niedziela, 25 listopada 2012

Rozdział 8.

Obudziłam się o 12 rano. Slash już nie spał. Gładził mnie po policzku i patrzyła na mnie czuło.
- Dzień dobry - pocałowałam go.
- Jak ci sie spało?- spytał z uśmiechem na twarzy
- Dobrze, a jakby miało być inaczej?? - spytałam
- No wiesz Axl i Em szaleli troche dłużej niż my  - uśmiechnął się, ja również wybuchnęłam śmiechem.
- Kocham cie Saulie - cmoknęłam go w policzek, odwróciłam się na plecy, przeciągnęłam i spowrotem odwróciłam się tak by być twarzą w twarz z moim ukochanym.
- Masz ochote na wycieczke? - spytał nagle.
- Nooo... jeśli z tobą to mam ochotę - powiedziałam i się uśmiechnęłam. 
Zaczeliśmy sie powoli ubierać, poszłam do łazienki nałożyłam lekki makijaż. Wyszliśmy z pokoju. Jednocześnie z pokoju obok wyszedł Axl i Em spojrzeliśmy sie po sobie i wszyscy sie zaczeliśmy smiać.  Zeszliśmy na dół.W salonie siedzieli duff popcorn i izzy.
- Kurwa we własnym domu sie wyspać nie można, bo się drą jakby pornola kręcili - powiedział zaspany duff
- No i jak tam dziewczyny, niezłych ogierów mamy, co? - powiedział Adler i puścił do nas oczko. Chłopcy sie zaśmiali a my poczerwieniałyśmy.
- Mamy dziś jakieś plany?? - spytał Izzy
- My jedziemy do moich rodziców - powiedziała Em, Axl nie był tym zachwycony. - Moja mama twierdzi że koniecznie musi poznac mojego skarba. Zostaniemy tam do jutra, wrócimy po południu. - wyjaśniła Emma, a Axl mocno sie skrzywił
- Ja sie umówiłem na mieście, więc zaraz wychodze i wróce późno. - powiedział zadowolony Adler. Wszyscy na niego spojrrzeliśmy zdzieni.
- Z kim? -spytałam
- Ma na imie Claire. - powiedział dumny
- No to powodzenia stary - powiedział Slash - my jedziemy na wycieczke wiec nie wiem o której wrócimy.
- No to Izzy, Duff, bądźcie grzeczni bla bla bla jakoś tak to rodzice mówią do dzieci kiedy te zostają same w domu nie?- powiedział Axl i spojrzał pytająco na Em
- Tak kochanie był byś wspaniałym ojcem - powiedziała śmiejąc sie. Axl pocałował ją namiętnie
- Wątpisz we mnie? -spytał
- Absolutnie.
- Dobra my wychodzimy. - powiedział Hudson. i tak sie stało wyszliśmy przed dom. Slash mnie zaskoczył. Wyciągnął z garażu motor, podał mi kask, założyłam go. Wsiadłam pewnie na pojazd. Uwielbiałam jexdzić na motorze. Przytuliłam się to niego, oparłam się głową o jego ramię, a on ruszył. Jechaliśmy pół godziny, jechaliśmy obrzeżami miasta. Zaczeliśmy podjeżdżać pod górę. Wreszcie sie zatrzymał, zgasił silnik zdjęliśmy kaski wziął mnie niespodziewanie na barana i szedł tak z równie wielkim jak mój zacieszem na ryju. Zorientowałam się wreszcie, że jesteśmy na najsłynniejszym wzgórzu Hollywood!!! Boże jaki widok!!!
- Podoba ci sie?? -spytał niepewnie
- Boże, Slash to jest niesamowite!! Kocham cie!! rzuciłam się na niego z pocałunkami. - on każdy odwzajemnił z równie wielkim zaangażowaniem. usiedliśmy na skałce. Slash z kurtki wyjął Jacka Danielsa i mi podał. W czasie gdy on podpalał 2 papierosy na raz ja piłam łapczywie Jacka.
- Amy, mamy dużo czasu... poza tym w takim tempie to mi nic nie zostawisz... - powiedział urażony Slash
- Ty i tak prowadzisz - pocałowałam go w policzek
- No wiesz 1 butelka by wcale mi nie zaszkodziła... - powiedział kiedy zdał sobie sprawe z tego że przyjechalismy tu na motorze, więc musimy tak też wrócić... 
- Dobra, Amy, na razie ci wystarczy! - zabrał mi butelke, z połową zawartości i podał mi papierosa. Leżeliśmy tak wtuleni w siebie rozmawialiśmy, o różnych konkretnych rzeczach, o przyszłości, o ich zespole, o nas, jak i o niczym... czas nam szybko zleciał. Siedzieliśmy tu już 3 godziny. Nawet nie poczułam jak to szybko zeszło. Była 16:00. Postanowiliśmy powoli wracać. Slash postanowił pójść drogą na "dalekie skróty" wziął mnie za ręke i zaczeliśmy zbiegać ze wzgórza. Slashowi wypadła butelka.
- Slash, głupku, zmarnowałeś Jacka! - powiedziałam zdyszana. On w odpowiedzi tylko mnie pocałował. 
- Dobra, a teraz gdzie zostawiliśmy motor??? 
- Slash! Nie żartuj! - powiedziałam nieco przestraszona
- Dobra, dobra, damy rade.... - powiedział niepewnie.
Szliśmy wzdłuż wzgórza trzymając się za ręce, chyba z godzine, wreszcie doszliśmy do drogi, i kilka metrów dalej, na balkonie widokowym stał motor. Ucieszyliśmy się. Podeszliśmy, założyliśmy kaski i wyruszyliśmy w podróż powrotną. Ściemniało się i robiło się coraz chłodniej. Przytuliłam mocniej Slasha i zobaczyłam jak w bocznym lusterku się do mnie uśmiecha. odwzajemniłam mu uśmiech i wtuliłam się w niego jeszcze bardziej.
- Kocham cie powiedziałam mu tuż przy uchu aby usłyszał. 
Slash zatrzymał się na poboczu. jeszcze nie zjechaliśmy ze wzgórz,a widok na zmierzające ku nocy miasto był niesamowity. Zdziwiłam się że się zatrzymał, ale zeszłam razem z nim z motoru. Podszedł do mnie, objął mnie w tali, spojrzał mi głęboko w oczy. Boże jakie on miał śliczne brązowe oczy! 
- Amy, Kocham cię, jesteś najważniejszą osobą w moim życiu! Nie chce cie stracić. Chce być przy tobie w każdej chwili mego życia. Chce abyśmy się wspierali w trudnych momentach. Żebyśmy byli przy sobie zawsze kiedy będziemy się potrzebować. - te słowa wyszły prosto z jego serca. w jego oczach widziałam szczerość. to co powiedział był niesamowite. zatkało mnie. nie wiedziałam że chłopaka stać na takie słowa. W odpowiedzi pocałowałam go namiętnie. 
- Też cie kocham slash! - powiedziałam i wtuliłam się w jego tors.
- Amy? - powiedział niepewnie. Oderwałam się i spojrzałam na niego pytająco.
- Czy chciałabyś zamieszkać ze mną?? - spytał niepewnie
- Slash! Mówisz na poważnie?? - zapytałam, bo nie wiedziałam czy mówi to całkiem na poważnie czy sie ze mnie nabija.
- No tak, wiem że znamy sie zaledwie 5 dni, ale pierwszy raz sie naprawde zakochałem. Jak na razie dobrze nam się układa. Nie łatwo mi o tym mówić, Amy. Naprawdę kocham cię i zależy mi na tobie, a jeśli nie czujesz tego samego to mi to powiedz, prosze. - powiedział zmieszany i niepewny. Boże jak ja sie ciesze ze odwzajemnia moje uczucie:
- Slash głupku, to nic że znamy sie tylko 5 dni. Kocham Cie. Chce z tobą mieszkać. Jeśli nam nie wyjdzie to sie przeprowadze do ojca i znikne z twojego życia. - powiedziałam pewnie. nie wiedziałam jak zareaguje, więc czekałam niecierpliwie na jego reakcje.
- Myśle że oboje zasługujemy na szczerość, więc jeśli coś sie między nami zacznie psuć to bądźmy wobec siebie szczerzy. kocham cie Amy - powiedział uradowany. potem mnie zaskoczył - KOCHAM CIE AMY - wydarł sie na cały regulator w strone miasta.
- Cicho debilu - powiedziałam i pocałowałam go namiętnie. Wsiedliśmy na motor i pojechaliśmy do domu. Kiedy podjechalismy pod dom, szybko sie zorientowaliśmy że chłopcy zrobili impreze. Wszystko spoko gdzyby nie to że nagle ktoś sie zaczął nad nami wydzierać z dachu:
- O tak kurwa! To są widoki! A teraz kurwa śpiewmy! Albo kurwa nie! Skocze na główke i pobije rekord w pływaniu kraulem! O kurwa ta woda jest zielona i pływa w niej motor! O kurwa Slash ratuj Amy! Ona zaraz utonie! - Krzyczał jak opętany Duff. Totalnie spity. Popatrzylismy ze Slashem po sobie przerażeni!
- Duff nie!! Kurwa nie ruszaj sie!! - wydarł sie Hudson
- Slash jeśli ty jej nie uratujesz to ja to zrobie!! krzyknął i zaczą biec w strone krawędzi dachu.
                                                                                                            



1 komentarz:

  1. Ogolnie to fajnie piszesz i w ogole.
    Troche wszystko szybko sie u ciebie dzieje ale masz fajny styl pisania
    mam nadzieje ze Slashowi i Amy sie uda i ze nie bedzie musiala sie przeprowadzac do ojca.
    No i niech Duff lepiej nie skacze z tego dachu!!!

    OdpowiedzUsuń