Weszliśmy z powrotem do zatłoczonego klubu. Na parkiecie zobaczyłam tańczących Axla i Emme oraz Adlera i Claire. Nie widziałam Slasha i Duffa. Zdziwiłam się. Poszłam za Willem do baru. Przy ladzie siedzieli tyłem do mnie zagubieni. Uśmiechnęłam się. Will przeskoczył blat i zaczął odbierać zamówienia. Podeszłam do nich. Klepnęłam ich po plecach żeby się do mnie odwrócili. Odwracają się. Jeden pije Jacka. Ze szklanki. Dziwne.... Patrze na drugiego. Sok pomarańczowy.! Wybucham śmiechem. Duff robi obrażoną minę i odwraca się. Slash obejmuje mnie w tali i całuje namiętnie.
- Wszystko ok? - szepcze mi do ucha
- Tak. Przeprosił mnie.
- To dobrze. Idziemy zatańczyć? - pyta
- Może sie czegoś jeszcze napije - odpowiadam i zajmuje krzesło obok Slasha. Slash podsówa mi szklanke z Jackiem. Wypijam całą zawartość. - Możemy iść.
- Ok. - Kudłacz bierze mnie za ręke i ciągnie w strone parkietu. Zaczynamy tańczyć. Jakaś dziunia obok nas, wysyła mu cały czas zalotne spojrzenia, ociera sie o partnera przygryza warge. Zaczynam sie robić zazdrosna. Kłade kudłaczowi ręce na karku. Całuje chłopaka, a ręce obsówam je coraz niżej. Błądze po jego klatce piersiowej. Zaczynam powoli kucać, kręcąc biodrami w rytm muzyki. Kłade mu ręce na biodrach. Teraz jestem twarzą w twarz z jego męskością, dlatego odwracam się gwałtownie tak aby być tyłem do niego. Wstaje powoli ocierając się tyłkiem o jego krocze. Kudłaczowi się podobało. Blondynie raczej nie za bardzo, przesunęła się ze swoim partnerem gdzieś indziej. Ja zaś byłam usatysfakcjonowana. Zaczęłam całowac namiętnie kudłacza. Odwzajemniał każdy mój pocałunek. Błądził rękoma po moich plecach. Odrywam się od niego.
- Slash, nie chce sie dziś pieprzyć - mówie mu prosto do ucha.
- Okej. - mówi krótko
- Przepraszam... - podnieciłam kudłacza a teraz mu mówie że nie mam ochoty na sex...
- Nie ma sprawy maleńka - mówi i całuje mnie delikatnie.
- Idziemy na spacer? - pytam
- Na dach?
- Mhmm - potwierdzam
- Nie ma sprawy. Tylko tym razem, proszę cie, powiedz Willowi że wychodzimy.
- Hah, dobrze. - podchodzimy do lady.
- Will!! - krzycze do chłopaka. Odwraca sie i podchodzi w moją stronę.
- My wychodzimy, tak żeby wszystko było jasne.
- Okej, a widzieliscie może gdzieś Alice? - kiwamy ze Slashem przecząco głowami
- A coś sie stało?
- Miała przyjść...
- Nie martw sie pewnie przyjdzie później. - pocieszam go i całuje go w policzek
- Zobaczymy sie później
- Okej, pa - mówi i idzie dalej zbierać zamówienia. Wychodzimy przed bar. Idziemy bez słowa, wtuleni w siebie w strone bloku. Wchodzimy do klatki, następnie do windy.
- Amy?
- Tak.?
- Czemu jesteś smutna?
- Nie jestem.
- Przecież widze
- No ale nie jestem - mówie i uśmiecham sie do niego
- Jednak coś cie dręczy...
- Niee.... - odpowiadam przeciągając e. Wychodzimy z windy, wchodzimy kilka stopni i otwieramy drzwi. Siadamy tam gdzie poprzednio. Kłade głowe na kolanach Slasha i układam się wygodnie. Chłopak gładzi mój policzek wieszchem dłoni.
- To powiesz mi co cie dręczy?
- A coś mnie dręczy?
- Amy! Prosze cie! powiesz mi czy nie! - powiedział podniesionym głosem zniecierpliwiony
- Slash...
- No co?
- Kocham cie
- Też cie kocham, ale coś jest nie tak, możesz mi powiedzieć?
- Saulie, ja sie tylko tak zastanawiam... Czy ty oby napewno nie jesteś ze mną dla sexu? Czy ty mnie kochasz? Czy ty chcesz ze mną być?
- Tak Amy kurwa, jestem z toba tylko dla sexu a za tydzień cie zostawie i znajde inną... Głupoty pierdolisz, a przecież nic prawie nie piłaś...
- Ja mówie na poważnie Slash
- Ja też Amy. Kocha cie głupia, nie zamienił bym cie nigdy nawet na milion dolarów, mimo że nie znamy sie długo....
- no właśnie
- Amy... Kiedy Axl poznał Emme pieprzyli sie dzień w dzień, a Emma miała taki sam problem w byciu z rudym jak teraz masz ty... i co? i sa razem jakis rok i wszystko jest zajebiście. Prosze cie nie zadręczaj sie takimi głupotami. Kocham cie maleńka i nie chce cie stracić z twoich głupich wyobrażeń na temat naszego związku. - powiedział szczerze patrząc mi w oczy. Podniosłam się lekko i wpiłam się w jego usta.
- Już wszystko w porządku?
- Tak. Kocham cie.
- Ja ciebie też i masz o tym pamiętać!
- Jestem ostatnio strasznie zmęczona...
- Chcesz iść do domu? - przytaknęłam, wstalismy i zaczęliśmy iść w strone wyjścia. weszliśmy do windy.
- Ale ty idź jeszcze poszalej z chłopakami...
- Nie. pójde z tobą....
- Slash, błagam cie noc sie dopiero zaczyna... idź jeszcze potańczyć, napij sie tylko nie za dużo...
- Amy pójde z tobą. - kudłacz sie upierał
- Chce pobyć sama - chciałam, może nie dokońca sama, ale nie chciałam żeby chłopak stracił przeze mnie wieczór
- Ale napewno?
- No przecież mówie! Tylko mnie tam z nikim nie zdradzaj!
- Nawet o tym nie pomyślałem!
- No i tego sie trzymaj - powiedziałam z uśmiechem na twarzy
- Amy na pewno już wszystko w porządku?
- No jasne!- Wyszliśmy z windy, następnie przed budynek. Długi pożegnalny pocałunek.
- Uważaj na siebie - powiedział kudłacz
- Ty też. - ruszyliśmy w przeciwne strony. Ja do domu, a Slash do klubu. Ide spokojnie w kierunku domu. Jestem już niedaleko. Skręcam i za rogiem budynku słysze płacz. Przechodze kawałek i zerkam w boczną uliczkę. Jakaś dziewczyna opiera sie o ściane. Podchodzę do niej
- Hej... -zaczynam. dziewczyna podnosi głowę.
- Alice?!!
- Amy. -mówi rozpaczona i wtula się we mnie. przytulam ją zdziwiona. Dziewczyna nie przestaje płakać. Odrywam ją od siebie i przyglądam uważnie. Na twarzy czerwone ślady i siniaki. Pościerane kolana.
- Alice, kto ci to zrobił, jak sie tu znalazłaś? Co sie stało?
- On... mnie - mówi przez płacz. Dziewczyna jest ubrana w sukienke, oddaj jej moją kurtkę ona sie w nią wtula. obejmuje ją ramieniem i idziemy w strone domu.
- Idziemy do mnie!
- Dobrze... - nie zaprzecza. Idziemy bez słowa. Dziewczyna cały czas szlocha. Wchodzimy do domu. Prowadze dziewczyne do salou i sadzam ją na kanapie. Ide szybko do kuchni. Wyciągam czystą ściereczkę i wode utlenioną. Wyjmuje kilka plastrów, z lodówki wyjmuje torebke z żelem chłodzącym. Cały ekwipunek niose do salonu. Kłade wszystko na stole. Obmywam dzieczynie kolana. Przyklejam plaster. Przenosze sie do twarzy. Delikatnie przecieram ściereczą rany. Tam gdzie jest potrzeba przyklejam opatrunek. Podaje dziewczynie zimną torebke, przykłada ją sobie przy czole. Zabieram ze stołu wszystkie rzeczy.
- Poczekaj chwile - ide do kuchni zrobić gorącą herbatę. Odkłądam rzeczy na miejsce. Wkładam saszetki do dwóch kubków i zalewam wrzątkiem. Niosę napój do salonu. Podaje jeden kubek dziewczynie. Już sie uspokoiła.
- Dziękuje. - mówi szczerze. Siadam w fotelu obok niej
- Powiesz mi w końcu co sie stało?
- No więc, szłam sie spotkać z Willem. Tą drogą co zawsze. Już byłam spóźniona więc biegłam. Po drodze wpadłam przypadkiem na jakiegoś obskurnego kolesia. Przeprosiłam go i chciałam biec dalej. Facet złapał mnie za ręke i przewrócił na ziemie.Przepraszałam go, ale on nic sobie z tego nie robił. Zaczęłam się wyrywać. Ale on mnie zaczął bić. Nagle udało mi sie wyrwać z jego uścisku, więc biegłam przed siebie. Jak już mnie nie gonił, weszłam do bocznej uliczki i po prostu pękłam... - łzy spłynęły po jej policzkach.
- Alice... Czy on ci groził?
- Mówił że jeśli to zgłosze gdzie kolwiek to mnie dorwie on osobiście, albo jego koledzy...
- Nie płacz kochana, już po wszystkim... - przytuliłam dziewczyne.
- Amy... On mnie mógł zabić - mówiła przez łzy
- Kochana, już po wszystkim, już sie z nim nie spotkasz... będzie dobrze... nie płacz już, nie płacz... Chcesz sie przespać? - dziewczyna kiwnęła głową
- Jeśli moge...
- Jasne że możesz... - pomogłam wstać dziewczynie i obejmując ją, zaprowadziłam do naszej sypialni tj: mojej i Slasha. Dziewczyna usiadła na łóżku. Podeszłam do szafy, wyciągnęłam jakiś t-shirt i dresowe shorty.
- Przebierz sie i idź spać, jak czegoś potrzebujesz to ja będe na dole w salonie.
- Dziękuje ci Amy, strasznie ci dziękuje.
- Nie ma sprawy, idź spać. - dziewczyna zaczęła rozsuwać sukienkę więc wyszłam z pokoju i zamknęłam drzwi. Zeszłam na dół. Usiadłam na dole i wypiłam do końca herbate. Ok. 3 w nocy usłyszałam że któś otwiera drzwi. Pobiegłam do hollu. Oczywiście tak jak sie spodziewałam przybyła cała moja banda.
- Cicho! - nakazałam wszystkim, a oni zamilkli jak zaczarowani.
- O Will, jak dobrze że jesteś! - wypatrzyłam Chłopaka z tyłu prowadzącego ledwo trzymajacego sie na nogach Adlera.
- Co jest? - spytał bra. W tym samym czasie kudłacz podszedł do mnie cmokną mnie w policzek i objął w tali. Nie czuć było od niego alkoholem. A to dziwne
- Chodzi o Alice...
- Co z nią!? - pytał z przejęciem Will i puścił Stevena. Teraz trzymał go zupełnie trzeźwy Duff. Wszyscy czekali na odpowiedź.
- Została pobita
- Co? Jak to?! Kiedy?! Co z nią teraz ?! - mówili wszyscy naraz. Przeszliśmy szybko do salonu:
- Jak wracałam, to płakała w bocznej uliczce, w końcu zobaczyłam że to ona i zabrałam ją do domu. Opatrzyłam rany, nie jest z nią źle. Uciekła. Gościu jej powiedział że ma nic nie zgłaszać bo ją ktoś dorwie. Teraz leży u nas w sypialni i śpi - wytłumaczyłam ostatnie słowa kierując do Slasha.
- Moge do niej iść? - spytał Will
- Jasne. Drugie drzwi po prawej. - powiedziałam a chłopak pobiegł do poszkodowanej
- Jak sie udał wieczór?
- A no udał, udał - mówił nawalony popcorn.
- Ja pierdole co ja z tobą mam.. - powiedziała Claire i zabrała chłopaka do sypialni. Slash, Izzy, Duff, Rose i Emma usiedli w salonie razem ze mna.
- To powiecie coś więcej?
- No wiesz, było ciekawie bo Duff chciał sie pare razy napić, ale zawsze konczylo się na soczku - powiedziała Emma
- Ciężko mi to sobie wyobraźić... - powiedziałam patrząc na Duffa, ten pokazał mi fucka i poszedł na góre
- Wiecie co, ja ide do siebie, mam nowy towar, trzeba wypróbować. Narazie - powiedział Izzy
- Hej - odpowiedzieliśmy mu. Zostaliśmy we czwórkę.
- Nie mówiliście nam jak było u rodziców? - zaczęłam. Slash sie zaśmiał i przytlił mnie,
- No wiesz... Zaczeli coś tam pieprzyć o własnym domu, stałej pracy i założeniu rodziny - zaczęła Emma
- Pieprszyliście sie u nich w domu? - spytał wprost Slash
- Saul! - skarciłam go
- No co?!
- Tak, i nas przyłapali i więcej to ja tam nie mam zamiaru jechać! - powiedział rudy
- Ejj... to jednak moi rodzice
- No i co z tego... Są straszni... To mógł być twój najlepszy orgazm w życiu a oni pukają i zabraniają ci sie ruchać pod ich dachem....
- Dobra zamknij sie - powiedziała Emma,a my ze Slashem wybuchlismy smiechem
- Ale nie... przecież rodzice od tego są, żeby karcić dzieci, za złe czyny... bo przecież jak sie ma 20 lat to to wielki grzech... Nie córeczko nie wolno ci takich rzeczy robić, zostaniesz dziewicą do 40, a potem będzeisz wychowywać dzieci z downem...
- Koniec Axl! - przerwała Emma a my nie mogliśmy przestać sie śmiać.
- Nie jedździjcie do rodziców, Mówie wam! - powiedział na zakończenie Axl
- Okej weźmiemy do serca twoją rade - powiedziałam. Włączyliśmy telewizor, akurat leciał jakiś horror których jesteśmy fanami. Położyliśmy się ze Slashem na kanapie. Slash rysował mi po plecach palcem, a Axl zaczął namiętnie całować Emme
- EJ! od tego jest sypialnia - przerwałam im. Oni wstali i poszli szybko na góre. Nawet nie wiem kiedy usnęłam. W każdym razie spało mi sie idealnie w objęciach Sauliego.
Dodaje następny rozdział... Chuj z tym że jest 4 w nocy! Ważne że jest nowy rozdział ;) Cierpie na bezsenność normalnie! Komentujcie kochani !!! ;*

Boże ale mi szkoda Alice :( dobrze ze Will się nią opiekuje. Niech Amy już się nie smuta. Ja osobiście wolę długie rozdziały, ale krótkie mi nie przeszkadzają :) uwielbiam jak Slash zabiera Amy na dach <3 rozwalila mnie wizyta Axla i Emmy u rodziców :D genialny rozdział nie moge doczekać się nowego !!
OdpowiedzUsuńciesze sie że sie podoba ;D Następny zapewne jeszcze dziś ;* Może coś naskrobie na przerwie ;)
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńprawnikow rzeszow
OdpowiedzUsuń