- Jak ty sie w ogóle do mnie odzywasz!!! Szacunku troche dla własnej matki!!! Dostajesz kieszonkowe w wysokości 200 $., co powinno ci wystarczyć na twoje zachcianki, zakupy czy co tam chcesz! A szkoła to podstawa!! bez tego daleko nie zajdziesz!!!
- Mamo mam ukończone 18 lat!! moge robić co chce!
- Nie dopóki mieszkasz w moim domu!!
- Nienawidzę cie!! Rozumiesz!! Mam cie dość!! Chce sie przeprowadzić do ojca do Los Angeles!!
- Prosze, juz Ci zaraz wykręce do niego numer, to z nim o tym porozmawiasz!!
Wziełam słuchawke bo dobrze znałam do niego numer... I zamknęłam sie w pokoju. Dzwoniłam do niego z każdym problem, bo tak naprawde tylko on mnie rozumiał... Strasznie go kocham za to że nie czepia sie złych ocen, mojego zachowania, czy choćby tego że pale od 16 roku życia, nie tylko papierosy... Tu w Nowym Jorku, nie mam przyjaciółki, traktują mnie jak nie z tej epoki... Może to przez to że mam taki a nie inny styl, który i tak strasznie u siebie lubie, może to przez to że słucham rocka, metalu itp... Mieszkamy tu z mamą od kiedy sie rozwiodła z ojcem 2 lata temu... szczerze to nie podoba mi sie tu... Gdybym miała napisać biografie nie znalazło by sie w niej nic ciekawego... W skrócie brzmiała by pewnie tak : Do 16 roku życia żyło nam sie wspaniale w Chicago, potem rodzice sie rozwiedli, tata wyjechał do L.A. a ja z mamą do N.Y. gdzie totalnie nie mogłam sie wpasować w otoczenie i straciłam z nią dobry kontakt, dlatego chce uciec do ojca i zacząć wszystko od nowa!!!
Po trzech sygnałach tata odebrał telefon totalnie nawalony z czego mi sie chciało śmiać
- Tak - powiedział przeciągając długo A
- Hej tato, to ja , słuchaj mam dobre wieści jutro sie do ciebie przeprowadzam, więc dziś nic już nie pal, nie pij i ogarnij dom, bo nadchodze!! - powiedziałam roazradowana, z nadzieją że trafiło do niego to co powiedziałam
-Tak, dobrze kochanie! - powiedział, ale nie byłam pewna czy wszytsko zrozumiał
-Sluchaj uwarznie, na miejscu będe o 12 więc mnie odbierz z lotniska.
-Dobra kotku będe czekał, tylko nie zabieraj ze sobą psa - powiedział a ja wybuchnełam śmiechem bo nie mam i nigdy nie miałam psa i sie z nim szybko pożegnałam
Kupiłam przez internet bilet, na który wydałam wszystkie pieniądze odłożone na karcie, wydrukowałam go i zaczełam sie pakować... Zabrałam prawie wszystkie ubrania, buty i torby, dopakowalam kosmetyczki i biżuterie, moje płyty i 2 książki do podręcznej torby. O książkach do szkoły nawet nie pomyślałam, tata pewnie mnie nie zapisze do żadnej szkoły jeśli nie będe chciała... za to go właśnie kocham. Była 2 w nocy kiedy zamknęłam walizki. Mama już dawno spała. Napisałam jej kartke:
Mamo,
Strasznie cie kocham, ale nie wytrzymuje presji którą na mnie wywierasz, praktycznie wogóle sie nie rozumiemy i nie dogadujemy sie dobrze... W Nowym Jorku nie czuje sie dobrze, więc wyjeżdżam do L.A. do ojca, aby zacząć wszystko od nowa. Bilet kupiłam sobie sama, więc nie miej pretensji do taty, który o tym nie wiedział... będziemy w kontakcie
Amy
Zamówiłam taksówke na godzine 3 w nocy bo od mojego, przepraszam już nie od mojego, od domu mojej matki jechało sie na lotnisko godzine... taksówka była punktualnie, ale ja wyszłam z walizkami przed domem wcześniej, dotarliśmy w 50 minut do lotniska, zapłaciłam z pieniędzy które miałam schowane w puszcze pod łóżkiem na tak zwaną czarną godzine i zostało mi jeszcze 200$ więc całkiem nie źle... Na lotnisku wszystkie procedury odbyły się bez problemów... Kiedy weszłam na pokład samolotu zdziwiłam się że takim maleństwem dolecimy do L.A.. Był na prawde mały. było w nim 5 rzędów po 6 miejsc w każdym, z tym że po środku był korytarz więc w każdym rzeędzie po jednej stronie były 3 miejsca.... Zastanawiałam sie czy uda mi sie siedzieć samej...
Znalazłam swoje miejsce. Siedziałam od okna w ostatnim rzędzie. zapełniona była może 1/3 samolotu. Nagle na pokład wparowała 5 głośnych chłopaków. Myślałam sobie tylko nie siadajcie obok mnie... chciałam odpocząć i przespać cały lot. Ale oczywiście jak zwykle los mi nie sprzyjał i doszli do ostatniego rzędu.
- Witaj piękna, jesteś pewna że tu siedzisz - spytał z uśmiechem na twarzy rudzielec.
- Tak, a co? - spytałam troche wkurzona, że nie odpoczne, bo byłam pewna że usiądą obok mnie
- No popatrz, masz tą przyjemność siedzieć obok nas. Jestem Duff. - odpowiedział wysoki blondyn
- No to ja od okna - powiedział rudy i usiadł przy przeciwnym oknie w tym samym rzędzie, obok niego szatyn który wyglądał na mocno naćpanego, zaraz obok Duff, obok mnie usiadł niesamowicie przystojny chłopak z burzą loków na głowie i papierosem w ręce:
- Hej, jestem Slash - przywitał się miło, a obok niego usiadł wesoły blondasek, który także sie przedstawił:
- A ja jestem Popcorn, znaczy Steven - powiedział z bananem na twarzy
- Hej - odpowiedziałam mu z równie dużym uśmiechem, i pomyślałam że nie będzie to najgorszy lot.
Zaraz jak chłopcy usiedli, stewardessa podeszła do naszego rzędu i rozdała poduszki, zaczynając od prawej strony , podając je kolejno mi, Slashowi i Stevenowi, a potem odwróciła się i rozdała chłopakom po lewej stronie, kolejno od okna wiewiórze, temu naćpanemu i Duffowi. Stewardessa odchodząc nie zauważyła, że Slash właśnie dopalał papierosa, a następnie zgasił go w poduszce, którą dostał. Nieco mnie to zdziwiło, ale wywołało to na mojej twarzy uśmiech.
- No fajnie ale jakoś nie zamierzam spać - powiedział ten naćpany wyciągając woreczek z białym proszkiem
- Izzy wyluzuj lot sie dopiero zaczyna, na wszystko znajdziesz czas- powiedział Duff.
Tak więc to jest pierwszy rozdział komentujcie ;D

Jeeju, wlasnie przeczytalam i się zakochałam :3
OdpowiedzUsuńZajebiście napisane!
Dzięki ;)
Usuńświetne! polecę moim znajomym :D
OdpowiedzUsuńCiesze sie że sie podoba :D
UsuńNo więc ten, z jednej strony cholernie podoba mi się fragment w samolocie, ale z drugiej rozmowa Amy z matką jest (bez urazy) strasznie przerysowana. No ale zobaczymy co będzie dalej, biegnę czytać xD
OdpowiedzUsuń