niedziela, 2 grudnia 2012

Rozdział 10.

Kiedy nas zobaczyli podnieśli się
- Gotowe - zapytał Slash. Kiwnełyśmy twierdząco głowami i wyszliśmy wszyscy z domu bez słowa.Adler wyjechał zza domu starym gratem, ale ważne jest to że jeździ i pomieści nas wszystkich. Wsiedliśmy do niego. Ja ze Slashem z tyłu. W mieście były straszne korki. Byłam wykończona. Jedyne o czym myślałam to łóżko. Podczas drogi praktycznie wcale nie rozmawialiśmy. Siedziałam przytulona do Slasha, patrzyłam przez okno, i starałam się nie zasnąć. Jechaliśmy ok. 45 min. Dojechaliśmy na 2 w nocy. Podeszliśmy pod sale numer 8 na 3 piętrze. Zajrzałam przez okno Duff, nie spał, przewracał się z boku na bok, kiedy mnie zobaczył, od razu poprawił mu się humor, kiwnął na mnie ręką z bananem na twarzy. Uśmiechnęłam się zawołałam innych i weszliśmy do sali.
- Jak dobrze was widzieć!!! Powiedzcie mi co się stało, dlaczego mam szwy, które cholernie bolą i czemu jestem w szpitalu?
- No wiesz... zostałeś sam z Izzim, no i imprezka, no i chciałeś skoczyć z dachu totalnie nawalony i oberwałeś w głowe butelką co cię uratowało, ale masz szwy na czole ...
- Co kurwa?! - powiedział troche zagłośno zdziwiony - Ale wszystko poza tym ze mną ok.?
- No tak tylko .... - zaczełam mówić
- Tylko co kurwa?!! - powiedział poddenerwowany
- Tylko nie możesz pić przez 2 tygodnie.
- Co kurwa!!!! - poderwal sie do pozycji siedzącej, po czym zakrył sobie dłońmi  twarz i z powrotem się położył. - dobra to nie jest trudne. dam rade... - slash zazczął śmiać.
- A tak wogóle to jest Claire - do łóżka podszedł popcorn z dziewczyną, których wcześniej Duff nie zauważył. Uśmiechnął się do nich
- Hej, no Steven, dobry wybór - powiedział a ja go uderzyłam lekko w tył głowy. Slash, Claire i Steve zaczeli się śmiać, a Duff spytał z minął zbitego psa
- A to za co? -popatrzyłam na niego znacząco, ale i ja się zaczęłam śmiać.
- Dobra, koniec tych żartów, kiedy moge z tąd wyjść? - spytał poważnie
- za 3 dni - powiedziałam
- ile?? Ja pierdole, to tylko kilka szwów... - powiedział zezłoszczony
- dobra, dobra, będziemy z tobą siedzieć nie będzie tak źle - próbowałam go pocieszyć. a ten się tylko uśmiechnął. Usiedliśmy na wolnym łóżku na przeciwko Duffa. Siedzieliśmy tam z nim, śmialiśmy się, gadaliśmy tak do rana. Claire się rozluźniła i strasznie ją polubiłam. Naprawde dobrze nam się z nią dogadywało. Nad ranem, kiedy Duff odleciał, a my nie chcieliśmy go zostawiać, Saul i Steven poszli coś zjeść. My z Claire postanowiłyśmy się przespać bo byłyśmy strasznie znmęczone. Weszłyśmy więc pod kołdre w jednynym wolnym łóżku i szybko usnęłyśmy.
Nagle usłyszałam klakson. Obudziłam się i zobaczyłam że Claire także się budzi. Jechaliśmy samochoden, chłopcy siedzieli z przodu.
- Hej, Co jest? - spytałam zaspana
- Dzień dobry. No wiecie, kiedy wróciliśmy do sali Duffa spałyście i nie chcieliśmy was budzić. Posiedzieliśmy tam jeszcze z godzine ale postanowiliśmy wrócić do domu, więc was wzieliśmy do samochodu no i właśnie podjeżdżamy pod dom. - wyjaśnił Steve.
- Która godzina - spytała Claire
- Mmm, 12 :45 - powiedział po chwili Slash
- Kurwa... Zawieziecie mnie szybko do redakcji? - spytała poddenerwowana
- Coo?!! - spytał Slash
- No pracuje dorywczo w gazecie... no i za 15 minut powinnam tam być.. -wyjaśniła szybko
- Nie możesz powiedzieć że jesteś chora albo coś.. - powiedział słodko popcorn odwracając się do dziewczyny
- Ohhh... -westchnęła i kiwnęła twierdząco głową. Weszliśmy do domu. Izzy chodził w tą i spowrotem w salonie i palił nerwowo papierosa.
- No kurwa, nareszcie, gdzie byliście??!!
- Duff jest w szpitalu - wyjaśniłam krótko a Stradlin wytrzeszczył oczy...
- Ale wszystko jest okej za 3 dni wychodzi - uspokoiłam go szybko
- Ale co z nim??? - spytał nerwowo
- No, nie dostał butelką w głowe - powiedział Slash
- Aha, spoko - powiedział uspokojony już Izzy
- To co robimy? - spytał Steven
- Może zrobię obiad? - spytałam
- No fajnie by było. - powiedział Slash
- To pomoge ci - powiedziała Claire
- No spoko, to chodź - powiedziałam uradowana. Kiedy szłam obok Slasha w kierunku kuchni, przyciągnął mnie do siebie i zaczął mnie namiętnie całować. Po chwili Steven z Claire zaczeli robić to samo. Izzy zaczął udawać że ma odruchy wymiotne, oderwaliśmy sie od siebie i zaczeliśmy sie śmiać.
- Dobra koniec tego dobrego idziemy do kuchni - pocałowałam mojego kudłacza w nos i pociągnęłąm. Claire za ręke do kuchni.
- To co gotujemy?? - spytała Claire
- Hmmm, upieczemy kurczaka i frytki - powiedziałam po chwili. Zabrałyśmy się do roboty. Kiedy kurczak się piekł, wróciłyśmy do chłopaków. Siedzieli przed telewizorem i oglądali jakieś głupie komedie i popijali sobie wódke. Podeszłam do Slasha usiadłam mu na kolanach i pocałowałam go długo i namiętnie. Siedzieliśmy tak całując sie i co troche spoglądając w ekran. W sumie to zaczęliśmy się coraz bardziej na siebie nakręcać. Wsadziłam palce w loki Slasha, a on błądził rękami po moich plecach.
- Ej może przeniesiecie się do sypialni - zaproponował Izzy. Zaśmiałam się krótko, wstałam ze Slasha wzięlam go za ręke i pociągnęłam go w strony sypialni. Weszliśmy do pokoju, Slash przekręcił kluczyk w drzwiach i przycisnął mnie całym swoim ciężarem do ściany. Szybko pozbawilismy się zbędnej odzieży. Kudłacz rzucił mnie agresywnie na łóżko, ale nie przeszkadzało mi to. Całował mnie zachłannie i pieścił moje piersi. Zaczął mnie całować po szyji i schodził coraz niżej. Dotarł w końcu do moich sfer intymnych (jak to ładnie określiłam ^^). Przejechał językiem po mojej łechtaczce wykrzywiłam się z rozkoszy. Kiedy zobaczył że mnie to podnieca, kontynuował tą czynność dalej. W końcu bez uprzedzenia wszedł we mnie, a ja krzyknęłam głośno, zaraz zaczął mnie całować, aby zagłuszyć moje jęki. W sumie to go nakręcało jeszcze bardziej więc nie próbowałam nawet tego opanować. Wykonwywał okrężne ruchy biodrami. W końcu doszliśmy w tym samym momencie. Kudłacz opadł obok mnie zdyszany, pocałował mnie namiętnie
- kocham cie Amy - powiedział szczerze
- Też cie kocham Sauli - pocałowałam go czule. Leżeliśmy tak przez 10 minut dochodząc do siebie powoli. Nagle usłyszeliśmy dźwięki syreny z wozu strażackiego. Spojrzeliśmy po sobie pytająco. Wstaliśmy i się szybko ubraliśmy. Wyszliśmy z pokoju trzymając się za ręce. Kiedy schodziliśmy czuliśmy smród a na dole było szaro. Wyszliśmy szybko przed dom, i dołączyliśmy do reszty domownikow.
- Kurwa co jest!!? Sami wyszliscie ale nas to juz nie łaska poinformowac że się pali!! - krzyczał zdenerwowanu Hudson. Straż pożarna gasiła pożar przez okno w kuchni.
- No Amy, wiesz tak jakby nasz kurczak się przypalił - poweidziała Claire. Ja tylko się uśmiechnęłam. Kiedy strażacy skończyli po chwili zaczęli rozmawiać z nami o tym zdarzeniu i dostaliśmy mandat z spowodowanie pożaru.
- to może zjemy na mieście - zaproponował Steven
- Dobra, to za 30 minut, w salonie? - odpowiedział Slash
- Chwila, a co z kuchnią? -przerwałam chłopakom ich konwersacje
- Pieprzyć to jestem głodny - powiedział Izzy, wszyscy się zaśmialiśmy
- DObra to za 30 minut w salonie - spuentowałam i wszyscy weszlismy do domu.
                                                                                                                  

Sory że tak mało, ale mam sprawdzian z chemi więc sie musze troche pouczyć, a przynajmniej sprawiać takie pozory. Jutro już dodam kolejny odcinek :D Komentujcie ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz