, który nie wiem gdzie jest jadalnia i Slashem, któremu siedze na kolanach) i pobiegli do jadalni. Po chwili i my dołączyliśmy od nich. Usiedlismy wszyscy przy stole. Troche ciasno ale cóż... Na stole stał talerz z wielką, naprawde wielką stertą naleśników.
- No dziewczyny nieźle sie postarałyście - mówi z uznaniem Steven
- No, coś sie nam za to należy - odpowiada za wszystkie dziewczyny Claire
- hmmm, cos sugerujesz - mruczy Steven, i całuje francuske
- Ludzie! Jemy śniadanie! Potem będziecie sie pieprzyć! - mówi z obrzydzeniem Axl.
- Um! Właśnie! - zaczynam przełykając kęs naleśnika. - Dziewczyny chcecie iść ze mną i Alice na zakupy? Po śniadaniu..?
- Ja z chęcią - mówi Emma - jak mnie Axl póści - dodaje i całuje chłopaka w policzek.
- Axl???
- No nie wiem... - droczy sie ze mną
- Axl! - powtarzam znacząco
-  No puszcze ją puszcze...
- A ty Claire? - pytam
- Jasne!
- No to świetnie.
- A my co mamy robić? - pyta Duff
- No więc nie wiem czy jeszcze pamiętacie, ale jutro gracie koncert...
- No tak!!
- To będą próby!
- Bez alkocholu - wtrąca Emma
- Bez kłótni - dodaje
- Żadnej imprezy - dokańcza Claire. Alice zaśmiała się, a chłopcy posmutnieli. Z wyjątkiem Willa, kóry też sie śmiał
- To ty też nie pijesz Will - powiedziałam, Wszyscy sie zaczęli śmiać, a Will posmutniał jeszcze bardziej
- Ale jak to?
- Tak to - powiedziała Alice i pocałowała go w policzek. Wszyscy skończyli jeść.
- Dobra, weźcie sobie po jednym. JEDNYM, piwie, i z tąd idźcie bo musimy posprzątać. - Chłopcy pobiegli do lodówki, a następnie przed telewizor. Will sie troche włóczył, bo nie wiedział co i jak.
- Will?
- Tak?
- Czuj sie jak u siebie! - powiedziałam. Wszystkie dziewczyny wstały i zaczęły zbierać puste talerze. Zniosłyśmy wszystko do kuchni.
- To wy idźcie sie wyszykować, bo my jesteśmy juz gotowe, a my w tym czasie pozmywamy - zaproponowałam, a Emma i Claire poszły do siebie. Zaczęłyśmy zmywać.
- Gdzie tak właściwie mieszkacie? - spytałam dziewczyny
- My nie mieszkamy razem.
- Jak to? - spytałam zdziwiona
- Zazwyczaj Will przesiaduje u mnie.
- To gdzie ty mieszkasz?
- W centrum, niedaleko tego baru w którym Will pracuje.
- A Will gdzie mieszka?
- Troche na wschód od centrum, jakieś pół godziny ode mnie.
- A nie myśleliscie o tym żeby mieć wspólne mieszkanie?
- Zaczynalam pare razy ten temat
- I co?
- Will nie jest za chętny...
- a ty?
- Ja bym chciała... - właśnie zakręciłam kran i wytarłam ręce. Naczynia pozmywane.
- To co idziemy? - W tym samym momencie dziewczyny weszły do kuchni
- Jasne. - wyszłyśmy z kuchni przez salon
- Żadnego alkocholu
- Żadnej kłótni
- Żadnej imprezy
- Już to słyszelismy....
- My wychodzimy.
- Wrócimy.... kiedyś.... dzisiaj - dodaje Emma
- No ja mysle - krzyczy rudy
- No to pa - pożegnałyśmy sie z chłopakami i wyszłyśmy z domu.
                                                                                                             
Przepraszam że taki krótki... Są dwie opcje. Albo będe dużo pisać w święta - bo mama nie będzie chciała mojej pomocy, albo nie napisze nic - mama mnie zamęczy na śmierć.. sprzątani gotowanie itp...
No mam nadzieje że choć króciutki to sie podobało i zapraszam na mojego drugiego bloga
http://www.myownstorywithgnr.blogspot.com

czwartek, 20 grudnia 2012

Rozdział 19.

Na początek wam powiem, że mnie natchnęło i zaczełam pisac równolegle drugiego bloga.(Nie wiem czy to źle czy dobrze :o ). Oczywiście nie zamierzam zaniedbać tego. Jak by ktoś był zainteresowany to jest to oczywiście o opowiadanie Gunsach ^_^ to tu macie linka -> www.myownstorywithgnr.blogspot.com
                                                                                                                                    
Otwieram oczy. Jeszcze jest noc. Kudłacza nie ma obok mnie. Wstaje przciągam się i ide powoli do kuchni przecierając oczy. Kudłacz stoi przy umywalce tyłem do mnie. Podchodze do niego po cichu i obejmuje w talli. Przytulam sie do jego pleców.
- Amy?- mówi po cichu
- Tak? - odrywam się od niego i staje obok - O kurwa, coś ty zrobił?!
- Upadła mi butelka... tak jakby... - kudłacz ma rozcięty nadgarstek. Krew powoli ścieka do zlewu. Chłopak trzyma bawełnianą ściereczkę i niezdarnie próbuje zachamować krwawienie. Zabieram szybko od niego ścierke, biore wode utlenioną i przemywam  rane. Wyciągam czystą ściereczkę i obwiązuje mocno wokół nadgarstka, przyciskając.
- Co robiłeś?
- No wiesz, obudziłem się i chciało mi sie pić...
- I zdecydowałeś sie na Danielsa prawda?
- No wiesz... on był pod ręką - tłumaczy sie. Kręce z niedowierzaniem głową. Rana chyba zatamowana.
- Przytrzymaj mocno - kudłacz chwyta sie za nadgarstek tak jak ja poprzednio i nadal stoi przy zlewie. Ja szybko zamiatam podłogę i wyrzucam szkła do kosza. Kudłacz stoi i obserwuje co robie. Zmywam podłoge mokrą ścierkę i ją również wyrzucam. Myje ręce.
- Co ja bym bez ciebie zrobił - mówi i całuje mnie w usta.
- No ja właśnie nie wiem - odwzajemniam pocałunek. Wyciągam apteczkę, a z niej bandarz i gaze.
- Siadaj - mówie do chłopaka i podstawiam mu krzesło. - Połóż ręke na blacie. - Chłopak wykonuje moje polecenia. Delikatnie odwijam ściereczke i jeszcze raz przemywam rane wodą utlenioną. Nie jest duża. Przykładam gaze i obwijam nadgarstek bandażem.
- Uważaj następnym razem!
- Dzięki kochanie - całuje mnie w policzek
- Nie ma sprawy. Która właściwie godzina?
- Hmmm... Około 5.
- Idziemy jeszcze spać?
- No to chodźmy - idziemy do salonu i kładziemy się na kanapie. Slash okrywa nas kocem. Prawie usnęłam.
- Hahahh, aaa, Will!! - słysze z góry krzyki, patrze na Slasha. Ten też jeszcze nie śpi
- Będą sie ruchać w nsazym łóżku! - mówi - O nie!
- No chyba tam teraz nie pójdziesz?
- No kurwa Amy!!! Oni sie ruchają w naszym łóżku! - siada obok mnie oburzony
- Tego nie możesz być pewny...
- Amy...
- No dobra, ale olej to...
- No kurwa, będą sie ruchać w naszym łóżku... nie wierze...
- Dobra daj spokój... Posprzątają po sobie...
- Ale to jest nasze łóżko...
- Saulie. Prosze cie daruj sobie... Choć spać.!
- Nie, no kurwa no - mówi zrezygnowany. Ja szybkim ruchem przekręcam się i siadam okrakiem na kudłaczu.
- Przestań o nich myśleć.
- Mrrraw - mruczy i przekręca nas tak ze to teraz on siedzi na górze. Zaczyna mnie delikatnie całować.
- Saul nie będziemy się pieprzyć w salonie... -mówie między pocałunkami. Chłopak jednak nie przestaje mnie całować. Teraz obdarowuje pocałunkami moją szyje.
- Saulie.. - Przerywa mi pocałunkiem
- Ktoś powiedział że mamy sie teraz pieprzyć? - pyta i dalej mnie całuje. Ja błądze rękoma po jego klatce piersiowej. Zaczęliśmy sie coraz bardziej nakręcać.
- Dobra. Wystarczy - powiedział zdyszany kudłacz. Położył się obok mnie. Pocałowałm go w policzek i wtuliłam się w niego. Znowu usnęliśmy.
-O kurwa ale kac!!! - słysze krzyki Adlera wchodzącego do sypialni. Slash budzi sie w tym samym momencie. Popcorn siada w fotelu i łapie sie za głowe.
- Zamknij sie ciole - mowi zaspany Slash. Zakrywam głowę kocem, a kudłacz dołącza do mnie.
- Mam nadzieje że nie obspermiliście nam kanapy! - do slaonu właśnie wbiegł Axl
- Spierdalaj! - krzycze do niego spod przykrycia.
- Co gołąbeczki? Nago leżycie, ze sie tak przykrywacie?
- Zamknij sie Rose i daj spać!!! - rudy oczywiście nie daje za wygraną i ściąga z nas koc. W oczy razi nas światło. Slash nie wiadomo dlaczego przytula mnie w geście obronnym.
- Puszczaj.! - chłopak od razu rozluźnia uścisk
- Sory. - całuje mnie w policzek
- Co własnego łóżka nie macie? - pyta wchodzący do pokoju Duff
- Kurwa jedyny trzeźwy a nic nie pamięta!
- Alice i Will?? Mówi ci to coś?
- A no tak sory... - kiwam z niedowierzaniem głową i powoli wstaje. Ide na góre do dużej łazienki. Rozbieram sie i wchodze pod gorący strumień wody. Po 15 minutach wychodze. Wycieram się i zakładam te ubrania co poprzednio. Włosy owijam w drugi ręcznik. Wychodze z łazienki i udaje sie w strone naszej sypialni. Zatrzymuje sie przed drzwiami i pukam.
- Prosze! - krzyczy Will. Wchodze. Brat i Alice leżą wtuleni w siebie na łóżku.
- Jak sie czujesz? - pytam dziewczyny
- Troche boli mnie twarz - mówi z uśmiechem.
- Dam ci zaraz jakies proszki znieczulające, no że chyba masz po prostu ochote na prochy... To idź to Izzyiego
- Hah dzięki, zwykła tabletka wystarczy. Wogóle dzięki że sie tak mną wczoraj zajęłaś.
- Nie  ma sprawy, w końcu jesteśmy jak rodzina, nie? - puszczam do niej oczko. - Jak sie wam... hm...  spało? - Alice poczerwieniała
- Macie wygodne łóżko - powiedział Will
- Sprawdza sie w każdej sytuacji, co? - pytam, a chłopak sie zawstydza
- Dobra, już was nie krępuje... - podchodze do szafy wyciągam jakieś ubrania i kieruje sie do zewnętrznej łazienki. Zatrzymuje sie jeszcze w drzwiach.
- Alice, chciałabyś iść dziś ze mną na zakupy?
- Hmmm tak, jasne
- Pożycze ci jakieś ubrania. Zapytam dziewczyn czy nie chcą iść z nami.
- A co ze mna?! - pyta smutnym głosikiem Will
- Tobą sie zaopiekują chłopcy, o to, to ty sie już nie martw - puszczam oczko do Alice i wychodze z pokoju. Wchodze do łazienki i przebieram sie w shorty i koszulke ze Stonesami. Reszte ciuchów wkładam do wolnej szafki. Na blacie leżą moje kosmetyki. Zaczynam nakładać lekki makijaż. Nagle czuje jak by mi sie coś wywróciło w brzuchu do góry nogami. Podbiegam do muszli klozetowej i zwracam wszystko co ostatnio jadłam. KURWA?! Co sie dzieje?! Myje zęby i dokańczam makijaż. Zchodze na dół. Kudłacz złożył kanapę. Wszyscy chłopcy siedzieli przed telewizorem. Łącznie z Willem.
- A gdzie dziewczyny? Wstały już?
- Tak są w kuchni - odpowiada mi Saul. Udaj sie w kierunku kuchni. Dziewczyny stoją przy garach.
- Hej - mówie wesoło
- Część, pomożesz?
- Jasne, co pichcicie?
- Naleśniki. To weź zanieś talerze i sztućce i szklanki ok.?
- Już sie robi - biore tace. ustawiam na niej 10 kompletów talerz+sztućce+szklanka i ide powoli rozstawić wszystko na stole, ledwo sie mieści 10 kompletów. Wracam do kuchni z pustą tacą. Odstawiam ją na miejsce.
- Alice. Chodź, moze sie przebierzesz?
- Okej. - prowadze dziewczyne do sypialni.
- Too co byś chciała?
- Co kolwiek...
- Dobra to masz te spodenki - podaje jej zwykłe jeansowe shorty.  - i  może być top z Led Zeppelin?
- Jasne uwielbiam ich!  - powiedziała uradowana dziewczyna. Wzięła ode mnie ciuchy
- To tak jak ja.- uśmiecham sie do dziewczyny
- Amy...
- Tak.?
- Nie chce wyjść z taką twarzą na ulice. - mówi nieśmiało
- Hmmm, choć, zajmiemy sie tym. - prowadze dziewczyne do naszej łazienki. Wyciągam jakieś kosmetyki.
- Usiądź na blacie. - dziewczyna siada obok umywalki. Zaczynam delikatnie muskać jej twarz pędzelkiem. Nie widać juz tych wszystkich siniaków. Odrywam plaster z czoła. Jest maleńka ranka. Przypudrowuje ją. Jeszcze cienka kreska na oczach, tusz, i idealnie.
- No mam nadzieje że jesteś zadowolona. - dziewczyna zeskakuje z blatu i odwraca sie do lustra.
- Boże Amy, jest zajebiście, kocham cie, dziękuje - rzuca mi sie w ramiona. Przytulam ją.
- Nie ma sprawy.
                                                                                        
Nie widze ostatnio waszej obecności na moim blogu :( komentujcie! to naprwade wiele dla mnie znaczy! te osoby co prowadzą bloga, wiedzą o co chodzi... Tak czy siak, mam nadzieje ze sie podoba ;)

środa, 19 grudnia 2012

Rozdział 18.

Kurwa! Czuje sie taka usatysfakcjonowana jak czytam sobie komentarze i wiem że sie wam podobai że mam dla kogo pisać. Dzięki że jesteście ze mną ;* Miłego czytania. A powiedzcie mi jeszcze: wolicie te dłuższe czy raczej krótsze rozdziały? Nie wiem ile mam sie produkować... ?
                                                                                                                                          
Weszliśmy z powrotem do zatłoczonego klubu. Na parkiecie zobaczyłam tańczących Axla i Emme oraz Adlera i Claire. Nie widziałam Slasha i Duffa. Zdziwiłam się. Poszłam za Willem do baru. Przy ladzie siedzieli tyłem do mnie zagubieni. Uśmiechnęłam się. Will przeskoczył blat i zaczął odbierać zamówienia. Podeszłam do nich. Klepnęłam ich po plecach żeby się do mnie odwrócili. Odwracają się. Jeden pije Jacka. Ze szklanki. Dziwne.... Patrze na drugiego. Sok pomarańczowy.! Wybucham śmiechem. Duff robi obrażoną minę i odwraca się. Slash obejmuje mnie w tali i całuje namiętnie.
- Wszystko ok? - szepcze mi do ucha
- Tak. Przeprosił mnie.
- To dobrze. Idziemy zatańczyć? - pyta
- Może sie czegoś jeszcze napije - odpowiadam i zajmuje krzesło obok Slasha. Slash podsówa mi szklanke z Jackiem. Wypijam całą zawartość. - Możemy iść.
- Ok. - Kudłacz bierze mnie za ręke i ciągnie w strone parkietu. Zaczynamy tańczyć. Jakaś dziunia obok nas, wysyła mu cały czas zalotne spojrzenia, ociera sie o partnera przygryza warge. Zaczynam sie robić zazdrosna. Kłade kudłaczowi ręce na karku. Całuje chłopaka, a ręce obsówam je coraz niżej. Błądze po jego klatce piersiowej. Zaczynam powoli kucać, kręcąc biodrami w rytm muzyki. Kłade mu ręce na biodrach. Teraz jestem twarzą w twarz z jego męskością, dlatego odwracam się gwałtownie tak aby być tyłem do niego. Wstaje powoli ocierając się tyłkiem o jego krocze. Kudłaczowi się podobało. Blondynie raczej nie za bardzo, przesunęła się ze swoim partnerem gdzieś indziej. Ja zaś byłam usatysfakcjonowana. Zaczęłam całowac namiętnie kudłacza. Odwzajemniał każdy mój pocałunek. Błądził rękoma po moich plecach. Odrywam się od niego.
- Slash, nie chce sie dziś pieprzyć - mówie mu prosto do ucha.
- Okej. - mówi krótko
- Przepraszam... - podnieciłam kudłacza a teraz mu mówie że nie mam ochoty na sex...
- Nie ma sprawy maleńka - mówi i całuje mnie delikatnie.
- Idziemy na spacer? - pytam
- Na dach?
- Mhmm - potwierdzam
- Nie ma sprawy. Tylko tym razem, proszę cie, powiedz Willowi że wychodzimy.
- Hah, dobrze. - podchodzimy do lady.
- Will!! - krzycze do chłopaka. Odwraca sie i podchodzi w moją stronę.
- My wychodzimy, tak żeby wszystko było jasne.
- Okej, a widzieliscie może gdzieś Alice? - kiwamy ze Slashem przecząco głowami
- A coś sie stało?
- Miała przyjść...
- Nie martw sie pewnie przyjdzie później. - pocieszam go i całuje go w policzek
- Zobaczymy sie później
- Okej, pa - mówi i idzie dalej zbierać zamówienia. Wychodzimy przed bar. Idziemy bez słowa, wtuleni w siebie w strone bloku. Wchodzimy do klatki, następnie do windy.
- Amy?
- Tak.?
- Czemu jesteś smutna?
- Nie jestem.
- Przecież widze
- No ale nie jestem - mówie i uśmiecham sie do niego
- Jednak coś cie dręczy...
- Niee.... - odpowiadam przeciągając e. Wychodzimy z windy, wchodzimy kilka stopni i otwieramy drzwi. Siadamy tam gdzie poprzednio. Kłade głowe na kolanach Slasha i układam się wygodnie. Chłopak gładzi mój policzek wieszchem dłoni.
- To powiesz mi co cie dręczy?
- A coś mnie dręczy?
- Amy! Prosze cie! powiesz mi czy nie! - powiedział podniesionym głosem zniecierpliwiony
- Slash...
- No co?
- Kocham cie
- Też cie kocham, ale coś jest nie tak, możesz mi powiedzieć?
- Saulie, ja sie tylko tak zastanawiam... Czy ty oby napewno nie jesteś ze mną dla sexu? Czy ty mnie kochasz? Czy ty chcesz ze mną być?
- Tak Amy kurwa, jestem z toba tylko dla sexu a za tydzień cie zostawie i znajde inną... Głupoty pierdolisz, a przecież nic prawie nie piłaś...
- Ja mówie na poważnie Slash
- Ja też Amy. Kocha cie głupia, nie zamienił bym cie nigdy nawet na milion dolarów, mimo że nie znamy sie długo....
- no właśnie
- Amy... Kiedy Axl poznał Emme pieprzyli sie dzień w dzień, a Emma miała taki sam problem w byciu z rudym jak teraz masz ty... i co? i sa razem jakis rok i wszystko jest zajebiście. Prosze cie nie zadręczaj sie takimi głupotami. Kocham cie maleńka i nie chce cie stracić z twoich głupich wyobrażeń na temat naszego związku. - powiedział szczerze patrząc mi w oczy. Podniosłam się lekko i wpiłam się w jego usta.
- Już wszystko w porządku?
- Tak. Kocham cie.
- Ja ciebie też i masz o tym pamiętać!
- Jestem ostatnio strasznie zmęczona...
- Chcesz iść do domu? - przytaknęłam, wstalismy i zaczęliśmy iść w strone wyjścia. weszliśmy do windy.
- Ale ty idź jeszcze poszalej z chłopakami...
- Nie. pójde z tobą....
- Slash, błagam cie noc sie dopiero zaczyna... idź jeszcze potańczyć, napij sie tylko nie za dużo...
- Amy pójde z tobą. - kudłacz sie upierał
- Chce pobyć sama - chciałam, może nie dokońca sama, ale nie chciałam żeby chłopak stracił przeze mnie wieczór
- Ale napewno?
- No przecież mówie! Tylko mnie tam z nikim nie zdradzaj!
- Nawet o tym nie pomyślałem!
- No i tego sie trzymaj - powiedziałam z uśmiechem na twarzy
- Amy na pewno już wszystko w porządku?
- No jasne!- Wyszliśmy z windy, następnie przed budynek. Długi pożegnalny pocałunek.
- Uważaj na siebie - powiedział kudłacz
- Ty też. - ruszyliśmy w przeciwne strony. Ja do domu, a Slash do klubu. Ide spokojnie w kierunku domu. Jestem już niedaleko. Skręcam i za rogiem budynku słysze płacz. Przechodze kawałek i zerkam w boczną uliczkę. Jakaś dziewczyna opiera sie o ściane. Podchodzę do niej
- Hej... -zaczynam. dziewczyna podnosi głowę.
- Alice?!!
- Amy. -mówi rozpaczona i wtula się we mnie. przytulam ją zdziwiona. Dziewczyna nie przestaje płakać. Odrywam ją od siebie i przyglądam uważnie. Na twarzy czerwone ślady i siniaki. Pościerane kolana.
- Alice, kto ci to zrobił, jak sie tu znalazłaś? Co sie stało?
- On... mnie - mówi przez płacz. Dziewczyna jest ubrana w sukienke, oddaj jej moją kurtkę ona sie w nią wtula. obejmuje ją ramieniem i idziemy w strone domu.
- Idziemy do mnie!
- Dobrze... - nie zaprzecza. Idziemy bez słowa. Dziewczyna cały czas szlocha. Wchodzimy do domu. Prowadze dziewczyne do salou i sadzam ją na kanapie. Ide szybko do kuchni. Wyciągam czystą ściereczkę i wode utlenioną. Wyjmuje kilka plastrów, z lodówki wyjmuje torebke z  żelem chłodzącym. Cały ekwipunek niose do salonu. Kłade wszystko na stole. Obmywam dzieczynie kolana. Przyklejam plaster. Przenosze sie do twarzy. Delikatnie przecieram ściereczą rany. Tam gdzie jest potrzeba przyklejam opatrunek. Podaje dziewczynie zimną torebke, przykłada ją sobie przy czole. Zabieram ze stołu wszystkie rzeczy.
- Poczekaj chwile - ide do kuchni zrobić gorącą herbatę. Odkłądam rzeczy na miejsce. Wkładam saszetki do dwóch kubków i zalewam wrzątkiem. Niosę napój do salonu. Podaje jeden kubek dziewczynie. Już sie uspokoiła.
- Dziękuje. - mówi szczerze. Siadam w fotelu obok niej
- Powiesz mi w końcu co sie stało?
- No więc, szłam sie spotkać z Willem. Tą drogą co zawsze. Już byłam spóźniona więc biegłam. Po drodze wpadłam przypadkiem na jakiegoś obskurnego kolesia. Przeprosiłam go i chciałam biec dalej. Facet złapał mnie za ręke i przewrócił na ziemie.Przepraszałam go, ale on nic sobie z tego nie robił. Zaczęłam się wyrywać. Ale on mnie zaczął bić. Nagle udało mi sie wyrwać z jego uścisku, więc biegłam przed siebie. Jak już mnie nie gonił, weszłam do bocznej uliczki i po prostu pękłam... - łzy spłynęły po jej policzkach.
- Alice... Czy on ci groził?
- Mówił że jeśli to zgłosze gdzie kolwiek to mnie dorwie on osobiście, albo jego koledzy...
- Nie płacz kochana, już po wszystkim... - przytuliłam dziewczyne.
- Amy... On mnie mógł zabić - mówiła przez łzy
- Kochana, już po wszystkim, już sie z nim nie spotkasz... będzie dobrze... nie płacz już, nie płacz... Chcesz sie przespać? - dziewczyna kiwnęła głową
- Jeśli moge...
- Jasne że możesz... - pomogłam wstać dziewczynie i obejmując ją, zaprowadziłam do naszej sypialni tj: mojej i Slasha. Dziewczyna usiadła na łóżku. Podeszłam do szafy, wyciągnęłam jakiś t-shirt i dresowe shorty.
- Przebierz sie i idź spać, jak czegoś potrzebujesz to ja będe na dole w salonie.
- Dziękuje ci Amy, strasznie ci dziękuje.
- Nie ma sprawy, idź spać.  - dziewczyna zaczęła rozsuwać sukienkę więc wyszłam z pokoju i zamknęłam drzwi. Zeszłam na dół. Usiadłam na dole i wypiłam do końca herbate. Ok. 3 w nocy usłyszałam że któś otwiera drzwi. Pobiegłam do hollu. Oczywiście tak jak sie spodziewałam przybyła cała moja banda.
- Cicho! - nakazałam wszystkim, a oni zamilkli jak zaczarowani.
- O Will, jak dobrze że jesteś! - wypatrzyłam Chłopaka z tyłu prowadzącego ledwo trzymajacego sie na nogach Adlera.
- Co jest? - spytał bra. W tym samym czasie kudłacz podszedł do mnie cmokną mnie w policzek i objął w tali. Nie czuć było od niego alkoholem. A to dziwne
- Chodzi o Alice...
- Co z nią!? - pytał z przejęciem Will i puścił Stevena. Teraz trzymał go zupełnie trzeźwy Duff. Wszyscy czekali na odpowiedź.
- Została pobita
- Co? Jak to?! Kiedy?! Co z nią teraz ?! - mówili wszyscy naraz. Przeszliśmy szybko do salonu:
- Jak wracałam, to płakała w bocznej uliczce, w końcu zobaczyłam że to ona i zabrałam ją do domu. Opatrzyłam rany, nie jest z nią źle. Uciekła. Gościu jej powiedział że ma nic nie zgłaszać bo ją ktoś dorwie. Teraz leży u nas w sypialni i śpi - wytłumaczyłam ostatnie słowa kierując do Slasha.
- Moge do niej iść? - spytał Will
- Jasne. Drugie drzwi po prawej. - powiedziałam a chłopak pobiegł do poszkodowanej
- Jak sie udał wieczór?
- A no udał, udał  - mówił nawalony popcorn.
- Ja pierdole co ja z tobą mam.. - powiedziała Claire i zabrała chłopaka do sypialni. Slash, Izzy, Duff, Rose i Emma usiedli w salonie razem ze mna.
- To powiecie coś więcej?
- No wiesz, było ciekawie bo Duff chciał sie pare razy napić, ale zawsze konczylo się na soczku - powiedziała Emma
- Ciężko mi to sobie wyobraźić... - powiedziałam patrząc na Duffa, ten pokazał mi fucka i poszedł na góre
- Wiecie co, ja ide do siebie, mam nowy towar, trzeba wypróbować. Narazie - powiedział Izzy
- Hej - odpowiedzieliśmy mu. Zostaliśmy we czwórkę.
- Nie mówiliście nam jak było u rodziców? - zaczęłam. Slash sie zaśmiał i przytlił mnie,
- No wiesz... Zaczeli coś tam pieprzyć o własnym domu, stałej pracy i założeniu rodziny - zaczęła Emma
- Pieprszyliście sie u nich w domu? - spytał wprost Slash
- Saul! - skarciłam go
- No co?!
- Tak, i nas przyłapali i więcej to ja tam nie mam zamiaru jechać! - powiedział rudy
- Ejj... to jednak moi rodzice
- No i co z tego... Są straszni... To mógł być twój najlepszy orgazm w życiu a oni pukają i zabraniają ci sie ruchać pod ich dachem....
- Dobra zamknij sie - powiedziała Emma,a my ze Slashem wybuchlismy smiechem
- Ale nie... przecież rodzice od tego są, żeby karcić dzieci, za złe czyny... bo przecież jak sie ma 20 lat to to wielki grzech... Nie córeczko nie wolno ci takich rzeczy robić, zostaniesz dziewicą do 40, a potem będzeisz wychowywać dzieci z downem...
- Koniec Axl! - przerwała Emma a my nie mogliśmy przestać sie śmiać.
- Nie jedździjcie do rodziców, Mówie wam! - powiedział na zakończenie Axl
- Okej weźmiemy do serca twoją rade - powiedziałam. Włączyliśmy telewizor, akurat leciał jakiś horror których jesteśmy fanami. Położyliśmy się ze Slashem na kanapie. Slash rysował mi po plecach palcem, a Axl zaczął namiętnie całować Emme
- EJ! od tego jest sypialnia - przerwałam im. Oni wstali i poszli szybko na góre. Nawet nie wiem kiedy usnęłam. W każdym razie spało mi sie idealnie w objęciach Sauliego.
                                                                                                                      
Dodaje następny rozdział... Chuj z tym że jest 4 w nocy! Ważne że jest nowy rozdział ;) Cierpie na bezsenność normalnie! Komentujcie kochani !!! ;*

wtorek, 18 grudnia 2012

Rozdział 17.

Wchodzimy do domu. O dziwo nie zrobili imprezy. Na podłodze nie walają się butelki. Przechodzimy do salonu i słyszymy dzikie wrzaski Axla w jednej z piosenek.
- Ufff! myślałam że im sie na mózg rzuciło - powiedziałam
- No wiesz zależy im na koncercie więc ćwiczą.
- Chodźcie, zobaczymy jak im idzie.
Ruszyłyśmy w strony drzwi od garażu. Akurat skoczyli grać jakąś piosenkę. Wchodzimy do środka. Wszyscy na nas spoglądają. Każda z nas idzie się przywitać ze swoim mężczyzną. Odrywamy się od siebie.
- Amy! A może zaśpiewasz teraz ze mną? - zaproponował Axl
- Co? Nie! Przecież ja nie znam żadnych tekstów piosenek. I ja nie umiem śpiewać...
- Nie pierdol głupot. Śpiewamy November Rain. Znasz to.! Dziewczyny siadajcie - powiedział i pokazał im kanape. Dziewczyny usiadły. Chłopcy zaczęli grać. Axl zaśpiewał pierwszą zwrotkę. Refren śpiewaliśmy razem a drugą zaśpiewałam ja, z wsparciem Axla. Skończyliśmy śpiewać. Wszyscy zaczęli sobie bić nawzajem brawa.
- No to teraz moze dziewczyny się pochwalą swoimi talentami. - zaproponowałam
- Jest coś o czym nie wiemy? - powiedział Slash całując mnie w policzek i obejmując w talii
- No wiesz tak się składa że Claire gra na bębnach, a Emma na elektryku... - dziewczyny zaczęły kręcić przecząco głowami. Axl wcześniej wiedział że Em gra na gitarze, ale ona nie chwaliła się tym zbytnio
- Nie wymigacie się! - Steven odszedł od perkusji, podszedł do Claire, pocałował ją i zaciągnął na jego miejsce. Dziewczyna usiadła posłusznie, wzięła od popcorna pałeczki i czekała na dalsze instrukcje. Izzy podał Emmie gitare która stała pod ścianą. Ja i Steven usiedliśmy na kanapie.
- No to co zagramy? - spytał Slash
- Może zagrajcie Poison - Alice'a Cooper'a ? - zaproponowałam.
- Dobra gramy!!! - i zaczęli grać. Dziewczynom poszło niesamowicie. Nie sądziłam że są takie dobre. A chłopakom to jak zwykle dobrze. Kiedy skończyli, szczęka opadła mi do ziemi, podobnie jak Stevenowi. Zaczęliśmy im bić brawa.
- No dziewczyny to kiedyś z nami zagracie - powiedział dumny ze swojej dziewczyny Axl i pocałował ją namiętnie.
- Dobra, więc mamy jakieś plany? - spytałam
- No wiecie, może pójdziemy to opić? - spytał Duff
- Idioto tobie nie wolno!
- No to wam potowarzysze...
- I napijesz sie soku pomarańczowego... - powiedział ironicznie Axl
- A żebyś kurwa wiedział
- No dobra... To nie jest taki zły pomysł. - powiedział Adler
- No to co, standardowo za pół godziny w salonie? - spytałam, a inni pokiwali twierdząco głowami
Poszliśmy do sypialni.
- Slash? To moge wsadzić... - zaczęłam ale kudłacz mi przerwał
- To raczej ja wsadzam Amy - powiedział tym jego seksownym głosikiem, a ja zaśmiałam się
- Zboczuchu, posłuchaj mnie do końca! Chciałam spytać czy moge wsadzić część rzeczy do szafy?
- Jasne - powiedział i otworzył szafe w której był nawet porządek. Zdziwiłam się. Wzięłam kupkę koszulek z mojej walizki wsadziłam je na wolną półkę do szafy. Wzięłam moje sukienki. podeszłam do szafy i sięgnęłam po wieszak. Był... jakby... mokry. Spojrzałam do szafy, a po mojej ręce zaczął się wślizgiwać wąż
- AAAAAAA, SLASH, SLASH, SLASH!!! Weź to kurwa, zabierz go zabierz go!!! - zaczęłam machać ręką ale wąż się do mnie przyczepił. Slash podbiegł do mnie i zabrał węża. Przytulił go
- Oj Lora Lora miałaś siedzieć w pudełku.... - powiedział troskliwie do bestii
- Slash! To jest wąż nie dziecko! - powiedziałam zdyszana
- To jest moja miłość. Ja ją kocham. A ty masz sie jej nie bać - odpowiedzial kudłacz
- Jak sie mam nie bać!!? Schowaj go błagam... - prosiłam
- Dobra, dobra... - powiedział, rozejrzał się po pokoju, wziął jakież duże platikowe pudełko i włożył tam węża, po czym zamknął pokrywę.
- Następnym razem sie tak nie drzyj. Ona ma uczucia. - powiedział jak małe oburzone dziecko
- Ja też mam uczucia Saul. - powiedziałam
- Dlatego cie kocham skarbie - powiedział i pocałował mnie.
- Też cie kocham Saulie. - powiedziałam, wyrwałam się z jego uścisku i poszłam dalej rozpakowywać się. Slash położył się na łóżku, odpalił papierosa i obserwował każdy mój ruch. Po powieszeniu sukienek, wyjęłam z walizki kupkę spodni i ułożyłam ją na półce. Zaczęłam się zastanowić w co się ubrać. Zdecydowałam się na czarną sukienkę przed kolano bez ramiączek i czarne szpilki z ćwiekami. Przebrałam sie i poszłam do łazienki zrobić makijaż. W między czasie przyszedł do mnie przebrany Slash. Założył skórzane spodnie i biały t-shirt z Ramones. Do tego oczywiscie kowbojki.
- Swietnie wygladasz - powiedziałam i pocałowałam go.
- Ty też kochanie - powiedział i walnął mnie w tyłek
-  Ej, bez takich! - powiedziałam i kontynuowałam nakładanie mocniejszego makijażu, a Slash usiadł na blacie obok umywalki i wpatrywał się we mnie jak w obrazek.
- Skończyłam. Idziemy? - spytałam
- Tak. - podszedł do mnie i pocałował mnie namiętnie
- Idziemy, bo to sie źle skończy - powiedziałam odrywjąc się od kudłacza. Złapaliśmy się za ręce i poszlismy do salonu. Reszta już tam była.
- No wreszcie! Ile sie pieprzyc można - zaśmiałam się.
- No kilka razy dziennie Rose - odpowiedziałam mu
- Idziemy - spytała Emma
- Dobra, to idziemy rozpierdolić jakiś klub! - wydarł się Duff. Wyszlśmy z domu.
- To idziemy sprawdzić ten nowy, w którym pojutrze gramy?
- Dobra, pamiętasz adres?
- Pamiętam.
- To idziemy. - Ruszyliśmy szliśmy pół godzinę. Weszliśmy do klubu. Istny chaos. Chłopakom się od razu spodobało. Podeszliśmy do baru. Usiedliśmy wszyscy przy ladzie.
- Will?!! - krzyknęłam do barmana. Ten podniósł głowę. Tak to mój brat. Boże co on tu robi.?!
- Hej. Amy możemy porozmawiać na osobności? - spytał. Popatrzyłam na kudłacza.
- Uważaj na siebie - szepnął mi do ucha.
- Dobra. - Will przeskoczył lade, wziął mnie za ręke i pociągnął przed bar.
- Słuchaj, chciałem cię przeprosić, za to co ostatnio się zdarzyło...
- Kurwa, tylko powiedz dlaczego to zrobiłeś?!! - spytałam
- To... tak, na mnie prochy działają...
- Will czy ty zawsze tak sie zachowujesz?
- Nie tylko na prochach....
- Ale jesteś uzależniony?
- Nie! Amy wybacz ze cie tak w tedy potraktowałem...
- Okej - powiedziałam i uścisnęłam brata.
- Tak właściwie to od kiedy tu pracujesz?
- No praktycznie od kiedy tu przyjechałem. Adam mi pomógł znaleźć jakąś fuche i wypadło na to.
- DObrze ci płacą?
- Normalnie.
- A co z tą Alice?
- Wszystko ok.
- Jak długo jesteście razem
- Od pół roku - powiedział po chwili zastanowienia
- Jak wam się układa?
- No wiesz czasami sie kłócimy, ale z reguły jest dobrze...
- Will?
- tak?
- Strasznie za tobą tęskniłam... - powiedziałam i wtuliłam się w chłopaka
- Amy, przepraszam że  wtedy cie zostawiłem
- Rozumiem cie Will, ja też chciałam uciec... - łzy spłynęły mi po policzkach
- Amy, już prosze, znowu mieszkamy w jednym mieście, wszystko już będzie ok.
- Dobra. Koniec. Nie rozmazałam się?
- Nie. Wyglądasz świetnie! - uśmiechnęłam sie do niego
- A jest ta Alice jest dziś w klubie?
- Miała przyjść.
- Ok.
- A tak właściwie co wy tu robicie - spytał i ruszyliśmy w strone klubu
- Jak myślisz??
- No tak.. moja mała Amy
- Jesteśmy w tym samym wieku głupku.
- Też cie kocham
- Mój mały Will
- Dobra koniec rozczulania się, idziemy sie zabawić, znaczy ja do pracy a ty idziesz sie bawić!
                                                                                                        
Taki krótki, pisany na przerwie ;) , resztę tego gunsowego wieczoru, dodam w następnym rozdziale, MOŻE jeszcze dziś :D Standardowo KOMENTUJCIE! ;)

niedziela, 16 grudnia 2012

Rozdział 16.

Z tego co widze to chyba nie czytacie moich dopisków po danym rozdziale... Więc tak na szybko pisze przed rozdziałem - dodałam do bohaterów zdjęcia Alice i Willa (brata Amy i jego dziewczynę jakby ktoś zapomniał). Do zakładki ZDJĘCIA dodałam pare zdjęć które przyszły od anonima - dziękuje ;) No a teraz miłego czytania ;* Sory że takie krótkie :(

                                                                                                                         
Przed dom dojechaliśmy wyjątkowo równo. Weszliśmy wszyscy do domu. Chłopcy skierowali się do garażu, jak się domyślam będą teraz robić próby. Dużo prób. A dużo prób oznacza dużo fajek i alkocholu. A to oznacza że będzie nie jedna kłótnia. Chociaż mam nadzieje że z tym ostatnim to się ograniczą. My z dziewczynami skierowałyśmy się do kuchni.
- A więc chłopcy są zajęci, to co robimy? - spytała Claire
- Może zakupy? - spytała Emma. Osobiście nie jestem wielką fanką zakupów, ale jakoś bardzo też mi to nie przeszkadza.
- Hmmm, a może pójdziemy po prostu do jakiejś kawiarenki NIE BARU, napijemy się kulturalnie herbatki, kawki, zjemy ciastko i pogadamy? -zaproponowałam
- Powiem ci że to nie jest taki zły pomysł. - powiedziała francuska.
- Pogoda sie troche chrzani, więc ja ide założyć dłuższe spodnie i za 20 minut w salonie? - powiedziałam, a dziewczyny pokiwały głowami i ruszyłyśmy w stronę sypialni.Podeszłam do walizki i wyjęłam z niej skórzane leginsy. Do tego koszulka z Ramones i ramoneska. Miałam jeszcze 10 minut więc odpaliłam papierosa i położyłam się na łózku. Zaczęłam rozmyślać o tym,
Co będzie za 10 lat?
Czy nadal będe ze Slashem, czy coś sie pochrzani?
Co będzie z zespołem?
Co jeśli któryś z chłopaków przedawkuje?
Co jeśli matka umrze a ja nic o tym nie będe wiedziała?
Co będzie z Willem? Czy zawsze jest takim skurwielem?
Ciekawe jaka jest ta Alice?
A co ze mną? Z moją grą na gitarze, i z moim śpiewem?
Może powinnam się dalej uczyć w szkole?
Może powinnam znaleźć sobie prace?
A co jeśli Slash faktycznie jest ze mną tylko dla seksu?
Zadawałam sobie różne głupie pytania które kotłowały się w mojej głowie... Przewijały się przez mój umysł w błyskawicznym tempie. Nie umiałam znaleźć na nie odpowiedzi... Moje rozmyślania przerwał odruch wymiotny który wziął się z nikąd. Rzuciłam papierosa na ziemie, przydeptałam go pośpiesznie i pobiegłam do łazienki. Zwróciłam wszystko co ostatnio jadłam prosto do sedesu.
Co się ze mną dzieje?
Spuściłam wode. Spojrzałam w lustro. Widze normalną dziewczynę, która pali, pije i żyje chwilą. Pospiesznie umyłam zęby i nałożyłam delikatny makijaż. Zeszłam na dół dziewczyn jeszcze nie było. Zaczął mnie boleć brzuch więc sięgnęłam po tabletkę. Kiedy przełknęłam ją i odstawiłam szklankę z wodą dziewczyny weszły do salonu. Dołączyłam do nich ze sztucznym uśmiechem na twarzy.
- Idziemy? - spytałam
- Tak. To mamy jakiś konkretny cel?- spytała Claire
- Jest tu taka jedna kawiarenka. jakieś 10 minut drogi. - powiedizała Emma
- To idziemy na piechote - wydała rozkaz Claire i wyszłyśmy z domu.
-  Wiecie że zapomniałyśmy o pewnej istotnej rzeczy - powiedziałam kiedy stałyśmy już przed kawiarenką. Dziewczyny spojrzały na mnie pytająco - Bo zostawiłyśmy chłopców samych.
- Spokojnie nie zrobią imprezy są zajęci próbą -powiedziała Emma
- Nie o to sie martwie. Chodzi o Duffa...
- ...on nie może pić - dokończyła za mnie Claire
- Dobra, to... O!! jest budka telefoniczna. - pobiegłyśmy do niej. Wrzuciłam monete i Emma jako że tylko ona znała numer domowy wykręciła go i trzymała słuchawkę tak żebyśmy wszystkie słyszały. Odebrał Izzy po 4 sygnałach.
- Co?! -spytał oburzony
- Izzy!! No chyba jedyny rozsądny jesteś więc weź pilnuj Duffa żeby nie pił! Błagam Izzy nie dawaj mu prochów! I pilnuj żeby nie pił! I może niech lepiej jeszcze nie pali! I nie róbcie żadnej imprezy! I nie rozwalcie domu! I bądźcie grzeczni! Nie kłóćcie się! Ćwiczcie i nie pijcie za dużo! Oprócz Duffa on ma wogóle nie pić! - przekrzykiwałyśmy się
- Okej, a co z wami? Gdzie jesteście?
- My będziemy za 2 godziny. - odpowiedziałam i odłożyłam słuchawkę. Popatrzyłam na dziewczyny i ruszyłyśmy z powrotem do kawiarni. Usiadłyśmy przy wolnym stoliku, a tych było tutaj dużo. Od razu jak usiadłyśmy, kelnerka przyniosła nam karty. Złozyłyśmy zamówienie:
- Więc ja poprosze czarną herbatę i szarlotke - zaczęła Emma
- Dla mnie late i szarlotka - powiedziałam
- Ja prosze czekolade na gorąco i to ciastko kremowe - na końcu powiedziała Claire. Kelnerka zapisała i odeszła.
- Claire a co ty tak na słodko, co? - spytałam - Myślałam że starasz sie trzymać przy zdrowej diecie?
- No niby tak... Ale mam ochote na coś słodkiego
- Kurde, dziewczyny, tak krótko sie znamy, a widze w was prawdziwe siostry - powiedziała Emma
- No właśnie, właśnie... Choć ja też widze w was siostry to mało o sobie wiemy... Emma jak długo jesteś z Rosem?
- Od około roku.
- Jak sie poznaliście? - dopytała Claire
- Więc byłam w jakimś klubie, jak jeszcze grałam w zespole.
- W zespole? - spytałam zdziwiona
- Tak gram na elektryku, i grałam w żeńskim zespole... Po udanym koncercie, uchlałysmy się z dziewczynami...  No i jak już byłam tak mocno wstawiona, zaczął się do mnie przystawiać Izzy. Przypierdoliłam mu z całej pety i od razu sie zleciała reszta chłopaków. Wbrew moim myślom nie opierdolili mnie tylko, gratulowali, czy cos w tym stylu. Axl zabrał mnie na spacer, nie wiem czemu sie zgodziłam z nim pójść. Obudziłam się z nim w łóżku. No a potem okazało się że sie w nim zakochałam. To ja mu to pierwsza wyznałam... na szczęście on czuł to samo co ja.... No i jesteśmy razem już z jakiś rok.
- A co z zespołem??? - dopytałam
- Nasza wokalistka... zginęła w wypadku samochodowym i rozwiązałyśmy zespół - powiedziała smutno
- Przepraszam...
- Nie nie masz za co przepraszać przecież nie wiedziałaś... A wy na czymś gracie?
- Ja kiedyś grałam na perkusji i miałam lekcje wokalu, ale duzo to mi nie dało - powiedziała Claire
- A ty Amy?
- Ja w dzieciństwie przez jakieś 5 lat byłam zmuszana do grania na klawiszach i jako ze w między czasie zakochałam sie w gitarze to gram na niej do dzisiaj... No i jeszcze czasami śpiewam...
- No to nieźle...
- Claire, a tak właściwie to skąd się wzięłaś w USA??? -spytałam
- No więc mój ojciec jest Amerykaninem, matka Francuską no i do 7 roku życia mieszkaliśmy we Francji, a potem przeprowadziliśmy się do Miami, a rok temu uciekłam z domu i przyjechałam tu.
- Uciekłaś z domu?
- No, mój tata zaczął pić i nie było tej miłej atmosferki... więc zostawiłam list  że mam ich dosć, nie szukajcie mnie, będe pisać, wyjeżdżam, i wyjechałam no i jestem. A wy tu mieszkacie od urodzenia.?
- Ja tak. - powiedziała Emma
- A ja przyjechałam tu niecałe 2 tygodnie temu.
- Czemu, powiedz coś więcej.
- No więc mieszkałam z rodzicami w Chicago, ale sie rozwiedli i ja z Willem pojechaliśmy z mamą do NY, a tata do LA. No a że sie nie dogadywaliśmy z matką, to najpierw tu przyjechał Will a po 2 latach ja.
- No to nie zaciekawie... - skwitowała Claire
- Wiecie.. w sumie to sie ciesze. Moge zacząć wszystko od nowa. Poznałam was, chłopaków no i to co najlepsze to znaczy Saula...
- A jak poznałaś chłopaków?
- W samolocie, jak sie przeprowadzałam od mamy... - no i na tego typie rozmowach zleciało nam 2 godziny, postanowiłyśmy wracać.
                                                                                                                 
Mam nadzieje ze sie podobało ;) Komentujcie !


sobota, 15 grudnia 2012

Rozdział 15.

Poszliśmy do sypialni. Musiałam się przebrać, bo przecież nie pójde tak ubrana do szpitala. Zresztą jak wszyscy inni. Zaczęłam grzebać w walizce.
- Swoje rzeczy możesz włożyć do szafy, skoro już razem mieszkamy. - powiedział kudłacz i wpił się w moje usta.
- No ale moze nie teraz, bo tak mi sie zdaje że nie mamy za dużo czasu. - odpowiedziałam
- No to może... -zaproponował i podniósł mnie tak abym objeła go nogami wokół pasa i zaczał mnie całować po szyi.
- Na to sie chyba znajdzie troche czasu. - teraz to ja zaczęłam całować go namiętnie. Kudłacz nie bawił się w żadną gre wstępną, tylko rzucił mnie na łóżko i szybko zdjął koszule, ja zrobiłam to samo ze swoją bluzką i stanikiem. Kudłacz zdjął spodnie, ja spódnice. Saul usiadł na mnie okrakiem i zaczął się bawić moimi piersiami, walcząc ze stwardniałymi od podniecenia sutkami. Następnie zszedł niżej i zdjął mi majtki. Całował wewnętrzną stronę zgięcia kolan, póżniej ud, przesuwał się w kierunku mojej kobiecości. Dotyknął ją delikatnie wragami, przesunął usta na brzuch, całował go, pieścił językiem okolice pępka. Moje ciało wykrzywiało się z rozkoszy. Z powrotem zszedł niżej.Przejechał językiem po mojej łechtaczce po czym niespodziewnie wszedł we mnie mocno. Jęknęłam gardłowo. Kudłacz ruszał mocno biodrami w przód i tył. W końcu poczułam jak jego sperma wypełnia moje wnętrze. Doszłam w tym samym momencie. Kudłacz opadł obok mnie zdyszany, ja równie zmęczona gapiłam się w sufit. W końcu z moich zamyśleń wyrwał mnie pocałunek kudłacza.
- Kocham cię maleńka - powiedział czule
- Też cię kocham Saulie... -powiedziałam zamyślana
- Amy, co sie dzieje? -spytał na poważnie
- Nic - powiedziałam, po czym wstałam i jakby nic przed chwilą nie zaszło zaczęłam się ubierać. Założyłam bieliznę, shorty i luźną koszulkę. Związałam szybko włosy w byle jakiego koka. Kudłacz obserwował dokładnie każdy mój ruch.
- Ubieraj się Saul - powiedziałam, a on zdziwiony wstał i szybko sie ubrał. Po czym do mnie podszedł i pocałował mnie czule.
- Amy widze ze coś jest nie tak. -powiedział zmartwiony
- Saul, pogadamy później - powiedziałam i pociągnęłam go za ręke wychodząc z pokoju. Kudłacz był mocno zdziwiony, ale i zmartwiony, ale nie protestował i nic nie mówił. Wszyscy już na nas czekali.
- No nareszcie. -powiedział Izzy
- Co się stało że jesteś taka smutna? -spytała Claire
- Widocznie nasz kochany Slash juz nie jest taki dobry w łózku - powiedział szyderczo Axl, a wszyscy się zaśmiali
- Spierdalaj Rose - powiedział ostro Slash
- Dobra, dobra... jak jedziemy? - Emma przerwała śmiechy.
- Ja pojade ze Slashem na motorze - powiedziałam
- A my wszyscy pojedziemy samochodem popcorna - powiedziała Emma, wyszliśmy, po dordze zabrałam moją skóre. Jechaliśmy 20 minut. Dojechaliśmy duzo wcześniej niż inni. Zeszliśmy z motoru i zdjęliśmy kaski.
- Amy błagam cię powiedz co się dzieje? - powiedział błagalnym tonem Slash
- Slash...- zaczęłam niepewnie - wydaje mi sie że chcesz być ze mną tylko dla sexu - powiedziałam, a on zrobił mine w stylu serio?! - znamy sie od niecałych 2 tygodni, ja sie pierwszy raz na poważnie zakochałam Slash, ale wydaje mi sie że bez wzajemności.  Nie ma dnia kiedy byśmy sie nie pieprzyli, i mam wrażenie że jesteś ze mną tylko dla tego że chcesz sie ze mną pieprzyć.
- Kurwa, Amy, przestań pierdolić głupoty. Kocham cie rozumiesz. Żadna z dziewczyn z którymi chodziłem nie była taka jak ty i do żadnej z nich tak naprawde nic nie czułem... Kurwa Amy ja sie naprawde zakochałem rozumiesz... Ja pierdole nie umiem mówić o uczuciach. Kocham cie, prosze cie zrozum to i uwierz. Chce mieć z tobą dzieci i być z tobą aż do śmierci. Kocham cie Amy błagam i nie pierdol więcej takich głupot, ze jestem z tobą tylko dla seksu i że cie nie kocham. - powiedział szybko i pocałował mnie namiętnie. Od razu mi sie zrobiło lepiej po tym co powiedział.
- Dobra skończcie już tak bezczelnie sie lizać na srodku chodnika - powiedziała Emma. Oderwaliśmy się od siebie.
- Kiedy przyjechaliście? - spytałam głupio
- Przed chwilą, idziemy do Duffa? - spytał Izzy
- Idziemy - powiedział Slash, objął mnie ramieniem, a ja sie w niego wtuliłam i poszliśmy wszyscy razem do szpitala. Wjechaliśmy na góre windą i wszyscy weszliśmy do sali Duffa. Ten spał. Pokazałam wszystkim żeby byli cicho. Stanęliśmy wszyscy wokół jego łóżka i na palcach odliczyłam do trzech, po czym wszyscy na raz krzyknęliśmy. Duff się gwałtownie obudził  wystraszony a kiedy nas zobaczył pochylających sie nad nim jeszcze bardziej sie przeraził, ale tylko na chwile, bo ogarną kim jesteśmy.
- Kurwa, myślałem że na zawał padne. Pojebańce - skwitował i zrobił obrażoną minę
- No siema stary jak tam u cb.? - powiedział ironicznie Izzy. Po czym wszyscy sie z nim przywitaliśmy.
- Chce juz wjść z tego wariatkowa. Czy to nie jest przypadnkiem szpital dla psychicznie chorych?
- Sory stary, ale nie poszedł byś z własnej woli, i... - zaczął Slash
- I niestety zostaniesz tu na co najmniej rok - dokończyłam poważnym głosem
- Co kurwa - powiedział zdziwiony i rozkojażony
- To co słyszałeś świrze... -skwitował Axl
- Dobra pierdolcie sie wszyscy... Dobrze wiem gdzie jestem... - powiedział.
- To po co sie pytasz idioto - powiedział Rose
- Dobra, dobra ale przez chwile sie nabrałeś - powiedziała Emma
- Przez chwile- powiedział Duff. Chce już stąd wyjść. Dzisiaj!
- Jednego dnia jeszcze nie wytrzymasz??!
- Błagam... żarcia sie nie da do ust włożyć, nie ma do kogo sie odezwać, nie możne palić ani pić...
- W domu i tak byś nie mógł pić..
- Pierdolić to... No i jedyne co mnie utrzymuje przy życiu to gorąca pani doktor...
- Oooo - powiedzieliśmy wszycy chórem
- Jak sie nazywa? - spytał Axl i popatrzył na reszte chłopaków
- doktor Megan Reed -powiedział zamyślony Duff, a wszyscy chłopcy nagle wybiegli z sali, a dziewczyny zaczęły się śmiać
- Kurwa im to nic powiedzieć nie można... ja pierdole - skwitował załamany
- Dobra Duffie nie martw się pani Megan i tak nie przestanie cie kochać... W końcu pewnie nie ma nikogo innego kto mógł by ją tak podniecić jak ty- powiedziała Emma na co wybuchłyśmy śmiechem
- Kurwa wy też sie uwzięłyście!! Pierdole was wszystkich - powiedział obrażony.W tym momencie do sali przyszli uśmiechnięci od ucha do ucha chłopcy.
- No niezła ta pani doktor... to często obciąga ci chuja... znaczy robi zastrzyki ??? - powiedział Axl na co wszyscy wybuchli śmiechem. W tym momencie do sali weszła doktorka. Młoda ładna dziewczyna.
- No Duff, twoja prośba zostaje spełniona, mozesz dziś wyjść do domu. - powiedziała z uśmiechem na twarzy i zaczęła coś wypisywać coś na kartce.
- Masz jej numer?- spytał Slash szeptem, a Duff pokiwał przecząco głową
- Słuchaj Megan... sprawa wygląda tak... Duff to skromny facet, ale jak go lepiej poznasz to jest naprawde świetnym gościem, więc moze dasz mu swój numer.? -powiedział Slash
- Wyręczasz kolegę jak widze?- powiedziała
- Jak już mówiłem Duff jest skromny...
- Nie wydaje mi sie - powiedziała i uśmiechnęła się podając Duffowi kartke i puściła mu oczko, chyba tylko ja to zauważyłam. Megan wyszła z sali.
- No to zajebiście stary wracamy do domu. Zbieraj się. - Duff wstał o dziwo juz ubrany. założył buty wziął torbę z rzeczami, wypis ze szpitala i wyszliśmy. Ja ze Slashem wsiedliśmy na motor, a wszyscy inni wpakowali sie do auta. Na szczęście samochód Stevena miał 3 siedzenia z przodu i 3 z tyłu, bo inaczej któs z nas musiałby zapierdalać na piechotę. Gdy dojechaliśmy do domu była 15.
-Może pojedziemy coś zjeść - powiedziałam zdejmując kask. 
- Dobry pomysł. To zaczekajmy aż reszta przyjedzie i zdecydujemy gdzie jedziemy. - powiedział Slash i usiadł na krawężniku, a ja usiadłam obok niego. Objął mnie ramieniem i przytulił. Czekaliśmy na reszte 10 minut. Wreszcie przyjechali.
- Jedziemy coś zjeść? -spytałam
- Dobra to może tam gdzie ostatnio? - zaproponował Steven, a reszta (oprócz Axla, Emmy i Duffa) pokiwała głowami potwierdzająco. Ruszyliśmy do tej knajpki co ostatnio. Weszliśmy, wzięliśmy menu z szafki przy wejściu i zajęliśmy duży stolik przy ścianie. Kelnerka po chwili do nas podeszła
- Coś poda... O matko to wy jesteście Guns N Roses!!- wydarła się
- Tak i chcemy w spokoju zjeść - powiedział Axl.
- O boze, o boże... Podpiszecie mi sie........ na tym -powiedziała po chwili zastanowienia zdejmując fartuch i podając go do Slasha wraz z markerem, jako ze ten siedział przy brzegu
- Tak, ale sie tak nie drzyj - powiedział Slash, dziewczyna była naprawde irytująca
- Kurwa nie wierzez że was widze!!
- No ja też nie wierze że cie widze tylko mnie to jakoś tak bardzo nie cieszy - powiedział Duff podając fartuch z markerem do Axla. Kelnerka nie przestwała trajkotać.
- Ide na wasz koncert do Roxy, podobno zostało już nie dużo wejściówek, o boże ale jesteście zajebiści...
- Dobra zamknij morde. Na imie masz..? - spytał poirytowany Axl. To on teraz miał się podpisać, już jako ostatni z zespołu.
- Mary, o ja pierdole będe mieć wasze autografy, o ja pierdole kocham was jesteście zajebiści...  - Axl był mocno wkurzony, bo kelnerka darła sie na całą knajpe, na szczęscie nie było tu wielu osób. Rudzielec podał fartuch dziewczynie a ta zaczęła czytać to co jej napisał Axl
- Dla uroczej kelnerki, która nie umie zamknąć swojej pierdolonej wytapetowanej mordy choćby na chwile. Faxl Srose. Nie podniecaj sie tak następnym razem. A tak właściwei nie będzie następnego razu... więc pierdol sie dziwko bo właśnie straciłaś swoją prace i nikt ci nie uwierzy że nas spotkałaś. - przeczytała i z każdym słowem mówiła coraz smutniejszym głosem.
- Poproś kierownika - powiedział Axl
- Pierdol się, nigdy was nie lubiłam - powiedziała oburzona i odeszła od stolika
- No nieźle Rose - powiedział Slash i przybili sobie piątki
- Co robimy? -spytałam śmiejąc sie
- Czekamy na kierownika - odpowiedział spokojnie Axl. Po chwili podszedł do nas facet w średnim wieku
- Witam szanownych Guns N Roses - powiedział,ale nie złośliwie
- No dzień dobry dzień dobry, słuchaj pan jest taka sprawa, że twoja kelnereczka nie umie nas traktować jak zwykłych klientów... - zaczął Axl
- Tak, tak właściwie to ona juz tu nie pracuje... - powiedział - Co podać?
- 8 porcji frytek i 2 duże kurczaki z rozna - powiedział Slash
- Zamówienie będzie gotowe za 15 minut. Podać cos do picia?
- Tak więc ja poprosze Jacka Danielsa..... - zaczął Duff
- Duff tobie nie wolno... - powiedziałam
- Kurwa to sok pomarańczowy - powiedział smutny, a reszta chłopaków sie zaśmiała
- No i dziś wyjątkowo poprosimy 8 porcjii soku pomarańczowego - powiedziałam, patrząc jak chłopcy przestają się śmiać. Kelner odszedł. - Słuchajcie, nie możemy cały czas pić Jacka... Dziś pijemy sok pomarańczowy... - powiedziałam. Dziewczynom to nie przeszkadzało, ale chłopcy pokiwali smutni głowami na znak ze rozumieją.
- Slash i tak byś nie mógł pić bo prowadzisz
- Ale 1 butelka nic nie znaczy - powiedział smutny
- Nie kłóć sie ze mną, dziś pijemy sok pomarańczowy. - powiedziałam i pocałowałam go namiętnie. Po 15 minutach, kierownik przyniósł jedzenie. Zjedlismy w 10 minut. Wstaliśmy od stolika i rzucilśmy kase na stół. Już chcieliśmy wychodzić ale kierownik nas zatrzymał.
- Słuchajcie w centrum mam własny klub, może chcielibyście tam pojutrze zagrać? - spytał niepewnie
- No jasne! - powiedział Axl poprzednio patrząc na chłopaków którzy uradowani kiwali głowami na znak ze chcą
- No to tu macie adres - powiedział facet notując coś na kartce - i mój numer. Jestem Eric Crane.
- Okej. No to ile zarobimy?
- Zazwyczaj jak organizujemy koncert to robie wejściówki po 20$. - powiedział
- No to pasuje, ale ile z tego my dostaniemy?
- 35%? - spytał niepewnie
- Stary jeżeli nie powiesz czegoś w stylu 60% to nie mamy o czym gadać - powiedział Slash
- Tak więc może 50% - zaproponował
- Stary 60% to minimum. - powiedział Axl
- No to moze 50% i przez tydzień pijecie u mnie za darmo - powiedział
- No to umowa stoi - powiedział Axl i podał Ericowi ręke, a ten odwzajemnił uścisk. Wyszliśmy z knajpy i ja ze Slashem wsiedliśmy na motor, a reszta spowrotem wpakowała sie do samochodu. Ruszyliśmy do domu.
                                                                                                             
Przepraszam że wczoraj w końcu nie dodałam nowego rozdziału, ale mi sie nie zapisało to co napisałam i musiałam zacząć wszystko od nowa :( ... Mam nadzieje że sie podobało :D  KOMENTUJCIE - tylko szczerze ;) I dodałam zdjęcie Willa i Alice w zakładce bohaterowie, oraz w zakładce ZDJĘCIA dodałam kilka propozycji które mi przyszły mailem i za które dziękuje anonimowi :).. Zobaczcie na te zdjęcia które tam sa i napiszcie które wam sie podobają, proszę :)


środa, 12 grudnia 2012

Rozdział 14.

Dostałam od anonima pytanie:
- Jak sie czyta Claire? - No więc ja czytam po prostu KLER
Miłego czytania :D
                                                                                                                                                       
Kiedy piosenka sie skończyła oderwaliśmy się od siebie. Kudłacz popatrzył mi w oczy i niespodziewanie chwycił mnie za ręke i wyciągną przed klub.
- Co robisz? Gdzie Idziemy? Musimy powiedzieć reszcie... - zaczęłam
- Oj błagam cie, nie będą się nami przejmować... Jak się paliło w domu to też sie nami nie przejmowali. - sensownie wyjaśnił mi kudłacz a ja wzruszyłam ramionami - Idziemy ... na spacer - powiedział i uśmiechnął się tajemniczo
- Slash, powiedz błagam - powiedziałam niecierpliwie, a ten tylko mnie objął ramieniem i ruszyliśmy w nieznanym mi kierunku
- Spokojnie maleńka... - powiedział a ja wtuliłam się w niego. - Wiesz... miałem ostatnio zajebisty sen - zaczął
- Opowiedz mi o nim - odparłam zaciekawiona
- Więc śniło mi się - zaczął i pociągnął mnie do klatki jednego z bloków
- Slash! Co robisz! Tu nam nie wolno - powiedziałam i ruszyłam w stronę wyjścia
- Amy, prosze cie przychodze tu odkąd mieszkam w LA i nikt mi nic nie zrobił... - przekonał mnie więc ruszyłam spowrotem w jego kierunku. Zawołaliśmy winde wsiedlismy do niej. Hudson nacisnął guzik z numerem 13 - najwyższe piętro.
- Pechowa liczba - powiedziałam
- Moja szczęśliwa -odparł i wpił się w moje usta. Kiedy usłyszeliśmy krótki dźwięk  na znak że dojechaliśmy i drzwi windy się otworzyły, oderwaliśmy się od siebie i wyszliśmy trzymając się za ręce. Przeszliśmy jeszcze kilka stopni na góre i Slash otworzył jakieś drzwi. W twarz uderzyła nam fala ciepłego wiatru. Wyszliśmy na dach.
- Boże Saul jak tu zajebiście, jakie widoki!!! -powiedziałam i ruszyłam ku niemu. -Kocham cię!! Wskoczyłam na niego obejmując nogami jego biodra i wpiłam się w jego usta. Kudłacz oparł mnie o ściane i odwzajemniał każdy pocałunek.  W końcu się ode mnie oderwał i postawił mnie na ziemi. Wziął mnie za ręke i pociągnął do krawędzi dachu. Usiedliśmy przy krawędzi, nie powiem że się nie bałam....
- No więc co ci sie śniło? - dopytałam niecierpliwie
- Wiec śniło mi się że, mielismy po ok. 30 lat. Bylismy nadal razem. Mieliśmy śliczną wille z basenem przy plaży, oczywiście w LA. Nadal Przyjaźniliśmy się z chłopakami z zespołu. Rose nadal był z Emmą. Steven z Claire. Duff sobie znalazł jakąś laskę. Izzy też. A wiesz co w tym wszystkim było najlepsze - spytał. A ja pokiwałam przecząco głową i wsłuchiwałam się dalej w jego historie. - No więc owocem naszej miłości był synek. Śliczny chłopczyk. Miłość między nami nie wygasała i wszystko się nam układało zajebiście. - pocałował mnie - Chciałbym żeby tak było w rzeczywistości.
- Saul, ja nie wiem co mam powiedzieć, bo ja cię strasznie kocham... I według mnie, to się może udać w realu. Kocham cię Slash i po prostu teraz brak mi słów. Ale zobaczysz kiedyś weźmiemy ślub, będziemy mieć dzieci, zostaniemy dziadkami i bęziemy mieć gromadkę wnuków i będziemy żyć razem szczęśliwie do śmierci!!! - kudłacz przytulił mnie i całował namiętnie. Położyliśmy się na dachu i Hudson pokazał mi kilka konstelacji gwiezdnych. Leżeliśmy tam gadając o przeszłości, o przyszłości i o jakiś bzdurach bo oboje byliśmy troche wstawieni. Zaczęło się rozjaśniać, a ja robiłam się senna.
- Widze że ci sie chce spać. Wracajmy do domu - powiedział troskliwie kudłacz. Ja ziewnęłam i pokiwałam twierdząco głową. Zeszliśmy z dachu, zeszliśmy kilka stopni na dół i zawołaliśmy winde.
- Przychodźmy tu częściej - zaproponowałam
- Kiedy tylko chcesz maleńka - powiedział i pocałował mnie w czubek głowy. Weszliśmy do windy. Ja ledwo się trzymałam na własnych nogach. Oparłam się o Slasha i zamknęłam oczy czekając aż dojedziemy na dół. Otworzyłam oczy. Slash szedł przez miasto. Niosąc mnie.
- Usnęłaś na stojąco. - wytłumaczył szybko widząc moje zdziwienie.
- O kurwa. - skwitowałam krótko
- Już jesteśmy pod domem. - pocałowałam kudłacza w policzek i stanęłam na własnych nogach.
- Dziękuje, jesteś kochany - powiedziałam kiedy podeszliśmy do drzwi i wpiłam się w jego usta. W tym samym momencie drzwi od domu się otworzyły i stanął w nich Will. Oderwaliśmy się szybko od siebie.
- Hej, kurwa, gdzie ty byłaś!!? - powiedział zdenerwowany trącając mnie w ramie
- Uspokój sie stary - powiedział stanowczo Slash, Will go zignorował i kontynuował
- Wyszłaś bez słowa. Szukałem cie idotko! - wydarł się.
- Will, kurwa byłeś schlany nawet byś nie pamiętał.. -zaczęłam
- Nie obchodzi mnie to. Mogłaś komus powiedzieć gdzie idziesz dziwko. Puszczasz się z każdym lepszym - powiedział patrząc na Slasha
- Przestań!! - łzy spłynęły po moich policzkach - Od kiedy taki jesteś! Nawet nie wiesz jak się zmieniłeś! Nie puszczam się z pierwszym lepszym dupku! Ja go kocham!!
- Przestań pieprzyć! On cie przeleci i po miesiącu mu sie znudzisz... Ludzie sie ciągle zmieniają... - Slash się coraz bardziej wkurwiał... Słyszałam jak próbuje opanować oddech stojąc obok mnie. Ja nie wytrzymałam i dałam mu z liścia prosto w twarz. ZRobił zdziwioną minę ale cios był zbyt słaby by go to mocniej zabolało. Oddał mi kilka razy mocniej, aż mnie zarzuciło do tyłu. W tym samym momencie obok Willa pojawiła się Alice. Slash nie zniósł tego żę Will mnie uderzył i oddał mu z pięści. Will się przewrócił i wpadł na korytarz. Alice widziała że to Will zaczął:
- Will co ty do chuja robisz?!! -wydarła się
- Nie twoja sprawa suko! -  powiedział podnosząc się szybko. Slash podszedł do mnie pomógł mi wstać. Wywalił szybko Willa z korytarza i wepchnął mnie do środka szybko zamykając za mną drzwi. W holu zgromadzili się już wszyscy. Spojrzałam w lustro. Wyglądałam strasznie. Czerwony ślad na policzku zaschnięte stróżki łez. Pod wpływem emocji wybuchłam płaczem i pobiegłam do sypialni.
- Amy czekaj - krzyczała Em biegnąc za mną. Wpuściłam ją do pokoju zamknęłam za nami drzwi i oparłam się ścianę obok. Emma przytuliła mnie mocno.
- Amy... -zaczeła - wszystko będzie ok.
- Nie będzie rozumiesz, nie będzie!!! -wydarłam się - kiedy wyjechaliśmy do NY on sie zaczął zmieniać i stał się taki jaki jest a teraz juz sie to nie zmieni
- Wszystko może sie zmienić Amy. Może nie będzie idealnie ale będzie znacznie lepiej zobaczysz!
- Przepraszam, może masz racje ale to mnie przerasta... Ja pamiętam jak on pobił naszą matke... to było straszne...
- Przykro mi
- Sory, wiem ze ciężko ci o tym ze mną gadać bo pewnie niczego takiego nie doświadczyłaś...
- No rodzina to mi sie wyjątkowo dobrze udała. I chce żebyś wiedziała że ty też do niej należysz, siostro  - powiedziała i pocałowała mnie w policzek
- Emma, ja sie boje że będzie tak jak powiedział Will, że Slash jest ze mną tylko dla sexu i po miesiącu już mnie nie będze chciał. A ja go kocham, chyba pierwszy raz sie tak na poważnie zakochałam...
- Amy co ty pieprzysz! on cie kocha! Znam sie już troche z chłopakami i Slash nigdy sie tak nie zachowywał wobec żadnej dziewczyny... Naprawde Amy on cie kocha więc nie spieprz tego swoją niepewnością.
- hmm, mam nadzieje że masz racje...
- oczywiście że mam głupia! a teraz weź się w garść! idziemy na dół!- i tak też zrobiłyśmy. Kiedy zeszłyśmy na dół wszyscy siedzieli przed telewizorem. Podeszłam do kudłacza i go pocałowałam
- Wszystko ok.?
-Tak już tak, dziękuje - powiedizałam - przepraszam za niego...
- Nie przepraszaj to nie twoja wina że sie tak zachował... - powiedział Axl... jaki on miły O.o
- No niby wiem...
- TO jak wiesz to sie nie zadręczaj - powiedział kudłacz i pocałował mnie w policzek. W fotelu siedziała przestraszona i zamyslona Alice. Podeszłyśmy do niej z Emmą. A zaraz do nas dołączyła Claire.
- Alice - zaczęłam, a dziewczyna wyrwała się z zamyślenia
- Przepraszam
- Jak długo znasz się z Willem?
- Gdzieś od roku
- Zawsze tak sie zachowuje?
- No wiesz, jest strasznie wybuchowy i często tak sie zachowuje na prochach...  - automatycznie ja Claire i Emma popatrzyłyśmy na Izzyego. Wiedziałam,...
- Izzy??? - zaczęła Emma
- Co?
- Dawałeś Willowi jakiś towar??
- Nie,... znaczy...
- tak czy nie?!! - podniosłam głos bo oczekiwałam szybkiej krótkiej odpoiwiedzi 
- Tak.
- Kurwa Izzy dupku wiesz że to przez to on uderzył Amy... Idioto czy ty każdej spotkanej osobie musisz od razu wciskać jakiś towar!!!?
- Sory
- Sory?!! Myślisz że to wszystko załatwi!!! -dalej opieprzała go Emma
- Dobra Em stało się -powiedziałam bo nie chciałam sie kłócić ale nie ukrywam że Izzy mnie nieco wkurzył
- Ja juz pójde - powiedziała Alice
- Możesz jeszcze zostać - powiedziałam
- Nie, musze iść, dzięki wam za wszystko - powiedziała i ruszyła w strone drzwi
- Wpadaj kiedy chcesz i uważaj na Willa -odpowiedizałam
- DZięki hej - krzyknęła
- HEJ - odkrzyknęliśmy jej chórem chłopcy siedzieli wyjątkowo cicho.
- No to musimy coś oficjalnie obwieścić... - zaczął Slash i podszedł do mnie - No więc Amy z nami zamieszka - powiedział. Axl się zaśmiał i podszedł do Emmy:
- Tak się składa że Em też z nami będzie mieszkać - powiedział rudy i wszyscy spojrzeli na Claire i Stevena siedzących na kanapie, wiedzieliśmy co się święci
- Tiaaaa, my też mieliśmy takie plany - powiedziął popcorn i pocałował francuskę w policzek
- No to zajebiscie, tylko troche miejsca mało będzie - skwitował Slash
- Dawajcie znajdziemy sobie coś większego - zaproponował Axl
- Rudy na głowe ci sie rzuciło... ledow utrzymujemy ten dom - powiedział sensownie Izzy
- No ale teraz będą dziewczyny dorzucać sie do rachunków, więc może to nie taki zły pomysł - powiedział popcorn a my wszyscy pokiwalismy głowami na znmak że sie z nim zgadzamy
- No to może niech po prostu na razie każdy sie za czymś rozejrzy... - zaproponowałam
- No, no to zajebiście kurwa... Ej a może tak jakby odwiedzić Duffa?? - dokończyła Emma
- Nooo dobry pomysł - powiedziała Claire
- To za pół godziny na dole - wydał komende Axl i wszyscy sie rozeszli.
                                                                                                                               
KOMENTUJCIE... mam nadzieje że sie podoba ;) Następny dodam jutro albo pojutrze :D


wtorek, 11 grudnia 2012

Rozdział 13.

Ach tak. Więc nie wspominałam pewnie wcześniej że mam brata bliźniaka o imieniu Will. Więc mówię. Mam brata bliźniaka - Willa - który podczas rozwodu rodziców postanowił zamieszkać ze mną i matką w NY. Kompletnie nie mógł znaleźć wspólnego języka z matką. W sumie to podobnie jak ja. W dzieciństwie wszystko robiliśmy razem. W tym samym momencie zaczęliśmy grać na gitarze, słuchaliśmy tych samych zespołów i opiekowaliśmy sie sobą nawzajem. Oboje też czuliśmy że to właśnie tata wkłada więcej uczucia i miłości w wychowanie nas. Naprawde mocno kochałam ich oboje. Lecz nagle coś zaczęło się chrzanić. Will zaczął obracać się w złym towarzystwie - no wiem i mówie to ja... Ale mu przestało zależeć na rodzinie, zaczął olewać mame i tate. A potem posypało się wszystko. Rodzice się rozwiedli i straciliśmy kontakt z ojcem. Po pół roku od przeprowadzki do NY, jego kontakt z mamą spieprzył się totalnie, a co najbardziej mnie bolało to kompletnie olał mnie. W końcu oznajmił nam że wyjeżdża do LA i może zamieszka tam z ojcem, jeśli go znajdzie. Ogólnie rzecz biorąc to nie mogłam znieść rozłąki między nami, ale rozumiałam go. Nie wyjechałam z nim tylko dlatego że nie chciałam zadać takiego ciosu matce. Mogłam się tylko domyślać jakby się czula gdyby straciła dwójkę dzieci jednego dnia. Mimo że się kompletnie nie dogadywałyśmy to ją kochałam i kocham. W końcu to moja matka. Teraz kiedy zobaczyłam brata po prawie 3 latach rozłąki nie wiedziałam co mam robić. Tym bardziej żę sytuacja była dość krępująca. W końcu rzuciłam mu się na szyje a on odwzajemnił uścisk. Pocałowałam go w policzek.
- Kurwa Will, możesz mi wyjaśnić o co chodzi??!! - powiedziała wściekła dziewczyna
- No właśnie może nam coś wyjaśnicie... - powiedział zdezorientowany Saul, ale znacznie spokojniejszy niż tamta dziewczyna
- Wyluzuj Alice... To jest Amy... moja siostra - powiedział niepewnie mój brat
- Co? Nigdy nic nie mówiłaś że masz brata - skwitował zdziwiony kudłacz.
- Nie pytałeś, to nie mówiłam - powiedziałam i pocałowałam go w policzek. - No więc Will, to jest Slash, mój chłopak - powiedziałam niepewnie
- Kurwa, wiem kto to jest! Ale że to twój chłopak?!! No nieźle Amy, nieźle - powiedział śmiejąc się pod nosem Will
- O co ci chodzi stary? -spytał Slash, nie wiedział czy Will ma coś do kudłacza czy mówi to w geście uznania
- Stary wyluzuj, naprawde cie podziwiam, od kiedy zobaczyłem wasz pierwszy koncert w LA. Grasz w Guns N' Roses, tak? - podsumował chłopak
- No jasne - powiedział dumny Hudson
- A to jest Alice, moja dziewczyna - powiedział dumnie Will obejmując Alice w talii i całując ją w policzek.
- Hej - powiedziałam i wyciągnęłam do niej ręke a ta odwzajemniła uścisk. - Więc może dosiądziecie się do nas. - zaproponowałam, i poszlismy wszyscy do naszego stolika. Butelki już opróżnione, nawet sie nie zdziwiłam. Izzyego nadal nie było. Claire i popcorn też zniknęli
- Hej, a gdzie Steven i Claire - spytał kudłacz podchodząc do stolika
- Poszli do domu - odpowiedziała Emma, a ja uśmiechnęłam się pod nosem, kiedy mój brat i Alice podeszli już do stolika postanowiłam ich przedstawić.
- Słuchajcie, tak więc to jest Will.... mój brat - powiedziałam niepewnie - i jego dziewczyna Alice. - wszyscy wytrzeszczyli oczy
- Ty masz brata???
- Bliźniaka - dodał Slash
- Hej - powiedział Will, a Alice stała krok za nim, chyba się tak troche wstydziła
- A to Axl, jego dziewczyna Emma i Adam.. - zaczełam ale Adam mi przerwał
- My sie znamy.- powiedział a ja zrobiłam mine w stylu serio.
- No tak jakby Adam mnie przygarną kiedy tu przyjechałem. - powiedział brat i uśmiechnął się i wszyscy usiedliśmy
- To jest ta gorąca Amy, o której mówiłeś?!! - wypalił Will. Adam sie zaczerwienił i zakrył chwilowo twarz dłońmi
- Gorąca Amy mówisz - powiedział widocznie zainteresowany Slash - może powiesz nam coś więcej co.
- No poprostu Amy... Jesteś niezłą laską - powiedział prosto w moją twarz Adam. Slash zaczynał się wkurzać. Axl się zaśmiał, a Em walneła go łokciem w bok i powiedziała:
- No to może Adam przyniesiesz jeszcze jakieś butelki co?? - chłopak wstał i odszedł od stolika posyłając Emmie dziękujące spojrzenie.
- Will może zatańczymy, co - zaproponowałam, bo leciała nasza ulubiona piosenka Black Sabbath ~ Paranoid. Ruszyliśmy na parkiet. Podczas tańca zagadałam:
-No więc jak przyjechałeś to zamieszkałeś od razu z Adamem?
- No tak wyszło przyszedłem do baru się uchlać a on akurat miał zmianę, a ty jak go poznałaś?
- Załatwiałam chłopakom koncert.
- Komu? -zapytał z zainteresowaniem
- Wiec Axl jest wokalistą, Slash gitarzystą w zespole Guns n Roses, nie znasz ich?
- O Boże Amy, z kim ty sie zadajesz?? - powiedział z obrzydzeniem
- Masz z tym jakiś problem, są zajebiści. Słyszałeś ich wogóle? -powiedziałam
- Osobiście ich nie słyszałem, ale wiem jakie są plotki... - powiedział speszony.
- No to ocenisz ich jak posłuchasz, a przynajmniej narazie bądź miły - zależy mi na nich...
- Okej. A tak wogóle to kiedy, po co tu przyjechałaś?
- Pokłóciłam się z matką i chciałam zamieszkać z ojcem. Przyleciałam z tydzień temu - powiedziałam
. Piosenka się powoli kończyła a ja zobaczyłam, że obok nas Slash tańczy z Emmą, Adam z Alice, ale nie widziałam Rosa. Kiedy piosenka się skońcxzyła podeszliśmy wszyscy do siebie. Od razu dołączył do nas Rose. W głośnikach zabrzmiały pierwsze dźwięki piosenki Aerosmith - Dream on. Odrazu podeszliśmy do swoich partnerów i zaczęliśmy tańczyć. Adam został bez pary, ale poradził sobie z tym i od razu znalazł jakąś dziewczynę. Tańczyliśmy tak wtuleni w siebie.
- Kocham cię wiesz o tym prawda? - szepną Slash
- Oczywiście że wiem głuptasie i ja też cię kocham - szepnęłam mu prosto do ucha i przygryzłam jego płatek
- To zamieszkasz ze mną? -spytał, kurde nie chciałam wracać do tego tematu, przecież przyleciałam tu do ojca. Chciałam zacząć wszystko od początku, a tu pojawili się gunsi, Slash, a teraz jeszcze Will... Miałam mieszkać z ojcem... Ale odpowiedź na jego pytanie znałam doskonale. Wiedziałam czego chce.
- Jasne, że tak, kocham cię kudłaczu - powiedziałam trzymając jego twarz w dłoniach i wpiłam się w jego usta
                                                                                                          
Sory że tak krótko, ale to tak żeby zarysować przynajmniej jaka jest sytuacja. KOMENTUJCIE KOMENTUJCIE KOMENTUJCIE KOMENTUJCIE KOMENTUJCIE KOMENTUJCIE KOMENTUJCIE KOMENTUJCIE KOMENTUJCIE błagam KOMENTUJCIE KOMENTUJCIE.
To dla mnie strasznie ważne... Nie zostawiacie po sobie śladu i nie wiem czy jest sens pisania dalej...